Skip to content

POD OPIEKĄ KOSMITÓW

22 marca 2010


19 września 1998 r, w Warszawie, grupa ufologów, psychologów i dziennikarzy była świadkiem badania osoby, która twierdzi, iż była porywana przez Obcych i ma w głowie wszczepiony przez nich implant. Wiele dowodów wskazuje na to, że tak rzeczywiście jest.

W październiku 1986 roku pani Zofia Namlik i jej mąż Andrzej wybrali się na grzyby. Samochodem udali się w miejsce położone 15 km od Wolsztyna i 5 km od ośrodka wczasowego Rudna w województwie zielonogórskim. Podczas grzybobrania usłyszeli w pewnej chwili dziwny dźwięk, jakby ktoś ścinał drzewo piłą motorową, a zaraz później dobiegł ich odgłos łamanych gałęzi drzew. Pomyśleli: „Ot, drwal ściął drzewo”.
Pan Andrzej w poszukiwaniu grzybów oddalił się od żony. Po chwili pani Zofia ujrzała zbliżającą się ku niej postać ubraną na szaro. Gdy dzieliło ich kilkanaście kroków, przeraziła się na widok jej twarzy. Istota miała duże, smoliście czarne oczy. Kobieta nie mogła wręcz oderwać od nich wzroku.
Obcy powoli szedł ku niej, a gdy zbliżył się już na odległość kilku kroków, podniósł do góry obie ręce, ukazując wewnętrzne strony dłoni. Poniżej dłoni, na przegubach, pani Zofia ujrzała spore, czarne koła, których środek pulsował głęboką czernią, jakiej nigdy wcześniej nie widziała. Czarne koła działały na nią hipnotyzująco. Nie miała siły ruszyć się z miejsca.
Po chwili poczuła, że patrzenie w tę czerń pozbawia ją wzroku. Resztką sił wyrwała się z osłupienia i zaczęła krzyczeć do męża: „Ratuj mnie! On chce mi zrobić krzywdę!”
Nadbiegający mąż widział już tylko szybko oddalającą się postać.


Pani Namlik rozmawia z włoskim psychologiem, prof. Benemeglio. Niestety, mimo wstępnej zgody, nie pozwoliła na zastosowanie hipnozy.

K. Bzowski dokonuje pomiaru promieniowania za pomocą dozymetru.

Strefa innego czasu
Przez parę dni pozornie nic się nie działo. Tyle tylko, że w mieszkaniu p. Zofii wyzerowały się wszystkie zegary i zegarki elektroniczne. Ich tarcze cyfrowe były czyste. Po paru dniach wszystko wróciło do normy – zegary same z siebie zaczęły pokazywać prawidłowy czas. Zdaniem fachowców taka zbiorowa awaria jest technicznie niemożliwa, chyba że w jakiś sposób zegary znalazły się w polu, w którym czas biegł inaczej. Różnica wielkości nawet tysięcznej sekundy, niezauważalna dla ludzkiego organizmu, może wywołać właśnie taką reakcję kwarcowych kryształków sterujących odczytem czasu w zegarach.
Prawdopodobnie już wówczas w mieszkaniu p. Zofii utworzył się inny niż nasz stan przestrzeni, w którym mogą występować zjawiska pozornie sprzeczne ze znanymi naszym naukowcom prawami fizyki. W takim miejscu mogą się pojawiać niewidzialne dla naszych oczu i nie zauważane żadnymi zmysłami obce istoty, zwane przez nas kosmitami lub ufonautami, a które mogą być po prostu mieszkańcami innego wymiaru. Ich obecność mogą jednak wykrywać ludzie mający wrodzone zdolności ponadzmysłowe, a czasami także ci, którzy stoją na wysokim stopniu duchowego rozwoju. Dlatego też pani Namlik początkowo niczego w mieszkaniu nie widziała ani nie wyczuwała. Te zdolności pojawiały się u niej stopniowo. Na razie, po incydencie w lesie, udała się do okulisty, który stwierdził u niej uszkodzenie wzroku i nakazał noszenie okularów.

Ona powinna już nie żyć!
W 1992 r., podczas spaceru w lesie, pani Zofia zobaczyła pojawiający się przed nią dziwny obiekt podobny do srebrzystej kopuły. Z otworu w kopule wyszedł ufonauta. Za nim, wewnątrz obiektu, ujrzała stół operacyjny i parę istot ubranych jak lekarze przed operacją. Nagle straciła świadomość. Ocknęła się na ścieżce leśnej wiodącej ku domowi.
Przez parę dni miała niejasne wrażenie, że stało się coś ważnego, ale nie mogła sobie niczego przypomnieć. Dopiero jej mąż zauważył, że chyba łysieje, bo z boku głowy ma przerzedzone włosy. Były tam też nieznaczne, już zabliźnione ślady chirurgicznej ingerencji.
Kilkanaście dni później w domu pani Zofii zamieszkał niewidzialny gość. Jednak wszyscy domownicy – pani Zofia, jej mąż i dwaj dorośli synowie – wyczuwali jego obecność, a parę razy nawet mogli go przez ułamek sekundy dostrzec. Wyglądał jak normalny, wysoki mężczyzna.
Wtedy właśnie pani Zofia zaczęła odbierać przekazywane jej telepatycznie wprost do umysłu informacje. Okazało się, że Obcy ma za zadanie dbać o stan jej zdrowia po operacji, której ślady można było zauważyć po lewej stronie czaszki pani Zofii.
Ponieważ kobieta czuła, że z głową w tej okolicy jest „coś nie tak”, wykonano jej zdjęcie rentgenowskie. Wynik był tak nieprawdopodobny, że skierowano ją do ośrodka tomografii komputerowej, gdzie zrobiono jej serię zdjęć wnętrza czaszki. Na dokumencie noszącym nagłówek: Dolnośląski Ośrodek Tomografii Komputerowej we Wrocławiu, pod datą 15.05.1995 r., napisano:
„Numer badania 4110. Badany narząd: głowa. Badanie rutynowe. Badanie wykazuje w zakresie jądra soczewkowatego i tylnej odnogi torebki wewnętrznej po stronie lewej ognisko o mieszanym sygnale wielkości 2x2x1,2 cm (kształt regularnej bryły geometrycznej wskazuje na to, że jest to ciało obce, a nie narost jakiejś tkanki). W obrębie zmiany widoczne są elementy wynaczynionej krwi.”

Lekarze twierdzą, że pojawienie się w tym miejscu „ropnia, guza lub ciała stałego, nawet znacznie mniejszej wielkości, spowodowałoby śmierć tej osoby.” Pani Zofia jednak żyje, a to coś w jej głowie istnieje i wszystko wskazuje na to, że działa w bardzo dziwny sposób.

ONI nie pozwalają mnie badać!
19 września 1998 roku pani Zofia Namlik wraz z dwoma dorosłymi synami i mężem przyjechała do Warszawy na spotkanie z ufologami, dziennikarzami i psychologami.
Grupa warszawskich ufologów przygotowała się do przeprowadzenia z panią Namlik dwóch rutynowych badań, stosowanych zazwyczaj u osób, które podejrzewa się, iż mają w swoim ciele wszczepione przez Obcych implanty.


Oto tomograficzne zdjęcie mózgu pani Namlik. Strzałka wskazuje jasny punkt – implant.

Podczas badań nie wszystko przebiegało zgodnie z przewidywaniami. Pierwszego badania dokonano mikrodozymetrem wyłapującym nawet śladowe promieniowanie jonizujące, szczególnie gamma. Zbadano poziom tła, czyli otoczenia, i określono je na 11,45 mkR/R (mikrorentgenów na godzinę). Badanie prawej dłoni p. Zofii (za pomocą której, jak twierdzi, potrafi np. rozpoznać w ludziach ich poziom energii) wykazało 10,9 jednostek, co nie wskazuje na obecność tam implantu. W momencie, gdy przyłożyłem dozymetr do lewej strony jej głowy i aparat wskazał 8 mkR/h, pani Namlik zerwała się z krzesła i wybiegła na korytarz, krzycząc, że w głowie czuje straszny ból, i nie dopuściła do siebie nikogo z tych, którzy wybiegli za nią, chcąc jej pomóc.
Twierdziła, że to kosmici nie chcą dopuścić do zbadania implantu.
Ten pomiar dozymetrem nie jest miarodajny, gdyż żeby był przeprowadzony prawidłowo, powinno się go wykonać trzy razy za każdym razem po 10 sekund, a wynik oblicza się ze średniej matematycznej wielu (ok. 30) kolejnych wskazań.
Ufologia powoli staje się nauką, dlatego w badaniach nie mogę pominąć pomiaru dozymetrem (czyli licznikiem Geigera) miejsca, w którym hipotetycznie znajduje się wszczep. Z przeprowadzanych przez ostatnie sześć lat wielu podobnych badań dowiedzieliśmy się, że dozymetr czasem zachowuje się pozornie nielogicznie – przynajmniej w odniesieniu do obowiązujących praw fizyki. Bywa, że dokonując pomiaru wartości promieniowania w miejscu wszczepu, wykazuje wartości niższe (nawet o 60%) od wartości promieniowania tła. Tymczasem wartość promieniowania dłoni pani Zofii była prawie równa wartości promieniowania tła, a do pomiaru promieniowania lewej półkuli czaszki pani Namlik nie dopuściła, z sobie tylko wiadomych powodów.
Chętnie natomiast opowiadała o swoich spotkaniach z kosmitami.

Czy to jawa, czy sen?
Z jej relacji dowiedzieliśmy się, że bywała już wiele razy zabierana do UFO, gdzie spotykała podobnych jej ludzi wyrywanych ze snu, jako że wzięcia zazwyczaj odbywały się nocami. W przeciwieństwie do większości porywanych, którzy mają przykre wspomnienia ze swych spotkań z Obcymi, pani Namlik – jak twierdzi – ma im wiele do zawdzięczenia. W 1992 roku cierpiała na dolegliwości związane z rozległą dyskopatią. W 1993 i 1995 roku, podczas wzięć do statku kosmicznego wykonywano na niej zabiegi, po których przez kilka dni w okolicy kręgosłupa widać było cieniutkie, różowe ślady cięć, które później całkowicie znikły. Od tamtej pory – jak mówi – jest zupełnie wyleczona.
Wszystko, co relacjonowała p. Namlik w dniu 19 września 1998 r., opierało się – aby powiedzieć prawdę – jedynie na jej słowach. Z drugiej strony nie możemy pominąć odczuć obecnych na sali osób ekstrasensytywnych, które nie włączały się do badań, a jedynie bacznie obserwowały przestrzeń wokoło tej pani.
– Po sali snuło się kilka cieni istot astralnych – mówił znany naszym Czytelnikom p. Konstanty Janota.
– Z tyłu za siedzącą na krześle na środku sali panią Namlik widziałem szarozielonkawą aurę – mówił inny.
Obiektywne badania przedmiotu znajdującego się w głowie pani Namlik, a więc przede wszystkim tomografia komputerowa i nie całkiem udane badanie dozymetryczne wskazują, że w tym przypadku mamy ciężki orzech do zgryzienia: wiele wskazuje na to, że relacje pani Zofii Namlik mogą być jak najbardziej autentyczne, nawet gdyby się okazało, że implant w jej głowie jest nietypowy, i że zachowuje się inaczej względem miernika promieniowań, niż wiele innych zbadanych przez nas tym urządzeniem.Kazimierz Bzowski

Advertisements

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: