Skip to content

Niedoszłe lądowanie w bazie Edwards

8 marca 2010

Jeśli chodzi o sprawy związane z UFO, to zarówno NASA, jak i NSA należą do najbardziej dyskretnych instytucji amerykańskich, a to pobudza wyobraźnię. Na temat obserwacji UFO przez astronautów w kosmosie lub na Księżycu krąży wiele pogłosek, ale sami zainteresowani je dementują. Czy oznacza to, że niczego nie widzieli? Niektórzy z nich przyznają, że widzieli UFO jeszcze przed swoją kamerą kosmiczną, kiedy byli pilotami samolotów. Należy do nich pułkownik Gordon Cooper, który znajdował się wśród siedmiu pierwszych, starannie wyselekcjonowanych kosmonautów. Znany ze swej nieco nonszalancko demonstrowanej odwagi Cooper uczestniczył w ostatnim locie pierwszej kapsuły orbitalnej Mercury w maju 1963 roku, która I wykonała 22 okrążenia Ziemi. Dziś, już na emeryturze, kieruje niewielką firmą lotniczą. Cooper zaczął wypowiadać się publicznie w 1978 roku podczas debaty zorganizowanej przez Organizację Narodów Zjednoczonych.

W wywiadzie dla „UFO Magazine” opowiada o niedoszłym lądowaniu talerza w 1957 roku na terenie poligonu Edwards, na wyschniętym jeziorze Rogers na pustyni Mojave w Kalifornii, gdzie był wówczas szefem zespołu sprawdzającego wiele

prototypów. Owego dnia przebywała na tamtym terenie ekipa operatorów Sił Powietrznych z trzema kamerami w celu sfilmowania prób precyzyjnego lądowania. Cooper opowiada, że nagle do jego biura wpadli bardzo podekscytowani ludzie z wiadomością, iż operatorzy sfilmowali właśnie jakiś pojazd w kształcie talerza mającego podwozie wyposażone w trójnóg. Pojazd wylądował im niemal przed nosem, w odległości 50 m, wprost przed gotowymi do filmowania kamerami. Czy można sobie wyobrazić lepsze miejsce na lądowanie? Oto jeszcze jeden piękny przykład inscenizacji! Kiedy ekipa zbliżyła się, UFO wzbiło się w powietrze i umknęło z dużą prędkością. Zgodnie z regulaminem w sprawie obserwacji UFO Cooper połączył się z Kwaterą Główną Sił Powietrznych. Jakiś pułkownik poinformował go, że wydano już dowodzącemu bazą pułkownikowi dyspozycję dostarczenia filmu do Waszyngtonu natychmiast po wywołaniu. „Nie sporządzajcie żadnej kopii” -dodał. Cooper wykonał polecenie, jednak przed wysłaniem obejrzał oryginał filmu i opisuje to, co widział: „Był to typowy talerz wykonany z dwóch odwróconych soczewek (o..). Jego podwozie opierało się na trzech nogach. (‚0’) Ekipa sfilmowała obiekt na ziemi i w momencie startu. Jego powierzchnia sprawiała wrażenie metalowej. Był wystarczająco duży, żeby pomieścić załogę składającą się z istot normalnego wzrostu (full-sized)”. Zdaniem Coopera nie był to z pewnością żaden tajny prototyp, a ma on podstawy, żeby wypowiadać się na ten temat. Operatorzy byli niewątpliwie profesjonalistami. Zdumiewające, że Cooper nie otrzymał rozkazu zachowania milczenia w tej sprawie.

Cooper sporządził również raport dla komisji „Błękitna Księga „, ale nie doczekał się żadnej reakcji z jej strony. Jeden z najbardziej zagorzałych sceptyków amerykańskich, negujący wszelkie relacje na temat UFO, James Oberg, robił wszystko, aby podać w wątpliwość relacje Coopera. Twierdził, że są one „pośrednie, przestarzałe o kilka dziesiątków lat i niesłychanie niespójne”. Oberg zapewnia, że zapoznał się z dokumentacją komisji „Błękitna Księga”. W dokumentacji wspomina się tylko o jednym lecącym UFO. Ponieważ materiały te są obecnie dostępne na mikrofilmach, informacja została sprawdzona przez „Ufo Magazine”. Na liście przypadków udało się znaleźć zaledwie jedną ogólnikową wzmiankę popartą kilkoma niewyraźnymi zdjęciami lecącego UFO. Jednak wszyscy, którzy zapoznawali się z dokumentacją komisji „Błękitna Księga”, poczynając od Hyneka, stwierdzali brak w niej „najbardziej gorących” przypadków. Przypomnijmy sobie notatkę generała Bolendera z 1969 roku, zalecającą personelowi wojskowemu dalsze meldowanie o takich przypadkach, ale poza obiegiem „Błękitnej Księgi”. Oczywiście Oberg nie mógł o tym nie wiedzieć; i jak tu nie doszukiwać się złych intencji? Idzie on jeszcze dalej i twierdzi, że spotkał się z osobą odpowiedzialną za komisję oraz z operatorami, odmawia jednak podania ich nazwisk .

W kontekście materiałów, które zniknęły z dokumentacji „Błękitnej Księgi”, doradca naukowy komisji, Hynek, informuje o analogicznym przypadku. Donald Slayton, inny kosmonauta z pierwszej załogi statku orbitalnego Mercury, również jest niebagatelnym świadkiem. Przez kilka lat kierował zespołem kosmonautów w NASA, prowadził statek Apollo na pierwsze spotkanie z radzieckim Sojuzem w kosmosie, odpowiadał za próby lądowania promu kosmicznego w bazie Edwards, co było zadaniem szczególnie poważnym. Hynek zadaje pytanie, dlaczego „znaczna część naprawdę niepokojących obserwacji UFO dokonanych i przez osoby odpowiedzialne, zarówno cywilne, jak i wojskowe (obserwacji, o których dowiedział się z innych źródeł), nie figuruje w dokumentach «Błękitnej Księgi»?”. Jako przykład przytacza przypadek Slaytona:

Raport o UFO sporządzony przez kosmonautę Slaytona, kiedy był jeszcze pilotem doświadczalnym, nie figuruje w dokumentach „Błękitnej Księgi”, a tymczasem w osobistym liście potwierdził mi on zarówno samo zdarzenie, jak również fakt napisania raportu i przekazania go kanałami oficjalnymi.

W zamieszczonym w książce Hyneka liście Slayton pisze o tym, jak w czasie lotu zbliżył się do obiektu w kształcie dysku, który znalazł się 150 m pod jego samolotem, i jak obiekt ten przyśpieszył i wzniósł się po krzywej, omijając go ! z lewej strony .

Fakt, że takie relacje budzą wątpliwości sceptyków, skłaniać nas będzie do podejrzewania czegoś gorszego, kiedy przejdziemy do bardziej szokujących tematów, jak na przykład relacje o katastrofach UFO czy tajnych kontaktach z tajemniczymi ufonautami. Tym bardziej że nasilają się nie kontrolowane pogłoski, których znaczna część sprawia wrażenie dezinformacji. Klasyczna metoda to rozpowszechnianie nieprawdopodobnych historii po to, żeby „upupić” autentyczne. Jeden z ufologów rozpowszechniających takie fałszywe pogłoski, William Moore, przyznał zresztą publicznie, że robił to dla służb wywiadowczych Sił Powietrznych w celu ośmieszenia prowadzonych w tej dziedzinie badań. Wreszcie jesteśmy w domu!

GILDAS BOURDAIS

( Przełożył Halina Natorf)

Reklamy

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: