Skip to content

WSPOMNIENIA Z PRZESZŁOŚCI

20 lutego 2010

Kręgi zbożowe są dowodem na to, że nic w przyrodzie nie ginie


Są ogromne, tajemnicze, niesamowite. To, że istnieją, jest tak niewiarygodne, iż nawet ci, którzy je widzieli, nie wierzą, że nie są one efektem czyjegoś żartu. I rzeczywiście – większość z nich to podróbki. Większość, ale nie wszystkie. Te prawdziwe wywracają nasze pojęcie o świecie do góry nogami, gdyż są dowodem na istnienie sił, o których nie uczono nas w szkole.

Był rok 1978. Angielski farmer, Ian Stevenson, wyszedł kosić zboże. Wtedy ujrzał, że na jego polu pojawiło się to, co czasami na swoich polach znajdowali inni gospodarze – zboże poukładane spiralnie w wielkie koła. Stevenson zrobił kilka zdjęć i zapomniał o sprawie. Dopiero trzy lata później jego zdjęcia stały się cenne – właśnie wtedy kołami w zbożu zainteresował się emerytowany inżynier Pat Delgado. Wspólnie z Andrew Collinsem, też inżynierem, wydali niezwykle poczytną książkę pt.ŇKoliste znakiŇ. Od tamtej pory koła w zbożu stały się słynne. Na pola, gdzie się pojawiały, przyjeżdżali nie tylko badacze tego fenomenu, ale i ciekawscy – było ich tak wielu, że farmerzy zaczęli pobierać opłaty za wstęp na pola.

Fałszerstwa niedoskonałe
Wszyscy badacze tego zjawiska zadają sobie pytania: czym są te koła, w jaki sposób i dlaczego się pojawiają. Z początku były dwa wyjaśnienia tego fenomenu: ufolodzy twierdzili, że są to znaki pozostawiane przez załogi UFO podczas lądowania, sceptycy natomiast uważali, że są one efektem działania pracowitych i sprytnych żartownisiów. Lecz kiedy od 1990 roku zamiast zwykłych kół zaczęły się pojawiać skomplikowane rysunki, tzw. piktogramy, sprawa stała się poważniejsza. W dodatku piktogramy zaczęły się pojawiać również w innych częściach świata – w USA, Japonii, Australii, Niemczech, na Węgrzech.
Naturalnie, znaleźli się ludzie, którzy zaczęli się bawić w tworzenie falsyfikatów, ale mimo starań, nikomu się nie udało podrobić prawdziwych zbożowych kręgów. Prasa angielska i niemiecka urządziły nawet zawody dla fałszerzy kręgów. Ten, kto wykonałby krąg mający wszystkie cechy piktogramów uznanych za prawdziwe, otrzymałby 3000 funtów nagrody. Nikomu się to jednak nie udało – nawet najlepszym.
Prawdziwe kręgi od fałszywych odróżniają pewne dziwne i niesamowite cechy: leżące źdźbła nie są połamane i rosną dalej; kolanka łodyg są nabrzmiałe; badanie mikroskopowe zdradza, że struktura molekularna łodyg tworzących prawdziwe piktogramy różni się od struktury normalnych łodyg; wszystkie prawdziwe piktogramy pojawiają się na liniach geopatycznych1, coraz częściej w miejscach prehistorycznych kultów; nad nowo utworzonymi piktogramami pojawia się UFO, często widać tam również dziwne fioletowe światła i słychać wibrujące dźwięki o częstotliwości 5 hz; badający piktogramy radiesteci rejestrują silne wychylenia różdżek. Tych wszystkich zjawisk nie obserwuje się przy fałszywych znakach w zbożu. A przede wszystkim, falsyfikaty nie oddziałują na umysł chodzących po nich ludzi.

Na granicy życia i śmierci


Grasdorfski piktogram
niedaleko miejsca prehistorycznego kultu.

Olivier Stummer, wiedeński technik dźwięku, cierpi na rodzaj dysfunkcji wegetatywnej systemu nerwowego.
Oznacza to, że jest niezwykle wrażliwy na różne zewnętrzne bodźce: nie może np. pić alkoholu, latać samolotem. Stummer interesuje się wieloma dziedzinami nauki, m.in. archeologią i geomancją, dlatego postanowił dokładnie zbadać zbożowe kręgi. Podczas swoich wypraw widział różne dziwne zjawiska mające związek z piktogramami, ale jego najważniejsze odkrycie było jednocześnie najbardziej dla niego niebezpieczne. Okazało się bowiem, że wchodząc na prawdziwe piktogramy, Stummer odczuwał niezwykle przykre sensacje: kiedy zbliżał się do formacji, słabł, tracił wzrok, szumiało mu w uszach, jego serce gwałtownie biło, miał zawroty głowy i skakało mu ciśnienie. Niekiedy, np. podczas pobytu w pobliżu piktogramu w Grasdorfie, Stummer musiał przerwać badania po kilku minutach w obawie o swoje życie – niemal stracił przytomność. Zauważył, że na im bardziej skomplikowane wchodził rysunki, tym silniejsze były sensacje. Co gorsza, w przypadku Stummera przykre doznania nigdy nie znikały całkowicie po opuszczeniu terenu formacji zbożowych, lecz dawały o sobie znać przez kilka następnych tygodni.
Nie tylko Stummer czuje się źle w zasięgu oddziaływania piktogramów. Tak samo oddziałują one na jego przyjaciółkę, Danielę, jednak w jej przypadku dolegliwości całkowicie ustępowały natychmiast po opuszczeniu przez nią zbożowych kręgów. Angielska lekarka Diana Clift w 1992 roku przebadała wiele osób, które, przebywając w pobliżu niektórych piktogramów, skarżyły się na złe samopoczucie. Okazało się, że były to formacje uznane po długich badaniach za autentyczne.

Bomby orgonowe na życzenie?
Jedna z bardziej znanych teorii na wyjaśnienie powstanie kręgów zbożowych zasadza się na hipotezie o istnieniu orgonu, tajemniczej postaci energii. Twórcą koncepcji orgonu był austriacki psychoanalityk Wilhelm Reich2. Twierdził on, że orgon pojawia się jako efekt oddziaływania światła słonecznego na substancje organiczne. Znajduje się on głównie w najwyższej warstwie atmosfery, jonosferze. Zbiera się w jedno miejsce i tworzy chmury wielkości od piłki tenisowej do kuli o średnicy 1 km. Według Andrew Collinsa, badacza kręgów oraz autora znanej książki pt. „Circlemakers”, twórcy formacji zbożowych posługują się w swej pracy orgonem. Chmury orgonowe, przyciągane do powierzchni planety przez wodę, promieniowanie linii geopatycznych czy nawet ludzkie myśli, uderzają w Ziemię, wywołując przy tym pewne zjawiska świetlne oraz akustyczne.
Faktem jest, że przeprowadzone z orgonem eksperymenty potwierdziły przedziwną zdolność reagowania tej formy energii na ludzkie myśli oraz na podświadomość. Wielu badaczy, jak np. Olivier Stummer, było też świadkami tworzenia się formacji zbożowych. Widzieli fioletowe wyładowania, słyszeli wibrujące dźwięki. To możliwe, że bezpośrednim „wykonawcąŇ zbożowych formacji jest orgon. Ale znacznie ciekawsza jest odpowiedź na pytanie, dlaczego w danym miejscu tworzą się zbożowe piktogramy w takiej złożonej postaci i dlaczego „wzoryŇ stają się coraz bardziej skomplikowane…

Trzy płyty z Grasdorfu


Kręgi zbożowe często mają kształt
prehistorycznych osad.

22 lipca 1991 roku na polach niedaleko Grasdorfu (Niemcy) pojawił się wielki i niezwykle piękny piktogram. Wzór miał około 100 metrów długości i 50 metrów szerokości. Składał się z siedmiu symboli i trzynastu kręgów, a w największym z nich znajdował się krzyż. Ten piktogram, jak zdecydowana większość pozostałych autentycznych formacji, powstał w pobliżu miejsca pradawnego kultu – sanktuarium boga Wodana, gdzie do tej pory są również: „skała WodanaŇ oraz „święty gaj” czczony niegdyś przez Germanów.
Niezwykłe piękno piktogramu z Grasdorfu przyciągnęło mnóstwo badaczy, turystów, a nawet poszukiwaczy skarbów. Jednemu się poszczęściło – w środku trzech wzorów jego wykrywacz metalu zasygnalizował, że coś się znajduje w ziemi. Poszukiwacz na głębokości pół metra odnalazł trzy ważące cztery-pięć kilogramów, okrągłe płyty. Jedna była wykonana z brązu, druga – ze srebra, trzecia – ze złota (ta płyta, niestety, zaginęła). Na płytach znajdowały się te same znaki, które pojawiły się jako piktogram w zbożowym polu!
Trzy metalowe płyty z prastarymi pogańskimi symbolami, leżące w środku kręgów, które wyglądają dokładnie jak wyryte na płytach znaki, w pewien sposób są dowodem na istnienie pól morfogenetycznych oraz sieci Wilka, gdyż jedynie za pomocą tych dwóch hipotez można wyjaśnić pojawienie się zarówno piktogramu z Grasdorfu, jak i innych autentycznych zbożowych formacji.

Pamięć naszej planety
Hipotezę o istnieniu pól morfogenetycznych, czyli czegoś w rodzaju pamięci wszechświata, stworzył biochemik Rupert Sheldrake. Przez wiele lat mieszkał i pracował w Indiach, w Międzynarodowym Instytucie Badawczym. A ponieważ całe życie interesował się wschodnimi systemami filozoficznymi, nie tracił czasu – do teorii teozoficznych (m.in. opisujących Kronikę Akaszy) dołożył to wszystko, czego się dowiedział od swych hinduskich guru, i w 1981 roku opublikował książkę pt. „Twórczy wszechświatŇ, w której zawarł swoją teorię pól morfogenetycznych i rezonansu morfogenetycznego.
Reakcje na książkę były różne. Najważniejsze pismo naukowe Anglii, „Nature”, uznało ją za kandydatkę do spalenia na stosie. „New Scientist” natomiast – inne poważne pismo naukowe – uznało teorię Sheldrake’a za jedną z najważniejszych dokonań ostatnich lat.


Avenbury – „miejsce mocy” w kraju Merlina.

Cóż takiego wymyślił Sheldrake? Otóż twierdzi on, że wewnątrz każdego organizmu oraz wokół niego znajduje się pole morfogenetyczne na podobieństwo pola magnetycznego wokół magnesu. Według jego teorii pola morfogenetyczne wszystkich organizmów powiązane są ze sobą morficznym rezonansem, czyli siłą działającą pod podszewką naszej rzeczywistości. Łączy ona ze sobą wszystkie żywe istoty i jest podstawą ewolucji: to, co się zdarzyło po raz pierwszy, zostawia ślad w polu morfogenetycznym, w konsekwencji czego zdarzenie to powtórzy się. A im częściej dane zdarzenie będzie się powtarzać, tym silniejszy pozostawi ślad w polu morfogenetycznym i sprawi tym samym, że owo zdarzenie (czy zjawisko) stanie się nieodłączną częścią rzeczywistości.
Gdy po raz pierwszy elektron połączył się z protonem, tworząc atom, nagle inne elektrony zaczęły się łączyć w pary z protonami. Gdy po raz pierwszy w praoceanie powstały cegiełki życia, ich pole morfogenetyczne sprawiło, że pod wpływem rezonansu pojawiły się następne cegiełki… Gdy po raz pierwszy biała myszka odnalazła drogę przez labirynt, okazało się, że wkrótce umiały to robić inne, a im więcej myszek umiało już odnajdywać drogę, tym szybciej uczyły się pozostałe.

Każdy może czynić cuda
Wyniki wielu eksperymentów, których celem było albo wykazanie błędności teorii Sheldrake’a, albo jej potwierdzenie, udowodniły, że jeśli jedna grupa z trudem nauczy się nowej czynności, to następna uczy się szybciej. A im więcej ludzi czy zwierząt nauczyło się wykonywać daną czynność, tym szybciej pozostali opanowywali tę umiejętność. Być może niebezpieczna dla ludzi cecha bakterii, które w przedziwny sposób nabywają odporności na antybiotyki (mimo iż dany szczep nigdy przedtem nie miał z lekarstwem styczności) jest spowodowana właśnie działaniem rezonansu morfogenetycznego.

1. -J. von Buttlar, Życie na Marsie.
Misja Vikinga – sensacyjne odkrycia NASA

2. J. von Buttlar, Hazard Pana Boga.
Przeznaczenie czy przypadek

3. J. von Buttlar, Supernowa.
Narodziny nowej wizji świata

4. K. Aschenbrenner, Antylida.
Zaginiona cywilizacja

Wydawnictwo URAEUS
ul. Hetmańska 10, 81-412 GDYNIA
tel./fax (0-58) 622 14 93



Sheldrake jest przekonany, że pola morficzne występują w całym wszechświecie i że mogą komunikować się ze sobą, czyli odbierać i przekazywać myśli, idee oraz formy.
I tu dochodzimy do naszych kręgów zbożowych. Według teorii Sheldrake’a, jeśli na danym terenie, w zasięgu promieniowania linii geomantycznych czy wręcz w miejscach mocy przez dłuższy czas znajdowała się jakaś budowla lub potężny energetycznie znak (czasem emocje czy wiara ludzi nasycają symbole lub przedmioty niezwykłą energią), pamięć o tym trwa w polu morfogenetycznym, mimo że nie pozostały w tym miejscu nawet ruiny. Być może promieniowanie tego miejsca przyciąga orgonowe chmury, które, uderzając w dane miejsce, rozkładają energię według morfogenetycznego planu.
Polak, Miłosław Wilk, który od wielu lat bada owe niewidzialne struktury, twierdzi, że choć tego nie widzimy, przeszłość jest zapisana w tkance naszego świata i można ją odczytać za pomocą skomplikowanych technik radiestezyjnych oraz psychometrycznych3.
Teoria pól morfogenetycznych tłumaczy także zjawiska spirytystyczne. Na przykład nawiedzone domy to po prostu miejsca, w których energia ludzi, którzy umarli w cierpieniu, jest tak silna, że aż wyczuwalna przez żyjących.
Maciej Kuczyński, znany polski pisarz i badacz, zajmując się kiedyś zagadką Atlantydy, doszedł do wniosku, że ów zaginiony kontynent musiał się znajdować na południe od Azorów. Dlaczego? Otóż dlatego, że są takie ptaki wędrowne, które, przemierzając bezkresne wody, zawsze przez pewien czas kołują nad otwartym morzem, jakby chciały tam wylądować. Ich ukształtowany przez tysiąclecia instynkt podpowiada im, że tam powinien być ląd… A czymże jest instynkt, jak nie zapisem zdarzeń w polu morfogenetycznym?
W przyrodzie nic nie ginie – to znane powiedzenie ma, jak widzimy, głębszy sens. Myśli ludzi, ich emocje istnieją wokół nas, choć ich ciała rozsypały się w proch. Talizmany i amulety są silne energią wierzących w nie ludzi. A ponieważ umysł ludzki generuje energię, to – jeśli tylko myśl czy wiara są wystarczająco silne – może kształtować i zmieniać zapis w polu morfogenetycznym. Wiadomo przecież, że kręgi zbożowe pojawiają się częściej w miejscach tłumnie odwiedzanych przez spragnionych niezwykłości badaczy, jakby były przyciągane przez ich myśli. Wiadomo, że pozytywne lub negatywne myślenie może zmienić życie człowieka poprzez utrwalanie w polu morfogenetycznym danego śladu.
Jaki z tego wniosek? Każdy może czynić cuda, jeśli tylko będzie wystarczająco mocno czegoś pragnął.

Ewa Ray

1 O liniach geopatycznych pisaliśmy w nr. 2/99 Gm.
2 O teorii Reicha pisaliśmy w nr. 12/98 Gm.
3 O teorii sieci Wilka pisaliśmy w nr. 10/1998 Gm.
Pisząc tekst, korzystałam między innymi z informacji zawartych w książkach: J. von Buttlar, „Hazard Pana Boga”, wyd. Uraeus; P. Krassa, R. Habeck, „Biblioteka Liści Palmowych”, wyd. Uraeus; G. Fosar, F. Bludorf, „Dziedzictwo Avalonu”, wyd. Prokop.

Advertisements

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: