Skip to content

ŻYCIE PO ZMARTWYCHWSTAWNIU

12 marca 2010

Każdy, kto był po Tamtej St

Boimy się końca życia, tego, że po Drugiej Stronie niczego nie ma, że razem z ciałem umiera nasza świadomość – na zawsze. Jednak ci, którzy przez krótką chwilę byli martwi, mówią, że dopiero Tam zaczyna się prawdziwe istnienie – raj dla duszy.

Kinga Śniegocka miała 18 lat, gdy umarła na dwie minuty. Była po ciężkiej operacji, po zatruciu organizmu rozlanym wyrostkiem. Osłabiona, wyczerpana utrzymująca się kilka dni wysoką gorączką, którą lekarzom udało się wreszcie zbić silnym antybiotykiem, leżała na sali w warszawskim szpitalu wojskowym i patrzyła na kręcących się wokół łóżek krewnych pacjentów. Nie powinna była wstawać, ale postanowiła, że skoro już nie ma prawie gorączki, sama pójdzie do toalety. Wstała, opanowała zawroty głowy i przeszła trzy metry do drzwi. Tam zemdlała.
– Przez chwilę nie czułam nic, nie było mnie – wspomina. – A potem nagle ujrzałam, jak lekarze i pielęgniarka reanimują mnie. Krzyczą, że nie oddycham, podają lekarstwa – zapamiętałam nawet ich nazwy. Patrzyłam na to jak na film, przyjrzałam się lekarzowi, jego butom… w pewnej chwili dotarło do mnie, co się dzieje – skoro ja, czyli moje ciało, jest tam, to co jest tutaj, w miejscu, z którego to wszystko oglądam? Ale skoro myślę, to jestem tutaj, a ciało, które leży na stole, jest nieważne. Nagle zdałam sobie sprawę, że wreszcie nic mnie nie boli, przeniknęło mnie na wskroś uczucie niezwykłej lekkości, a także przepływającej przeze mnie bezwarunkowej miłości i sympatii. Jakbym była nie gościem w tej przestrzeni, ale po latach nieobecności wróciła do domu, gdzie czekają na mnie z utęsknieniem.

Wtedy pomyślałam: mnie tu jest dobrze i ja chcę tu zostać.

To niezwykłe uczucie przenikającej miłości, akceptacji i oszałamiającej lekkości silnie zapadło w pamięć dziewczyny. Potem przez lata próbowała przeżyć podobny stan. Opracowała nawet technikę aktywnej medytacji, w czasie której wprowadza swój mózg w głęboki stan alfa, podobny temu, który stosują buddyści w zen. Ale tylko raz udało się jej otrzeć o to wrażenie. Cień cienia.
– Tak, tęsknię za tym uczuciem. Ale nie zamierzam na siłę go doświadczyć – zastrzega Kinga Śniegocka, gdy pytam ją, czy nie ma czasami ochoty przyspieszyć swego odejścia na Tamten Świat. – Tyle tylko, że już nie boję się śmierci i kiedy przyjdzie mój czas, odejdę spokojnie.
Trudno ustalić, w którym momencie 10-minutowego okresu, gdy Kinga nie oddychała, zatrzymało się serce. Ale ma wrażenie, że stało się to właśnie wtedy, kiedy pomyślała, że chce Tam zostać. W tej chwili obraz sali reanimacyjnej zaczął się rozmywać, zaciemniać i oddalać.
Straciła całe zainteresowanie tym, co robią lekarze z pustą, niepotrzebną skorupą – jej ciałem.
Zdała sobie sprawę, że trochę inaczej widzi, czuje i myśli, jakby wszystkie te trzy rzeczy były zespolone ze sobą w jedno „widzenio-czucio-myślenie”.
Rozejrzała się dookoła – otaczała ją ciemność. Od dziecka bała się ciemności, ale ta tutaj była inna – ta ją kochała – dotykalnie miękka, na poły materialna. W oddali zobaczyła światło, które także wydawało się czymś pośrednim między światłem a materią – było miłością, zrozumieniem, przyjaźnią. Obdarzało ją całkowitym zaufaniem.
– Jeszcze ciągle myślałam jak człowiek. Nie widziałam swego ciała i zastanowiłam się, co się stanie, jeśli zechcę na przykład usiąść. „To usiądziesz” – usłyszałam w myślach odpowiedź Światła. – „Wolno ci wszystko i wszystko potrafisz”. I nagle zdałam sobie sprawę, że mam ciało – dziwne, eteryczne, niewidzialne, ale jeśli zapragnę coś wziąć w ręce, to wezmę.

Poczuła, że ktoś przy niej jest – ktoś, kto wyszedł jej na spotkanie, przewodnik.

Z początku był dla niej istotą bezosobową, ale gdy odezwał się w jej myślach, nagle skojarzyła go z prababcią, jedynym człowiekiem, który kochał ją bezkrytycznie.
Prababcia Kingi umarła, gdy dziewczynka miała 15 lat. Były ze sobą zawsze silnie związane. To właśnie z nią Kinga przeżyła swoje pierwsze doświadczenie mistyczne.
– Leczyłam się wtedy w sanatorium. Pamiętam, że pewnego dnia ogarnął mnie dziwny niepokój. Wiedziałam, że coś dzieje się z babcią. Szarpały mną emocje. Przez trzy dni i trzy noce nie spałam, tylko modliłam się, myślałam o niej intensywnie. Wreszcie w pewnej chwili zrozumiałam, że to już koniec – ona umarła i już nie potrzebuje opieki. Wtedy zasnęłam na wiele godzin. Lekarze i pielęgniarki byli zaniepokojeni – miałam 35,5oC temperatury i ciągle spałam. Musiałam odespać te trzy dni i ogromny psychiczny wysiłek. Gdy wróciłam do domu, okazało się, że miałam rację – babcia nie żyła. A teraz była tu, po Drugiej Stronie, i otaczała swą prawnuczkę kokonem miłości. Powiedziała: „Jeszcze nie nadszedł czas”.

Kinga jednak wiedziała, że wybór należy tylko do niej – może zostać, może wrócić.

– Pomyślałam, że skoro ta kochająca istota, która darzy mnie zaufaniem, mówi, że to nie ten czas, to powinnam i ja jej zaufać. Zdecydowałam się wrócić.
I znów straciła poczucie istnienia. Nie było jej – i nagle ponownie znajdowała się w swoim ciele, na sali reanimacyjnej. Nie czuła bólu, ale miała wrażenie istnienia rąk, nóg.
– Usłyszałam zrozpaczony, wzburzony głos pielęgniarki: „Oddychaj, do cholery”. Pomyślałam: ale po co? Czułam się tak, jakbym jeszcze miała czas na podjęcie ostatecznej decyzji. I wtedy pielęgniarka odezwała się takim smutnym, zrezygnowanym głosem: „ja cię błagam, oddychaj”. No, to skoro tak wszystkim na tym zależy, to ja już zacznę oddychać, postanowiłam.
Gdy poczuła się lepiej, chciała się dowiedzieć, co właściwie takiego przeżyła: halucynacje, jak mówił lekarz (dopóty tak twierdził, dopóki nie przycisnęła go, rzucając nazwami podawanych jej na sali reanimacyjnej leków, wspominając kolor butów, jakie miał na sobie, oraz inne szczegóły, których nie mogła znać, leżąc nieprzytomna na stole – wtedy niechętnie przyznał, że medycyna jeszcze nie zna wszystkich tajemnic), a może rzeczywiście stała u wejścia do Zaświatów. Poszukiwanie odpowiedzi na to pytanie zaprowadziło ją do ezoteryki i do tarota, z którym niespodziewanie znalazła wspólny język. Wtedy poczuła, że doświadczenie przejścia na Tamten świat obudziło w niej – tak jak i u wielu innych osób po Powrocie – pewne zdolności. Życie już nigdy nie było takie jak przedtem.

Ewa Ray

Ludzie, którzy niechętnie wrócili z Tamtego Brzegu, często stają się zupełnie inni – bardziej nastawieni na pomaganie innym, nie są już takimi materialistami – pogodzeni ze sobą, spokojni. Często mają nowy cel w życiu. Są bardziej kochający i współczujący. I nie boją się już śmierci. Lecz są tacy, których pobyt Tam przeraził. Raymond Moody, znany badacz „życia po życiu” twierdzi, że zdarza się to tym, którzy nie powinni w ogóle przeżyć śmierci klinicznej, gdyż mieli stuprocentowe szanse na wyleczenie. Tacy ludzie nie byli przygotowani do przeżycia tej „przygody”, ponieważ zbyt przywiązali się do ziemskiego życia.Nie każdy może zmartwychwstać

Alicja Ziętek, malarka, jedna z najbardziej znanych osób, które przeżyły śmierć kliniczną, od lat bada ten fenomen. Twierdzi, że takie chwilowe przejście na Drugi Brzeg przytrafia się ludziom wybranym. Zazwyczaj w ich życiu wcześniej pojawiały się jakieś sygnały, że są przygotowywani na to ekstremalne doświadczenie. Kinga Śniegocka jako nastolatka widziała aury wokół ludzi. Zdolność tę straciła po śmierci klinicznej. Alicja Ziętek dwukrotnie była w śmiertelnym zagrożeniu – i za każdym razem, cudem unikając śmierci, miała wizję innej ścieżki wydarzeń: a to wyławiano ją martwą z wody (w rzeczywistości udało się uniknąć zatopienia statku), a to ambulans odwoził jej zmasakrowane ciało (samochód w ostatniej chwili skręcił). Gdy wreszcie trafiła na Tamten Świat, potraktowała to jako konsekwentny ciąg dalszy. To niezwykłe doświadczenie na zawsze zmienia ludzi – zaczynają inaczej patrzeć na świat, na życie, na to, co sami mają tu do zrobienia. Jedni, jak Kinga Śniegocka, potrafią zajrzeć w głąb ludzkiej duszy i podpowiedzieć, jak człowiek powinien zmienić siebie, by zmienić swoje życie. Inni, jak Alicja Ziętek, otrzymują dar jasnowidzenia.

Widzę zbliżające się katastrofy
– W 1989 r. przeżyłam śmierć kliniczną. Przez dwie doby wędrowałam poza ciałem po świecie żywych i umarłych. Poznałam światy, które znane są nam z nauk religii – wspomina Alicja Ziętek. – To doświadczenie wywarło na mnie wielki wpływ. Zaczęłam inaczej żyć, inaczej pojmować rzeczywistość. Przestałam się bać śmierci. Powróciłam do malarstwa i namalowałam kilka scen z doświadczenia śmierci.
Zaczęła często mieć sny z duchami. Przybywały i informowały ją o katastrofach, jakie miały wkrótce nastąpić. Opisy snów wysyła do „Nieznanego świata”, by potem dziennikarze porównywali je z aktualnymi wydarzeniami – wszystko się sprawdzało. Czasami też dowiadywała się o przyszłych wydarzeniach, które dotyczyły jej bezpośrednio. W jej życiu nagle pojawiły się zjawiska paranormalne, które zaczęły dawać się we znaki całej rodzinie.
– Najbardziej niepokoił mnie fakt, że choć potrafię przewidywać katastrofy, to nie potrafię im zapobiegać. A o tym, że można zapobiegać, wiem z kilku udanych doświadczeń na małą skalę. Uświadomiłam sobie, że to myśl tworzy rzeczywistość. Jest jak modlitwa działająca na odległość.
Potem w dość nietypowy sposób odkryłam u siebie zdolność jasnowidzenia. Wykorzystuję ją, pomagając ludziom odnajdować zaginionych bliskich. Diagnozuję stan zdrowia ludzi i zwierząt, a także potrafię powiedzieć, w jaki sposób najszybciej zwalczyć chorobę – tak jak czynił to niegdyś „śpiący prorok” Edgar Cayce. Moją pasją stało się leczenie duszy ludzkiej. Sprawianie, aby los stał się życzliwszy, a ludzie wrażliwsi na świat, który nas otacza.

Alicja Ziętek utrwala na płótnie swoje niezwykłe wizje
i wspomienia ze śmierci.

żródło :

http://www.gwiazdy.com.pl/16_00/4.htm

Reklamy

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: