Skip to content

Możemy przemieszczać się w przestrzeni mocą swego umysłu

5 marca 2010


Naukowcy świętują – udało im się właśnie dokonać teleportacji stanu polaryzacji fotonu. Tym samym udowodniono coś, w co Albert Einstein, choć obliczył to matematycznie, nie mógł uwierzyć – że można natychmiast przesyłać informację na dowolną odległość. Że ograniczenie prędkości światła nie ma znaczenia. Fizycy stawiają teraz dalsze pytania – informacja informacją, a może uda się przesyłać też materię, na przykład człowieka, i w ten sposób rozwiązać problem korków na ulicach?

POCZĄTEK KOŃCA ULICZNYCH KORKÓW?

Teleportacja to przeniesienie się obiektu z jednego miejsca w drugie bez pokonywania drogi dzielącej oba miejsca. To znaczy, obiekt pokonuje tę drogę, ale w sposób niewidoczny i w czasie tak krótkim, że niemal niezauważalnym, tak jak na przykład nieustannie teleportuje się załoga statku kosmicznego Enterprise w serialu sf „Star Trek”. Czy doświadczenia naukowców z Instytutu Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu w Innsbrucku otwierają drogę do konstrukcji teleportera? Jeśli nawet tak, to jest to droga baaardzo daleka. Na razie fizykom udało się teleportować jedynie stan polaryzacji fotonu.
Jednak to, co oficjalna nauka nazywa niezwykłym osiągnięciem, dla pewnych kręgów naukowych jest dopiero pierwszym krokiem niemowlaka. Ważne, że świadomym i kontrolowanym, ale przecież niezgrabnym. Już bowiem od stuleci znane są przypadki teleportacji przedmiotów i ludzi – jedne wykonywane nieświadomie, inne świadomie. Zobaczmy, co mają do powiedzenia na temat teleportacji w przestrzeni i czasie badacze zjawisk niezwykłych.

Wibrujący Wszechświat
Klavina Wernersa, agenta specjalnego CIA, wezwano do waszyngtońskiej centrali w trybie alarmowym już o godzinie 3.30 rano. Klavin w swojej dwunastoletniej karierze przeżył już niejedno, ale zadanie, które teraz otrzymał, wprawiło go w osłupienie. Miał na czele oddziału, w skład którego wchodziło dwudziestu jeden ludzi, strzec skórzanej teczki w drodze do Białego Domu, a droga nie przekraczała kilometra! Zdziwiłby się pewnie jeszcze bardziej, gdyby wiedział, że w teczce jest tylko jedna kartka zawierająca zaledwie kilka zdań. Już w rok później, w październiku 1992 roku, ta ściśle tajna informacja miała obiec cały świat: Rosjanie w moskiewskim Instytucie Wojennym skonstruowali wehikuł czasu pozwalający przenosić w przyszłość karaluchy. Prace nad udoskonaleniem maszyny trwają.
Wprawdzie świat w doniesienia te w końcu nie uwierzył – i, jak się zdaje, słusznie – ale wśród rozgłośnych kpin pojawiły się nagle liczne głosy ludzi, którym idea wehikułu czasu nie wydaje się taka bezsensowna.
Przytoczono dwa bardzo rzetelnie udokumentowane, choć nigdy nie wyjaśnione przypadki przemieszczania się ludzi w czasie i przestrzeni…
* Siedmioosobowy patrol chilijskiego garnizonu wracał właśnie do bazy z codziennego obchodu, kiedy nagle kapral Armando Valdes na oczach sześciu żołnierzy dosłownie rozpłynął się w powietrzu. Nim, zdumieni, zdołali podjąć jakąkolwiek decyzję, kapral po piętnastu minutach niebytności pojawił się znowu. I wszystko byłoby w porządku, gdyby datownik jego zegarka nie zgubił gdzieś pięciu dni, a twarzy Valdesa, jeszcze kwadrans wcześniej gładko ogolonej, nie zdobił teraz kilkudniowy zarost. Sam kapral zupełnie nie zdawał sobie sprawy z tego, co się stało. Niczego nie pamiętał. Dokładne śledztwo też niczego nie wyjaśniło. Wykluczyło jedynie ewentualną mistyfikację. Wyglądało to tak, jakby kapral wpadł nagle przez dziurę do jakiegoś innego wymiaru, w którym czas w stosunku do naszego biegnie tak szybko, że pamięć kaprala nie zdołała niczego zarejestrować!
* Drugi wypadek miał miejsce w Kalifornii w 1990 roku. Otóż któregoś dnia do recepcjonistki Marisy Kledwans w szpitalu w Garberville (Kalifornia) zgłosił się w czasie popołudniowego dyżuru ubrany w jasny garnitur mężczyzna. Wprawdzie ochlapany błotem i ociekający wodą nie wyglądał najlepiej, ale w pierwszej chwili nie wywołało to u pielęgniarki większego niepokoju. Mężczyzna przedstawił się jako Thomas P. Meehan, stwierdził, że jest adwokatem i poprosił, by przyjęto go na badania, bowiem ból, jakiego doznał w czasie jazdy samochodem do domu, sprawił, że czuje się „jak nieżywy”. „Jakby wraz ze mną umarł cały świat” – określił swój stan poetycko.
Marisa sprawdziła numer karty ubezpieczeniowej adwokata i sięgnęła do stojącej za nią szafki po blankiet przyjęć. Kiedy w sekundę później odwróciła się w stronę przyszłego pacjenta, ten dosłownie rozpłynął się w powietrzu! Poszukiwania nie dały rezultatu. Tuż przed dziesiątą wieczorem patrol policji drogowej natknął się w pobliskiej rzece Eel na wóz Meehana. Głęboko odciśnięte ślady opon świadczyły o rozpaczliwych i bezskutecznych próbach hamowania. Na dachu wozu widoczne były ślady krwi. Prawa szyba była opuszczona i nigdzie nie było śladu po kierowcy. Krople krwi i odciski stóp w błocie ciągnęły się przez kilkadziesiąt metrów i w pewnym momencie urywały się gwałtownie. Tak jakby zaginiony rozpłynął się w powietrzu…
Rozpoczęte na wielką skalę poszukiwania przyniosły rezultat dopiero po dziewiętnastu dniach. Zwłoki Thomasa Meehana odnaleziono około 30 kilometrów od miejsca wypadku. Szczegółowa obdukcja wykazała, że wpadając wraz z samochodem do rzeki, adwokat odniósł jedynie niewielką ranę głowy. Prawdziwą przyczyną śmierci było utonięcie. Ku zaskoczeniu wszystkich, dokładna rekonstrukcja wypadku udowodniła ponad wszelką wątpliwość, że Meehan wpadł do rzeki w tym samym czasie, kiedy przyszedł do szpitala…
Później okazało się, że w raportach wszystkich policji świata jest wiele takich dziwnych przypadków. I wszędzie sprawy te prędzej czy później lądują w archiwach z adnotacją: „Z braku dowodów śledztwo umorzono”.

Jesteśmy drgającą energią
Dla policji takie wypadki są faktycznie bez znaczenia. Dla nas wszystkich okazać się mogą cennym opisem rzeczywistości. Bezpośrednim dowodem na to, iż czasoprzestrzeń nie jest liniowa – to znaczy, że nie zawsze ciąg: przeszłość, teraźniejszość, przyszłość występuje w takiej kolejności. Otóż jest już pewne, że nasza czasoprzestrzeń składa się z większej ilości wymiarów niż cztery (trzy wymiary przestrzenne – długość, szerokość, wysokość i jeden czasowy). Może ich być pięć, a nawet dziesięć. Nikt jednak nie wie, czym są tak naprawdę w swej istocie owe dodatkowe wymiary – naukowcy przypuszczają, że istnieją one w naszej czasoprzestrzeni jako zwinięte kulki mikroskopijnych rozmiarów. Nie należy się sugerować ich rozmiarami – znaczenie owych wymiarów jest dla naszej czasoprzestrzeni olbrzymie i tak naprawdę nie wiadomo, co się dzieje wewnątrz nich – może istnieją tam inne wszechświaty, alternatywne do naszego światy równoległe? Coraz więcej fizyków badających świat na poziomie atomów jest skłonnych przypuszczać, że my sami nie tylko możemy między tymi światami się przemieszczać, ale istnieć w wielu światach jednocześnie!
Cały nasz wszechświat, najogólniej rzecz biorąc, składa się z atomów zbudowanych z jeszcze mniejszych cząstek, które są wiecznie drgającą energią. Dopiero kiedy te cząstki, a potem atomy połączą się ze sobą w większe cząsteczki, a te w jeszcze większe grupy, stają się dla nas dostrzegalne w formie materii. Materii, która wydaje się naszym niedoskonałym przecież zmysłom czymś szalenie trwałym w swej budowie, choć ani na chwilę nie przestała być wiecznie poruszającą się, drgającą z ogromną częstotliwością energią. Tyle tylko, że my nie jesteśmy w stanie tego drgania i ciągłego ruchu zaobserwować, zupełnie tak samo, jak nie widzimy fal radiowych, choć dziś już nikomu nie przyjdzie do głowy negować ich istnienia. Zatem wszystko we wszechświecie faluje, pędzi i drga. My sami, nasze ciała, nasze ubrania i przedmioty, których używamy.
Wszystko.
W zależności od rodzaju i struktury atomów falowanie to ma inną częstotliwość, inną prędkość i inaczej przemieszcza się w przestrzeni. Różnice te są warunkiem naszego istnienia. Co by się jednak stało, gdybyśmy nagle zaczęli „drgać” tak jak ściana naszego pokoju? Tak, moglibyśmy wtopić się w nią bez większego trudu. Dla obserwatora z zewnątrz wyglądałoby to tak, jakbyśmy przez ścianę tę przechodzili! I tak rzeczywiście by było! W ten sam sposób moglibyśmy pokonywać przestrzeń nie tylko na Ziemi, ale i w całym wszechświecie.
Załóżmy, że w jakiś sposób opanowaliśmy umiejętność wprowadzania naszego ciała w drgania o częstotliwości fal radiowych. Nagle z ogromną prędkością moglibyśmy okrążyć kulę ziemską i znowu stanąć w tym samym miejscu (pod warunkiem, oczywiście, że przywrócilibyśmy naszemu ciału poprzednią częstotliwość drgań). Czas, w jakim odbylibyśmy naszą wycieczkę, wystarczyłby nam, by uważnie się przyjrzeć kontynentom i oceanom, nad jakimi przelatujemy. Dla kolegi, który stałby obok, byłaby to chwila, w której zniknęliśmy mu na moment z oczu.
Według wielu fizyków, takie zdarzenia mają miejsce w naszym życiu przez cały czas. Dzieją się jednak tak szybko, iż w większości wypadków nasza świadomość nie jest w stanie tego zjawiska zarejestrować.
Podświadomość natomiast robi to zawsze i czasami przypomina nam o tym w marzeniach sennych lub w momentach, kiedy odnosimy wrażenie, że miejsce, w którym jesteśmy niby po raz pierwszy, już kiedyś widzieliśmy.
Ponieważ w całym wszechświecie materia zbudowana jest z drgającej energii, podróże przez różne wymiary mogą się zdarzyć wszędzie. Toteż nic dziwnego, że od czasu do czasu mieszkańcy różnych światów i różnych czasów spotykają się nagle w jednym punkcie. Nagłe zakłócenia w ciągle drgającym wszechświecie, tak jak zakłócenia w odbiorze fal radiowych podczas burzy, mogą spowodować, iż raptem otwiera się przed nami droga do innej przestrzeni. Zdarza się, że ktoś, kto w nią przypadkowo wpadł, nie ma możliwości powrotu i wtedy mamy do czynienia z niewytłumaczalnymi zjawiskami nagłego „rozpłynięcia się” kogoś lub czegoś w powietrzu raz na zawsze. Czasem wracamy z innej przestrzeni, nie mając nawet pojęcia, że gdziekolwiek byliśmy i dopiero hipnoza wyciąga to z naszej podświadomości.

Jerzy Gracz

Reklamy

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: