Skip to content

PRZESZCZEP OSOBOWOŚCI

12 marca 2010

Serce to nie tylko część zamienna…


Lekarze są przekonani,
że serce to jedynie zwykła pompa.

Walentyna T. mieszka w J. od urodzenia. Tu chodziła do szkoły zbiorczej, w której teraz pracuje jako bibliotekarka. W J. zakochała się w swoim mężu, mechaniku samochodowym, i tu nadal mieszka i wychowuje swoje nastoletnie dzieci. Nie tylko ona zna wszystkich mieszkańców tego miasteczka, ale wszyscy tu znają i ją. – To była taka porządna kobieta – Maria K., sklepowa ze spożywczego, kręci głową ze zmartwieniem. – Nie piła, nie paliła, kłótliwa nie była. W domu się nie przelewało, jak u wszystkich, ale było czysto. Mąż też w porządku, dzieci jeżdżą do Wrocławia do ogólniaka i na studia się wybierają. I tak się porobiło!

Pompa do wymiany

J. – niewielkie miasteczko niedaleko Wrocławia. Kiedyś ziało tu nudą, ale od dwóch lat jego mieszkańcy mówią tylko o jednym – czy ich bibliotekarka jest opętana przez złego, czy po prostu zwariowała. A może wreszcie ukazała swe prawdziwe oblicze?

Trzy lata temu zaczęła się czuć ciągle zmęczona. Niekiedy brakowało jej tchu.
– Lekarze kazali zrobić badania i wyszło, że z sercem jest coś nie w porządku – mówi Walentyna, nerwowo zaciągając się papierosem. To już czwarty, a rozmawiamy dopiero pół godziny. – Miałam dopiero 38 lat, żyć się chciało. Oszczędzaliśmy z Tomkiem, moim mężem, na podróż naszego życia – do Turcji. Tak chciałam Troję zobaczyć. Teraz i to marzenie znikło – mówi ze smutkiem.
Kasia, 15-letnia córka Walentyny, przynosi album ze zdjęciami. Oglądam fotografie rodzinnego szczęścia sprzed trzech lat, z życia sprzed operacji. Patrzę na zdjęcie gospodyni: zadbana, ładna kobieta otoczona roześmianą rodziną. Kasztanowe włosy, różowa cera, błyszczące oczy. Spoglądam na siedzącą przy mnie kobietę o szarych włosach, szarej cerze i workach pod przygasłymi oczyma. Ledwo ją poznaję. Widzę też delikatne drżenie dłoni trzymającej papierosa. Tomasz T. uprzedził mnie, że żona walczy z nałogiem alkoholowym, ale walka to trudna. itwy wygrane, bitwy przegrane…
W rok po diagnozie Walentyna była już tak słaba, że leżała w szpitalu czekając na cud – dawcę serca o grupie krwi Rh-. Lekarze uprzedzali, że krew to nie wszystko, ważna jest też zgodność tkankowa, ale Walentyna wiedziała, że to zbytek szczęścia.
– Szykowałam się na śmierć, kiedy powiedziano mi, że pewien młody mężczyzna z odpowiednią grupą krwi zginął w wypadku. Jego serce mogło być moje. Cóż to była za radość! Nikogo nie interesowało, kim był, bo w końcu najważniejsze, by część zamienna była w dobrym stanie, prawda? Wiedziałam, że do końca życia będę brała silne leki, które może uchronią mnie przed odrzuceniem przeszczepu – i to napawało mnie lękiem. Nikt nie podejrzewał, że może stać się coś o wiele gorszego…

Jakby mieszkały w niej dwie osoby


Po przeszczepie Walentyna stała się alkoholiczką.

Pielęgniarka na oddziale kardiologicznym nie chce, bym użyła nawet jej inicjałów.
– Zakazano nam mówić o tej sprawie, ale ja jestem naprawdę zszokowana. Pani Walentyna leżała u nas miesiąc przed operacją i wiem, jaka była. Spokojna, grzeczna, kulturalna. A potem jakby diabeł w nią wstąpił. Najpierw ciągle czegoś chciała, choć nie wiedziała, czego. Klęła i obrzucała nas wyzwiskami, potem płakała i przepraszała. Mówiła, że ma koszmarne sny. A gdy poczuła dym papierosowy, ciągle namawiała nas, byśmy dały jej „zajarać”. Naprawdę użyła tego słowa. Miałam wrażenie, że zamieszkała w niej jakaś obca osobowość… Ma pani rację, używałyśmy słowa „opętanie”. Oczywiście, lekarze z oddziału wszystkiemu zaprzeczają, nazywając to szokiem pooperacyjnym, ale my tu wszystkie wiemy, że to coś bardziej dziwnego. – Czy zdarza się to często u ludzi po przeszczepach serca? – pytam.
– Pierwszy raz jest to takie wyraźne i wstrząsające – odpowiada z wahaniem. – Czasami pacjenci dziwią się, że zaczynają lubić jedzenie, którego wcześniej nie znosili, albo mają dziwne wspomnienia. Zazwyczaj to po jakimś czasie mija…
Lecz nie w przypadku Walentyny.
– Chciałem dowiedzieć się, do kogo należało to serce, ale wszyscy zasłaniają się tajemnicą – mówi mąż Walentyny. – Wiem tylko, że ten mężczyzna spowodował wypadek po pijanemu, w którym sam zginął. Gdybym tylko wiedział, że naukowcy wiedzą o przypadkach przejęcia osobowości dawcy przez umysł biorcy, nigdy bym nie pozwolił na operację. Choć – waha się – w końcu ona żyje i może wreszcie wszystko wróci do normy? Może pamięć tamtego mężczyzny się rozproszy?

Sny o psach i nieprzeparty Głód

– Czy czasami wspomina pani chwilę śmierci dawcy? – pytam z wahaniem. – Czytałam o przypadkach, gdy biorcy pamiętali, jak umierali ludzie, których serca potem im przeszczepiono.
– Nie, to mi zostało oszczędzone – pani Walentyna zapala kolejnego papierosa, po czym gniewnie gasi go w popielniczce, którą odsuwa ze wstrętem. – Śnią mi się psy – wielkie, warczące. Boję się ich strasznie, gryzą mnie… Myślę, nie, czuję, że ten mężczyzna był kiedyś jako dziecko zaatakowany przez psy. Ale te sny to szczegół. Najgorsze są pragnienia: głód nikotynowy i alkoholowy. Gdy mnie napadają, czuję się, jakby naprawdę ktoś we mnie wchodził, opanowując moją wolę – wzdryga się. Wygląda tak krucho i nieszczęśliwie.
Rok temu, zanim częściowo poddała się nałogom, pani Walentyna była przez tydzień w szpitalu psychiatrycznym na oddziale odwykowym. Zrobiono jej badania, które wykazały, że nie powinna mieć alkoholowego głodu. Jej krew była krwią abstynentki. Również testy nikotynowe nie wykazały uzależnienia. A mimo to dręczy ją nieustanne pragnienie, z którym nie zawsze ma siłę walczyć.
– Moja babcia wychowała się w rodzinie Świadków Jehowy – mówi cicho. – Opowiadała mi kiedyś o nakazach tej wiary, między innymi o zakazie transfuzji krwi. Oni wierzą, że duch człowieka mieszka we krwi i jej przetaczanie z innego człowieka oznacza wymieszanie dwóch dusz. Kiedyś się z tego śmiałam, ale teraz… Teraz wierzę, że dusza nie mieszka tylko w mózgu, lecz w całym ciele i być może jakaś jej część spleciona jest z drobinkami krwi, a inna z sercem. I cokolwiek by nie mówili uczeni doktorzy, ja wiem swoje. Z doświadczenia.

Anna Rawicz

Serce nie sługa

W latach 70. światowym bestsellerem stała się książka Raymonda Moody’ego „Życie po życiu”. W umysłach ludzi o materialistycznym podejściu do życia dokonała się wtedy rewolucja. Z niezwykle podobnych do siebie relacji osób, które przeżyły śmierć kliniczną, wynikało, że życie nie kończy się z chwilą śmierci ciała, a siedzibą ludzkiej osobowości wcale nie musi być mózg. Dr Paul Pearsall w wydanej niedawno w USA książce „The Heart’s Code” (Kod serca) dowodzi, że wraz z przeszczepem serca również osobowość pacjenta może ulec poważnym zachwianiom, a nawet zostać zdominowana przez osobowość dawcy.

W czasach antyku, kiedy człowieka traktowano z większym szacunkiem, serce uważano za źródło wiedzy i uczuć. Arystoteles twierdził, że stanowi ono centrum myśli i jest formą „wewnętrznego ognia” dającego ciepło i światło. Również szamani różnych plemion upatrują w sercu siedzibę ludzkiej duszy, uczuć i emocji, a indyjscy jogini mówią o zawierającym iskrę bożą Lotosie Serca – prawdziwym źródle wszelkich dobrych uczynków. Jasnowidzącym jawi się ono jako promieniujące strusie jajo w ochronnej otoczce brązowych struktur. Gdy w wyniku ciężkich przeżyć czy urazów ochrona ta staje się nadzwyczaj silna, serce nie może swobodnie pracować i dochodzi do jego chorób czy zawału. Powodem tych schorzeń może być egoizm, brak miłości do siebie lub do świata zewnętrznego. Możemy pomóc sercu za pomocą regresji hipnotycznych (cofanie się pamięcią do chwil, które nas zraniły) oraz stosownych terapii opartych na jodze. Dzięki nim możliwe jest odblokowanie serca, które zdrowe i oswobodzone obdarza nas odwagą i radością życia.
W Europie serce należy do najczęściej opisywanych w poezji i literaturze organów wewnętrznych, a o tym, że źródła jego chorób należy szukać w duszy, świadczy język potoczny: serdecznie kogoś witamy, coś leży nam na sercu, serce podchodzi nam do gardła, można stracić serce, oddać je komuś, złamać. Serce bywa miękkie lub twarde, zamiera, truchleje, puka w rytmie cza-cza, ktoś może nam je skraść, przebić strzałą Amora. Czasem spada z niego kamień albo samo jest z kamienia. Ludzie intuicyjnie wiążą z nim wszelkie uczucia i emocje, tylko lekarze, a co gorsza kardiolodzy, nadal twierdzą, że jest to jedynie bezduszna maszyna, jedna z wielu części zamiennych człowieka.

Mordercę widzę w moich snach

Dr Paul Pearsall przebadał wnikliwie 78 osób po transplantacji serca, 67 dawców innych organów oraz wypytał rodziny i przyjaciół zarówno dawców, jak i biorców. Swoje spostrzeżenia konsultował z psychologami, biologami, chirurgami i personelem medycznym. Opisane w jego książce przypadki są równie szokujące, jak hollywoodzkie filmy sensacyjne!
Oto dziesięcioletnia dziewczynka otrzymała serce rówieśniczki zamordowanej w niewyjaśnionych okolicznościach. Operacja się udała, jednak dziecko budziło się w nocy wyrywane ze snu koszmarami, w których widziała sceny mordu. Mała zdecydowanie twierdziła, że zna sprawcę zabójstwa. Po konfrontacji z psychologiem i policją zagadka kryminalna została rozwiązana, a zabójca dawczyni serca ujęty.

To nie moje zachcianki!

Jim miał przeszczep płuca. Z ważnych względów medycznych musiał także wymienić swoje serce na inne – od tego samego dawcy. Własne zdrowe serce oddał więc potrzebującemu Fredowi, który po operacji całkowicie się zmienił. W stosunku do pracy, żony i całego świata zdawał się być „kimś zupełnie innym”. Dopiero Jim rozpoznał w nim bardzo dużo swoich indywidualnych cech: od upodobań kulinarnych do pieszczotliwych zdrobnień, jakimi zwracał się do żony. Sam Jim nie znał swego dawcy, jednak od czasu operacji cierpiał na nieustanne depresje i wkrótce zmarł. Dr Pearsall wyśledził, że dawcą serca i płuc Jima była młoda samobójczyni o skłonnościach do depresji, która załamała się ostatecznie po dramatycznym rozpadzie swojego związku.
Inne opisywane w „The Heart’s Code” przypadki są równie nieprawdopodobne i wszystkie jednoznacznie udowadniają prawdziwość teorii, że serce jest nie tylko mięśniem, ale także ważnym centrum energetycznym w ciele, nośnikiem kodu duszy oraz pamięcią każdego człowieka, esencją energii życia i miłości, którą indyjscy jogini nazywają praną, a Chińczycy chi…

Amira

Gwiazdy Mówią

Reklamy

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: