Skip to content

BASIA I „DUCHY”

24 marca 2010

Zanim wezwiecie do domu egzorcystę, sprawdźcie, czy przypadkiem źródłem niezwykłych wydarzeń nie jest Wasze dziecko

Pełen niepokoju, wprost alarmujący był telefon do redakcji z jednego z miasteczek pod Wrocławiem. Mężczyzna przedstawił się jako inżynier Kołbiel. Opowiadał, jakie to dziwaczne i niekiedy przerażające rzeczy dzieją się w obecności jego córeczki. Czy dla niej samej może to być niebezpieczne? Bo dla domu z pewnością: szyby potłuczone, porozbijane wazony i doniczki… Czy jest na to rada? Czy naprawdę jest w tym coś diabelskiego? Czy dom nawiedzają duchy, czy może dziewczynkę opętał demon?

Postanowiliśmy jechać we dwoje: pani redaktor i ja, piszący te słowa. Basia Kołbiel jest ładną i miłą dziesięcioletnią blondyneczką. Od paru lat opiekuje się nią ojciec, inżynier metalurg. Mieszkają w bloku na trzecim piętrze. Jest tam jeszcze świnka morska, Pusia, i mały szczeniak pożyczony od sąsiadów. Pan Kołbiel jest trzeźwo myślącym i rzeczowym człowiekiem, ma też pewne rozeznanie w dziedzinie zjawisk paranormalnych, dlatego bez oporów, a wręcz z ulgą, przyjął nasze zapewnienie, że w tym, co się dzieje, nie „maczają szponów” żadne siły nieczyste. A w taką wersję wydarzeń wierzy bez zastrzeżeń i z uporem jego matka, przerażona tym, co działo się w jej mieszkaniu: spadającymi lustrami, przesuwającymi się ciężkimi meblami, głuchymi stukami dobiegającymi z wnętrza ścian.
Wyjaśniam zaniepokojonemu ojcu mechanizm owych zjawisk. Zdarza się bowiem, że gdy wrażliwe, uzdolnione psychokinetycznie dziecko dorasta, przemiany fizykochemiczne w organizmie produkują niezwykłą, potężną energię, która jest w stanie poruszyć przedmioty na odległość.


Przysłuchując się naszej rozmowie z ojcem, Basia tuli i głaszcze pieseczka. To ją uspokaja i – jak twierdzi pan Kołbiel – zapobiega gwałtownym i niepożądanym zjawiskom. Istotnie, w naszej obecności nic takiego się nie wydarza. Nic w tym dziwnego.
Zazwyczaj, zwłaszcza na początku, dziecko nie ma nad swoimi zdolnościami żadnej kontroli – wszystko „dzieje się samo”, ale tak naprawdę steruje tym podświadomość. Dlatego gdy Basia, na naszą wyraźną prośbę, próbuje poruszyć jakiś przedmiot bez dotykania go, nie udaje jej się to. Ale „sam” zaczął się kręcić globus stojący wysoko na szafie, „samo” zmieniło swoje miejsce kruche ciasteczko. No i najbardziej spektakularne zdarzenie: podczas naszego pobytu Basia polubiła panią redaktor, która, niestety, pali. Po krótkiej rozmowie na temat szkodliwości palenia Basia najpierw poprosiła swą nową znajomą, by rzuciła papierosy, a gdy jakiś czas potem pani redaktor znów chciała wyjść na balkon „na dymka”, okazało się, że paczka papierosów w tajemniczy sposób „wyparowała” z zamkniętej torby, i nigdzie nie można było jej znaleźć…

Powodem mogą być straszne przeżycia

BASIA NIE JEST WYJĄTKIEM
Zjawisko psychokinezy polega na bezpośrednim oddziaływaniu żywego organizmu na otaczający świat, przy czym decydujące znaczenie ma tu czynnik psychiczny – świadomy lub nieświadomy. Samą swoją obecnością człowiek uzdolniony psychokinetycznie może powodować ruchy przedmiotów, ich teleportację (przemieszczanie z jednego miejsca do drugiego bez pokonywania przez nie przestrzeni między jednym a drugim punktem) albo zmiany w ich strukturze (np. w strukturze metalu). Słowo psychokineza pochodzi z języka greckiego: psyche – dusza, umysł, kinema – ruch.


W 1985 roku w Dodlesten (Anglia) coś „rzucało” meblami.

Już w XIX wieku zauważono, że zjawiska psychokinetyczne pojawiają się w obecności osób w wieku dojrzewania. Pionierem badań nad psychokinezą był w Polsce dr Julian Ochorowicz (1850-1917). W ostatnich dziesięcioleciach zanotowano u nas wiele takich przypadków. Najdokładniejsze obserwacje dotyczą Joasi z Sosnowca (dokładny opis można przeczytać w książce „Nieuchwytna siła” M. Rymuszki i A. Ostrzyckiej) oraz Joasi z Sochaczewa (L. E. Stefański i M. Komar „Od magii do psychotroniki czyli Ars Magica”).
Na łamach „Gwiazd” opisane były też dwa inne przypadki: Anny Kudrys z Myszkowa, do której przyjechali filmowcy aż z Japonii (działo się to w latach 70.), by sfilmować niezwykłe rzeczy, które się tam działy. Przy czym pani Kudrys nie była dojrzewającym podlotkiem, lecz matką dzieci. Pisaliśmy też o 12-letniej Weronice z Nowego Dworu, w której obecności, dwa lata temu, latały przedmioty, przewracały się meble, kwiaty. Nawet przybyłym na wezwanie policjantom dostało się latającą metalową podstawką na garnki.

Basia jest przez cały czas uśmiechnięta, pełna radości. Ale pod tym spokojem kryje się olbrzymi niepokój.
Pod opiekę ojca dziewczynka trafiła dopiero przed czterema laty. Przedtem miała bardzo ciężkie dzieciństwo, była zabiedzona i praktycznie bezdomna. Dopiero inżynier Kołbiel zajął się jej zdrowiem, posłał do „zerówki”, a potem do szkoły. Koszmar wrócił do Basi w lutym tego roku. Gdy szła odwiedzić babcię, na pustawej ulicy napadł ją bandzior i zaciągnął do piwnicy. Uciekła, zanim stało się coś gorszego. Na policji, kiedy ojciec opowiadał o zajściu, Basia zemdlała. Potem przebywała w szpitalu. To zdarzenie mogło spowodować ujawnienie się jej zdolności w czasie dojrzewania.
Poddajemy dziewczynkę badaniom. Pierwszy test dotyczy jej ewentualnych zdolności wizjonerskich. Przygaszamy światła. Basia patrzy w ciemne, migotliwe wnętrze urządzenia optycznego zwanego „magicznym zwierciadłem”.
– Wpatrz się w jego głębię. Może zobaczysz tam kogoś…
Trzymane w rękach zwierciadełko Basia to przybliża do oczu, to znów je oddala; trwa to dłuższą chwilę. Po czym mówi z przerwami:
– Kobieta z krótkimi włosami, w fartuchu w paski… Kiedyś ją widziałam… Jest podobna do kobiety, którą bardzo dobrze znam… Ona jest czymś przestraszona…
Tak, to jest moja babcia.
Ojciec komentuje:
– Babcia rzeczywiście chodzi przeważnie w podomce w paski. I jest przestraszona, jeszcze jak! Bo to wszystko zaczęło się na dobre podczas naszej wizyty u niej. Moja mama po śmierci męża, Stefana, mieszka sama. Zaczęło się od takiego „głuchego” stukania w ściany, w stropy… Sprawdziłem, czy to może nie od sąsiadów, może jakiś remont. Ale nie. Potem zaczęły się meble przewracać, szkło się tłuc. Próbowałem z powrotem ustawiać kredens, który, padając, oparł się o krzesło. Bardzo ciężka szafka oszklona też upadła, szkło się potłukło, a buty z niej same wylatywały na pokój.
– Kiedy to było? – pytam.
– Dziesięć dni temu, w piątek. Nasza babcia jest bardzo pobożna, więc kiedy jej „coś” wyrwało różaniec z ręki, zaczęła wołać: „Stefan, czego ode mnie chcesz?” Ja nie jestem skłonny wierzyć w interwencje duchów w ludzkie sprawy czy w wizyty gości z zaświatów, ale muszę się przyznać, że kiedy obrazy ze ścian same latały po mieszkaniu, byłem gotów zgodzić się z moją mamą. Jej mieszkanie zostało dosłownie zdemolowane.
Basia dodaje:
– A wszystkie doniczki z roślinami się potłukły.
– Przedwczoraj – kontynuuje ojciec – leciały za mną różne przedmioty. Zauważyłem, że kiedy idę z Basią za rękę, to nic się nie dzieje.

Wystarczy, że czegoś jej się zachce…

– Byłam z tatą w sklepie. Miałam ochotę na rogala Seven Days. On sam wyskoczył z półki i zaczął krążyć dokoła mnie – Basia opowiada z podnieceniem. – Jak sputnik – dodaje pan inżynier. – Wczoraj znowu woreczek z jej bielizną, który leżał w łazience, przefrunął do mnie. Nie po linii prostej, tylko tak, pod kątem do tego pokoju. Innym razem tornister Basi był otwarty, nagle wyskoczyła z niego szczotka do włosów.
– Ja miałam ręce w kieszeniach, a ona mnie czesała!
– Widziałem, bo właśnie wszedłem do kuchni: nóż sam kroi żółty ser. Albo inny przypadek: Basia odkręciła pastę do zębów, wtedy tubka uniosła się nad szczoteczką, a pasta się wycisnęła.
– Ale zakręcić tubkę już musiałam sama.
– A jak było z tą kanapką na drugie śniadanie?
– To było w czwartek, w szkole. Patrzyłam, jak zamek tornistra się rozsuwa, kanapka wysunęła się, sama się rozwinęła z papierka, a potem poleciała mi do buzi. Ta pani, która to widziała, ze strachu rzuciła się do drzwi, przekręciła zamek, ale w odwrotnym kierunku. Zaczęła krzyczeć i walić pięściami.

Jej skóra widzi kolory

Jesteśmy ciekawi, czy Basia ma również zdolności dermooptyczne. Aby przekonać się, czy dziewczynka „widzi” skórą dłoni, kładziemy jej na zamknięte powieki duże pecyny waty i obwiązujemy głowę szalikiem. Na stole leży szyba, a pod nią biała kartka. Gdy oczy są już zawiązane, pod szybkę wsuwam czarne kółeczko o średnicy około dwóch centymetrów.
– Jedną dłonią, albo drugą, wodzisz teraz po całej powierzchni szyby. Gdzie jest to czarne kółeczko? Badaj całą powierzchnię, a wyczujesz je palcami. Po chwili palec Basi zatrzymuje się dokładnie ponad czarnym krążkiem.
– To chyba tu…
Szybko odsłaniam jej oczy. Dziewczynka nie dowierza sama sobie.
Wielokrotnie powtarzamy doświadczenie z czarnym kółkiem na białym tle, potem przechodzimy do rozróżniania barwy czerwonej i niebieskiej. Kolorowe kwadraty leżą pod szkłem. I choć wielokrotnie zmieniają swoje miejsca, Basia za każdym razem palcami bezbłędnie wyczuwa, gdzie leży niebieski, a gdzie czerwony. Rozpoznaje też czarny punkt na kolorowym tle.

Wygina łyżki nie gorzej od Uri Gellera

Opowiadam jej o ludziach, którym w palcach miękną stalowe przedmioty i wyginają się jak plastelina. Basia bierze do rąk stalową łyżeczkę. Po chwili jest zgięta pod kątem prostym. I zaraz znów wyprostowana. To samo z drugą łyżeczką. Zgięcia i wyprostowania następują błyskawicznie, w ułamku sekundy. Na próżno pani redaktor próbuje zarejestrować zjawisko na taśmie wideo.
Pan Kołbiel daje córeczce do rąk grubą, masywną łyżkę ze stali. O jej wygięciu na siłę nie może być mowy. Na siłę nie, ale psychokinetycznie – i owszem! Łyżka wygina się wielokrotnie i prostuje, jakby była cienkim drucikiem.
– Gdyby coś zapowiadało jakiś niekontrolowany wybuch energii psychokinetycznej, proszę skłonić Basię, aby bawiła się stalowymi przedmiotami – radzę panu Kołbielowi. – Wiem na podstawie podobnych obserwacji, że można w ten sposób „skanalizować” nadmiar energii grożącej wybuchem.
– Utrapienie z tą psychokinezą – wzdycha pan inżynier.
– Wcale nie! – zaprzeczam. – To prawdziwie cenny talent. Gdyby pana córeczka w przyszłości została na przykład lekarzem, sukcesy ma zapewnione.
– Pewnie ma pan rację. Parę dni temu byliśmy w szpitalu u cioci. Moja siostra ma raka z przerzutami, o czym Basia nie wiedziała. Podczas wizyty obejmowała ciocię. A potem w samochodzie powiedziała: „Tatusiu, widziałam w brzuchu cioci dwa guzy oblane czymś zielonym.” Zaskoczyła mnie, bo rozpoznanie przerzutów i ich lokalizacja były najzupełniej trafne.

Lech Emfazy Stefański
badacz spraw tajemnych,
autor książki „Od magii do psychotroniki”.
Dane personalne bohaterów reportażu zostały na ich prośbę zmienione.
Również twarz dziewczynki została na żądanie jej ojca zamazana,
by Basia nie miała kłopotów w swoim mieście.

Reklamy

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: