Skip to content

Najdziwniejszy kult swiata

21 lutego 2010
Od czasu pierwszego bestsellera Ericha von Dänikena,kiedy autor starał się przekonać swoich czytelników, że niektóre mity, religie i pewne obiekty materialne dowodzą, iż już tysiące lat temu na Ziemi pojawiali się przybysze z kosmosu, trwa ostry spór o to, czy ma on rację. Sedno tego sporu tkwi nie w tym, czy np. Wielką Piramidę naprawdę zbudowali kosmici, ale w kwestii, czy istnieją jakiekolwiek dowody na to, że kiedyś ludzkość miała kontakt z inną cywilizacją.
Przez ostatnich kilkadziesiąt lat zwolennicy tej teorii zgromadzili wiele zastanawiających faktów, które zdają się ją potwierdzać. Z drugiej jednak strony,Däniken i jemu podobni mogą się mylić – w końcu nie należy nie doceniać naszych przodków; geniusze rodzili się zawsze. Jest jednak coś, co nie ma żadnego związku z kosmitami, ale w jasny sposób pokazuje, że Oni mogli jednak odwiedzać naszą planetę. Tym czymś jest powstały na przełomie XIX i XX wieku kult cargo.

Dajcie i nam boskie skarby


Gdy u progu XX wieku biali ludzie – Anglicy, Niemcy, Holendrzy – przybyli na Nową Gwineę, zastali tam plemiona żyjące w epoce kamiennej. Kolonizatorzy ucieszyli się – znali wydarzenia z przeszłości, kiedy to biali ludzie, docierając do zapomnianych przez cywilizację rejonów świata, byli traktowani jak bogowie. Założyli więc na wyspie plantacje i zatrudniali na nich tubylców, płacąc im głodowe pensje. Sami żyli w dostatku – statkami i samolotami dostarczano im z ich ojczyzny towary; wystarczyło tylko zatelegrafować i złożyć zamówienie. Nic z tych cudów cywilizacji nie trafiało do rąk ciężko pracujących tubylców. Ale kto by się przejmował „dzikusami”! Przez jakiś czas wszystko szło tak, jak oczekiwano, aż pewnego dnia tubylcy przestali przychodzić do pracy. Bunt? Niekoniecznie. Przestali bowiem też pracować na własnych polach. Zaciekawieni tym faktem biali zaczęli obserwować poczynania tubylców. Ze zdumieniem odkryli, że mieszkańcy wybrzeża budują prymitywny port. Potem ze słomy, patyków, lian zbudowali coś w rodzaju wieży radiostacji i tańczyli wokół niej całymi dniami. Następnie zachowywali się tak, jakby wysyłali jakąś wiadomość, po czym pobiegli na przystań, pewnie w oczekiwaniu na statek.
Mieszkający w głębi wyspy tubylcy najwyraźniej postanowili zwabić samoloty – wyrąbali w dżungli pasy startowe, urządzili lotnisko z drewnianymi „wieżami kontrolnymi” i masztami „radiostacji”. Potem tańczyli i śpiewali wokół tych „urządzeń”…


Do dziś Indianie Kayapo wykonują taniec ku czci niebiańskich Nnauczycieli. Chodzili oni ponoć w takich dziwnych strojach, które nam dzisiaj kojarzą się ze… skafandrami kosmicznymi.

Co się okazało? Otóż tubylcy podpatrzyli, jak przybysze zza morza pisali coś na kartkach, rozmawiali z dziwnymi pudełkami, a potem przypływały statki i przylatywały samoloty wypełnione wszelkim dobrem, które biali zatrzymywali dla siebie. Mieszkańcy wyspy nie mieli pojęcia, że gdzieś tam istnieją fabryki produkujące te towary. Byli przekonani, że biali znaleźli sposób, by nakłonić bogów do obdarowywania ich wspaniałymi przedmiotami, podczas gdy tubylcy muszą w pocie czoła pracować i nic z tego nie mają. Kapłani stwierdzili, że Gwinejczycy najwyraźniej w jakiś sposób obrazili bogów. Uznali więc, że gdy zbudują porty, lotniska i wieże, wokół których będą tańczyć i śpiewać, zadowolą bogów, a ci obdarzą ich swoją łaską.
Europejczycy próbowali wyjaśnić tubylcom, że to pomyłka, że cała kolonialna infrastruktura nie służy żadnym magicznym obrządkom, ale nic do nich nie docierało. Kult cargo rozkwitł podczas II wojny światowej – zdarzało się, że np. piloci samolotów transportowych, widząc w dżungli pasy startowe, próbowali na nich lądować – z tragicznym skutkiem.
Nie tylko na Nowej Gwinei ludność wierzyła, że biali znaleźli sposób na zdobywanie bez wysiłku dóbr cywilizacji. Na wyspach Salomona do tej pory oczekują na ładunki. Wielu wieśniaków przeniosło się z głębi lądu na wybrzeże. Zbudowali osiedle baraków do przechowywania towarów i punkty obserwacyjne. Przykładają do oczu puste butelki zamiast lornetek i wypatrują statków.
Antropolodzy znają dziesiątki plemion z całego świata, które łączy kult cargo (cargo po angielsku znaczy „towar”), czyli wykonywanie magicznych rytuałów w celu ściągnięcia samolotów i statków z towarami. Czasami, by osiągnąć cel, tubylcy posuwali się nawet do dość niezwykłych sposobów. Otóż w latach 60. XX wieku na wyspie Nowy Hanover w pobliżu Nowej Gwinei przeprowadzono wybory. Nie wygrał żaden z lokalnych kandydatów, mieszkańcy głosowali bowiem na ówczesnego prezydenta USA, Lyndona Johnsona. Gdy dowiedzieli się, że nie zostanie ich prezydentem, zaczęli zbierać pieniądze: wpadli na pomysł, że po prostu kupią go, a gdy przejmie władzę na ich wyspie, zdradzi sekret zdobywania ładunków za pomocą magii. Chcieli też zaprosić do siebie papieża, królową Elżbietę i księcia Edynburga. Wszyscy sprawili im zawód. W 1972 r. jeden z członków plemienia postanowił złożyć siebie w ofierze bóstwu cargo. Od współwyznawców zebrał 20 tysięcy dolarów, by mogli uczestniczyć w tym wydarzeniu. Przedstawiciel australijskiego rządu wyperswadował mu ten pomysł. Pieniądze przeznaczono na budowę pomnika w Canberze.

Czekamy na powrót naszego boga


Dla prymitywnych ludzi tkwiących jeszcze w epoce kamiennej biali ludzie ze swoją techniką i wiedzą stawali się równi bogom. Tak np. pewien szczep Indian z zachodniego wybrzeża Ameryki Północnej traktował sir Francisa Drake’a. Ale najbardziej niezwykły przypadek dotyczy amerykańskiego żołnierza, Johna Fruma.
W 1943 roku Frum przybył na polinezyjską wyspę Tana (Nowe Hebrydy). Tubylcy żyli w niezwykle prymitywnych warunkach. Frum wyleczył niektórych za pomocą środków ze swej podręcznej apteczki, nauczył ich paru rzeczy, podzielił się swą wiedzą, a także obdarował kilkoma drobiazgami: guzikami, hełmem itp. Opowiadał im też o Ameryce, mówił, że to wspaniały kraj, Ziemia Obiecana, raj. Tubylcy uwierzyli, że sam Frum jest bogiem. Gdy Frum wreszcie odpłynął do domu, obiecał przyjaciołom, że kiedyś do nich powróci. Niestety, nie dotrzymał słowa. Oni czekają na niego do dziś. I chociaż misjonarze wprowadzili na wyspie chrześcijaństwo, wyspiarze nadal modlą się do swego boga, Johna Fruma, oraz odprawiają tajemnicze magiczne obrządki mające na celu sprowadzić go na Tanę…
Jak widzimy na podstawie tego przykładu, prymitywnym ludziom nawet zwykły człowiek może się objawić jako bóg, jeśli tylko będzie przewyższał ich wiedzą i miał jakieś dziwne przedmioty. A gdyby tak do takiego plemienia dotarł przedstawiciel innej cywilizacji? Czy nie byłby uznany za boga?

Kogo my naśladujemy?


W 1771 roku, gdy kapitan James Cook dotarł do zachodniego wybrzeża Tahiti, wyspiarze traktowali go, jakby był kolejnym wcieleniem Rongo, bóstwa, które przed wiekami przybyło do nich na statku, który spłynął z chmur, i w taki sam sposób odeszło, obiecując, że kiedyś powróci. Wielu europejskich podróżników, m.in. Krzysztof Kolumb, było uznanych przez prymitywne ludy za powracających bogów.
Znane są też plemiona, które czczą istoty niezupełnie przypominające ludzi, o których podania mówią, że przybyły z gwiazd lub z morskich głębin. Np. Indianie Kayapa z Brazylii twierdzą, że przed wiekami przybyła do nich z gwiazd pewna istota, która wszystkiego ich nauczyła. Nazywają ją Bep-Kororoti i oddają jej cześć podczas długich magicznych ceremonii. Tancerze, ubrani w dziwne stroje ze słomy przypominające kosmiczne skafandry, podczas obrzędowego tańca odtwarzają historię przybycia, pobytu i odlotu istoty z gwiazd.
Takich historii można odnaleźć mnóstwo. Niektóre my sami dobrze znamy: o dziwnych, skrzydlatych istotach zwanych aniołami, o boskich urządzeniach (np. z wizji Ezechiela), o podróżach do nieba, o gwiezdnych nauczycielach i twórcach różnych kultur, o ceremoniach pogrzebowych faraonów, gdzie ważną rolę odgrywają gwiezdne barki wiozące ich dusze „do domu”, czyli w okolice gwiazdy Syriusz, o niezwykłych kalendarzach Majów stworzonych jak gdyby dla zupełnie innej planety, o olbrzymich, narysowanych na ziemi figurach i „pasach startowych” z płaskowyżu Nazca… Wszystkie te dziwy w jakiś sposób przypominają kult cargo. Kto wie, ile naszych wierzeń, zwyczajów i obrzędów jest jedynie kopiowaniem zachowań przedstawicieli innych cywilizacji, którzy kiedyś przybyli na Ziemię…

Ewa Ray

Advertisements

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: