Skip to content

Twarz na Marsie i tajemnica Fobosa

11 lutego 2010

Gwiazdy mówią…

Z tajnych archiwów

Mars zaczyna się cieszyć coraz większym zainteresowaniem uczonych. Lecz to nie astronomowie, a projektanci kolonii w kosmosie z uwagą studiują prastare zapiski sumeryjskie, z których wynika, że przed setkami milionów lat na tej planecie nie tylko istniało życie, ale również rozwijała się cywilizacja. Pewne tajemnicze i utajniane przez rządy wydarzenia zdają się potwierdzać ten pogląd, wyśmiewany dotąd – z różnych przyczyn – przez oficjalną naukę.
George Bush, były prezydent Stanów Zjednoczonych, obiecał publicznie, że USA wejdą wkrótce w erę kosmiczną. Jej początkiem będzie najpierw założenie stałej kolonii na Księżycu, a później załogowa wyprawa na Marsa. Projekt zbudowania stacji księżycowej ma szansę się powieść, gdyż ostatnio sonda Lunar Prospektor, która od 11 stycznia krąży wokół naszego satelity, odkryła obecność lodu po ciemnej stronie Księżyca.
Kolejnym celem kolonizacyjnym rasy ludzkiej mógłby być Mars. Najpierw jednak trzeba zbadać tę planetę i dowiedzieć się o niej wszystkiego, co możliwe, za pomocą zdalnie sterowanych urządzeń. W tajnych archiwach rządowych znajdują się raporty ukazujące zupełnie odmienny wizerunek Marsa i jego księżyców – Fobosa i Dejmosa – niż ten przekazywany opinii publicznej.

Chiński mur na Marsie?

Od ponad 150 lat bada się setki meteorytów znajdywanych w różnych okolicach globu ziemskiego. Ostatnio są to bardzo precyzyjne analizy chemiczne i fizyczne. Z kolei wykonywane z Ziemi analizy spektralne pozwalają na bardzo dokładne ustalanie składu chemicznego skał na Księżycu. Wiele z księżycowych meteorytów ma taki sam skład chemiczny jak skały na powierzchni Marsa! Najdziwniejszym znaleziskiem na Srebrnym Globie jest skalny blok złożony z czterech dopasowanych do siebie cegieł, o ścianach schodzących się ze sobą pod kątem 90Ą (co jest dowodem, że został wykonany przez istotę rozumną). Analiza chemiczna potwierdza jego marsjańskie pochodzenie.


Tak wygląda ściana wielkiego marsjańskiego kanionu.

Amerykańska sonda Mariner-9 sfotografowała powierzchnię Marsa setki razy. Na jednym ze zrobionych przez nią zdjęć, oznaczonym numerem NASA 4212-15, widać w całości długi mur ułożony z takich bloków skalnych. Wśród zdjęć wykonanych przez Marinera w dniu 8 lutego 1972 roku można znaleźć i takie, na których widać piramidy podobne do egipskich, lecz o wysokości około 800 metrów, przy podstawie ok. 3 km.

Gra cieni czy gigantyczna rzeźba?

Bezzałogowe sondy Voyager-1 i Voyager-2, wysłane na krańce Układu Słonecznego, przelatując obok Marsa, wykonały ponad 300 tysięcy zdjęć jego powierzchni. Do tej pory się je odczytuje, ale większość z nich po odczytaniu natychmiast utajniano, gdyż widać na nich takie szczegóły, których się na Marsie nie spodziewano. Na ich podstawie można stwierdzić z dużą dozą prawdopodobieństwa, że przed kilkuset milionami lat na Czerwonej Planecie istniało nie tylko życie, ale i wysoko rozwinięta cywilizacja. Wówczas planeta ta miała jeszcze atmosferę, powietrze z dużą zawartością tlenu, mnóstwo wody na tyle ciepłej, by mogły się tam rozwijać żywe organizmy białkowe.
Niestety, z braku miejsca, muszę się ograniczyć do najbardziej spektakularnego zdjęcia. Jest to fotografia opisana jako Viking-76-A-593/17384. Odkrył ją specjalista od odczytywania zdjęć z kosmosu, Vincent Di Pietro, a jej autentyczność potwierdził dr Michael Malin, główny analityk zdjęć.
Na obszarze zwanym Cydonią widać wykonaną ze skały ludzką głowę w hełmie.


W prostej linii od Twarzy znajduje się
pięć tworów wyglądających jak wielkie piramidy.
Ich rozstawienie przypomina układ egipskich piramid i Sfinksa.

Naukowcy najpierw rzucali oskarżenia o fałszerstwo, potem twierdzili, że owa twarz jest niczym innym jak grą cieni na naturalnym wzniesieniu. Jednak dokładne analizy kilku innych zdjęć tego obiektu, wykonanych przez Vikinga nieco później, i to pod różnymi kątami, wykazały, że na każdym zdjęciu widać to samo: ludzką twarz. Wysokość rzeźby wynosi ok. 400 metrów, długość – ok. 2500 metrów, a szerokość – 2000 metrów. Dokładne badania wykonane w marcu 1998 roku przy zastosowaniu komputerowych technik powiększania obrazu, wykazały, że w uchylonych ustach widać zęby, nieco jaśniejsze niż reszta oblicza.

Kto zniszczył ziemskie sondy?

Marsa obiegają dwa satelity – Fobos i Dejmos. Te niewielkie ciała kosmiczne od dawna wzbudzają zainteresowanie naukowców. Jednakże wysyłane w ich kierunku sondy jakoś nie miały szczęścia.
Dwie radzieckie (jeszcze) sondy Fobos-1 i Fobos-2 wyleciały jednocześnie w kosmos z zadaniem dotarcia w pobliże obu marsjańskich księżyców. Głównym celem było zbadanie większego z nich – Fobosa. Satelita ten ma kształt wydłużonego kartofla o długości ok. 27 km. Na zdjęciach satelitarnych na jego powierzchni widać coś podobnego do torów kolejowych: pary równoległych linii, zagłębione w grunt na kilkanaście metrów, odległe od siebie o 250-300 metrów. Owe tory dobiegają za każdym razem do jednego z licznych małych kraterów.
Gdy sondy znalazły się w odległości zaledwie kilkudziesięciu kilometrów od celu wyprawy, nastąpiło coś, czego się nikt nie spodziewał. Sondy wyposażone były w laser, rodzaj działa, z którego po zbliżeniu się na odległość 45 km od Fobosa miał wystrzelić promień laserowy na jego powierzchnię, by spowodować wyparowanie części gruntu. Potem instrumenty sond miały zbadać powstałe opary. Ale to samo urządzenie w razie potrzeby mogłoby być użyte jako broń, zarówno do obrony, jak i do ataku.
Sonda Fobos-2 przesłała na Ziemię kilkanaście zdjęć wykonanych zarówno zwykłym aparatem, jak i w podczerwieni. Na kilku z nich widać było zbliżający się do niej nieznany obiekt, którego długość naukowcy ocenili na 20 km. W chwilę później – zanim zostało użyte działo laserowe – obie sondy zamilkły. Komentując to zdarzenie, rosyjski uczony z Komisji Kontroli Lotu użył sformułowania: „Jesteśmy przekonani, że sondy Fobos-1 i Fobos-2 utraciliśmy na dobre.” Skąd wiedział, że nie było to jedynie chwilowe zerwanie łączności, ale całkowita utrata urządzeń?
W parę lat później, 25 września 1992 roku, w kierunku Marsa poleciała następna sonda zwiadowcza, tym razem amerykańska, Mars Observer. Po przebyciu 760 milionów kilometrów torem spiralnym, gdy już była w pobliżu Marsa i miała zejść na wysokość 374 km nad jego powierzchnię, by zrobić zdjęcia, 31 sierpnia 1993 roku nagle stracono z nią łączność.
Wkrótce po tym wystrzelono w kierunku Marsa rakietę z małym satelitą typu szpiegowskiego na pokładzie, Tytan-4, z zainstalowanym systemem zabezpieczającym przed obcymi falami. Rakieta nawet nie opuściła atmosfery ziemskiej – na wysokości ok. 30 km nad Ziemią zbliżył się do niej nie zidentyfikowany obiekt i zestrzelił ją wiązką promieni laserowych.

Jasnowidze znają odpowiedź?

Naturalnie władze wojskowe oraz uczeni z NASA (Amerykańskiej Agencji Badań Kosmosu) chcą wiedzieć, co spowodowało zniszczenie sond. Ponieważ żadne naukowe analizy niczego nie wyjaśniały, zwrócono się o pomoc do stowarzyszenia założonego przez emerytowanych naukowców pracujących na rzecz władz USA. Stowarzyszenie to zajmuje się badaniem różnych rzeczy za pomocą technik paranormalnych, m.in. jasnowidzenia i prekognicji. Współpracuje z nim również słynny amerykański jasnowidz Ingo Swann. Wbrew pozorom nie było to przysłowiowe chwytanie się brzytwy. Umiejętności jasnowidzów sprawdzano już wielokrotnie za pomocą testów ćwiczebnych, w trakcie których potrafili oni np. odczytać tajne dokumenty i odrysować tajne rysunki znajdujące się w zamkniętej kasie pancernej o 400 mil od miejsca, gdzie przeprowadzono test. Kilka składających się z 8 jasnowidzów zespołów, które pracują jednocześnie nad danym zadaniem, uzyskuje „trafienia” z dokładnością do 80%, a zespoły dwudziestoosobowe „trafiają” w 100%. Jasnowidzom zadano pytanie: „Co spowodowało katastrofę sowieckich sond Fobos-1 i Fobos-2 na orbicie okołomarsjańskiej tuż przed utratą z nimi łączności?”
Odpowiedź była dziwna…
„W tym momencie na orbicie Marsa znajdował się obiekt obcej cywilizacji, którego zadaniem było niedopuszczenie niczego w pobliże Fobosa. Ten obcy obiekt mógł uznać obecność zdalnie sterowanej broni na pokładzie sond za akt agresji. Spowodował więc przeciążenie w obwodach sterowania sond, a szczególnie w przekaźnikach dielektrycznych, w wyniku czego sondy wpadły w rotację nie do opanowania. Ponieważ Rosjanie zorientowali się, że sondy wirują, starali się odblokować przeciążenie, używając do tego celu utajnionego do tej pory promieniowania telemetrycznego. Wówczas sonda obcej cywilizacji, odebrawszy to promieniowanie, spowodowała zniszczenie sond.”


Na Fobosie widać wyraźnie coś
w rodzaju torów kolejowych.

Niezależnie od obcej sondy pilnującej przestrzeni wokół satelitów, na powierzchni Marsa znajdowała się druga sonda, tkwiąca na podobieństwo „warującego psa”, która miała być uruchomiona w razie potrzeby. Ta druga obca sonda, odbierając informacje wskazujące na kontakt pomiędzy sondą strażniczą w kosmosie a ziemskimi sondami, wystartowała z powierzchni Marsa i wówczas niektóre źródła ziemskie podały wiadomość o obserwacji radiowej innego źródła promieniowania w kosmosie (drugiej sondy o długości ok. 27 km). Wszystko więc wskazuje na to, iż oprócz Ziemian jeszcze ktoś inny interesuje się Marsem. Oby przyszli kolonizatorzy Czerwonej Planety nie wystąpili tam w roli sublokatorów.

Kazimierz Bzowski

Reklamy

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: