Skip to content

Wywiad z Ryszardem Fiejtkiem

4 stycznia 2010

Ryszard Fiejtek
Redaktor „Magazynu UFO” i „NEXUSA”
Autor: Janusz Zagórski

Ryszardzie, należysz do pionierów polskiej ufologii. Kiedy dokładnie zaczęła się Twoja fascynacja tym fenomenem i jakie są przyczyny takiej predylekcji?

Nie uważam siebie za pioniera ufologii ani nawet za ufologa. Ufologami są w moim rozumieniu osoby, które czynnie badają to zjawisko, jak na przykład Bronek Rzepecki, Krzysztof Piechota, Robert Leśniakiewicz i wielu innych. Uważam siebie jedynie za popularyzatora. Analizuję, rozważam, wyciągam wnioski, ale nie badam w terenie – głównie z braku czasu. Wiem, że nie jest to właściwa postawa, ponieważ w relacjach badaczy lub w ich raportach nagminnie pomijane są różne, czasami z pozoru błahe informacje, które mogą mieć w rzeczywistości kluczowe znaczenie dla właściwego obrazu badanego zjawiska. Niestety, coś za coś. Kiedy zaczęła się moja fascynacja tym fenomenem? Myślę, że od cyklu artykułów prawdziwych pionierów popularyzacji tego zjawiska w Polsce – Borunia i Trepki – który publikowany był w pod koniec lat pięćdziesiątych lub na początku sześćdziesiątych na łamach nie istniejącej już „Gazety Białostockiej”. Jeśli chodzi o przyczynę, mogę jedynie powiedzieć, że nie ma żadnej konkretnej. Jestem spod znaku Wodnika, co oznacza, że zainteresowanie wszystkim co niezwykłe lub tajemnicze jest wpisane w moją osobowość.

Czy przekonanie o autentyczności zjawiska UFO i jego związku z pozaziemskimi

inteligencjami nastąpiło w krótkim czasie jako swoiste „objawienie”, czy był to dłuższy proces?

Istnienie innych cywilizacji było dla mnie zawsze oczywiste, odkąd sięgam pamięcią. Można by nawet powiedzieć, że się z tym urodziłem. Nigdy nie miałem żadnego „objawienia” ani nie przechodziłem jakiegokolwiek procesu oswajania z tym zjawiskiem. Innymi słowy, kiedy usłyszałem o „latających spodkach” zaakceptowałem ich obecność jako coś oczywistego. Nigdy nie miałem z tym problemu. Jedyne, co mnie zastanawiało i nadal intryguje, to to, czym one są i skąd przybywają. Nadziwić się jednak wciąż nie mogę, że nadal jest tak wielu ludzi, którzy negują istnienie NOLi, co oczywiście nie oznacza, że nie rozumiem przyczyn tej niewiary.

Zaszyłeś się w swojej „jaskini niedźwiedzia”, unikasz mediów, publicznych wystąpień, konferencji ufologicznych i robisz swoje wydając wysoko cenione 2 czasopisma. Dobrze Ci z tym?

Nawet bardzo dobrze. Aby czuć się spełnionym, nie potrzebuję wokół siebie tłumów, wystarczy mi satysfakcja z wykonywanej pracy, czasami list od czytelnika utwierdzający mnie w przekonaniu, że to, co robię, jest potrzebne, kilkoro sprawdzonych przyjaciół, cisza, dobra muzyka etc. Unikam mediów świadomie, zwłaszcza wywiadów. Ten jest wyjątkiem. Często dzwonią do mnie różni ludzie z radia lub telewizji, prosząc o wypowiedź na temat UFO. Niezmiennie odmawiam, ponieważ uważam, że aby wywiad miał sens, osoba, z którą prowadzi się rozmowę, musi orientować się w temacie. Poza tym, co można sensownego powiedzieć na temat zjawiska UFO w ciągu kilku minut, zwłaszcza kiedy wypowiedź kierowana jest do osób, z których większość ma do niego stosunek ironiczny. Uważam, że do każdej wiedzy należy dojrzeć. Nigdy nie staram się przekonywać niedowiarków, bo nie ma to żadnego sensu. To, co robię, adresowane jest do tych, którzy dojrzeli do tej wiedzy, którą popularyzuję. Jeżeli ktoś przeszedł etap akceptacji zjawiska UFO i chce się dowiedzieć o nim czegoś więcej, wtedy chętnie z nim rozmawiam. W konferencjach nie uczestniczę, ponieważ jestem z natury domatorem i nie znoszę podróżowania.

Jak oceniasz stopień oswajania ludzkości z obecnością kosmitów? Czy następuje widoczny postęp, czy też obojętność, dezaprobata, opór wobec tego fenomenu?

W moim odczuciu następuje widoczny wzrost obojętności wobec tego zjawiska. Głównie za sprawą jego spowszednienia, zmian w stylu życia ludzi w kierunku intensyfikacji „wyścigu szczurów” oraz rozczarowania spowodowanego nie spełnionymi, powtarzanymi niemal co roku obietnicami rychłego ujawnienia informacji na temat zjawiska UFO będących w posiadaniu rządów różnych krajów, zwłaszcza USA, a także unikania nawiązania oficjalnego kontaktu przez obcy istoty.

Czy zgadzasz się z tymi ufologami, którzy przekonują, iż obce istoty, na które się natykamy, pochodzą z głębi ziemi i ewentualnie z baz w Układzie Słonecznym, natomiast ze względu na olbrzymie odległości kosmiczne nie mogą pochodzić z innych układów gwiezdnych?

Pochodzenie obcych istot to w rzeczy samej sedno zjawiska UFO i jednocześnie główna kość niezgody między ufologami, którzy spierają się od dziesięcioleci, czy UFO to pojazdy pozaziemskie, innowymiarowe, planeta Wenus, halucynacje, materializacje zbiorowej podświadomości etc. Odpowiedź na to pytanie jest prosta. UFO są tym wszystkim po trochu. Część obserwacji dotyczy istot pozaziemskich będących kosmicznymi podróżnikami, część – istot pochodzących z innych wymiarów, część – istot żyjących w głębi Ziemi, część – bytów zamieszkujących tak zwany astral, czyli tę rzeczywistość, do której trafiamy po śmierci, i tak dalej. Weźmy jako przykład zdarzenie, w którym w pobliżu świadka następuje materializacja postaci wyglądającej dokładnie tak samo jak każdy z nas, która mówi ponadto – werbalnie a nie telepatycznie – płynnie po polsku bez jakiegokolwiek obcego akcentu. Jest niemal pewne, że nie jest to żadna istota pozaziemska, która przybyła z odwiedzinami na naszą planetę, nawet jeśli za taką się podaje. W takim przypadku należy przypuszczać, że mamy do czynienia z manifestacją jakiegoś bytu z astralu, jak to ma zwykle, moim zdaniem, miejsce w czasie tak zwanych objawień, takich jak chociażby te, do których doszło w Fatimie, Miedjugorie i innych miejscach. Nie było tam moim zdaniem żadnych istot pozaziemskich ani boskich. Weźmy z kolei słynny i bez wątpienia najciekawszy w całej ufologii przypadek Betty Andreasson. Mamy tam do czynienia z Szarakami, którym przypisuje się pozaziemskie pochodzenie. Jednak uważna analiza opisów podanych przez Betty nie pozostawia cienia wątpliwości, że te istoty nie pochodzą z innej planety, lecz z głębi Ziemi. Co więcej, zamieszkiwali tam, zanim jeszcze stworzono ludzi. Podobnych przykładów wskazujących, że w przypadku obcych istot mamy do czynienia z różnymi bytami pochodzącymi z różnych miejsc, mógłbym przytoczyć znacznie więcej, jednak ramy tego wywiadu na to nie pozwalają. Co się tyczy ogromnych odległości kosmicznych, które często przytaczane są jako argument przeciwko pozaziemskiej koncepcji pochodzenia NOLi, mogę powiedzieć, że jest on głupi. To, że nasza wiedza jest ograniczona, nie oznacza, że inne starsze cywilizacje nie rozwiązały tego problemu. To tylko kwestia czasu, kiedy my sami się z nim uporamy. Wszechświat jest zbyt ogromny, aby mogło w nim istnieć ograniczenie przesyłu informacji bądź energii, bo do tego to wszystko się sprowadza, w postaci prędkości światła. Zresztą w ostatnich latach nadeszły z laboratoriów naukowych sygnały o wielokrotnym przekroczeniu tej prędkości. Ludzie, którzy powołują się na ten argument, wciąż myślą o podróżach kosmicznych w stylu Verne’a, to znaczy z wykorzystaniem rakiet odrzutowych. Ogólnie mówiąc, jest to argument niepoważny i nie zasługuje na dyskusję.

Jak oceniasz stanowisko jednego z czołowych polskich ufologów zakładające, że ze względu na wysoką pozaziemską technologię katastrofy UFO są niemożliwe?

Spotkałem się z tym poglądem i uważam, że jest on śmieszny. Jeśli przyjmiemy, że w przypadku zjawiska UFO mamy do czynienia z jedną, dwoma, no może trzema bardzo wysoko zaawansowanymi cywilizacjami pozaziemskimi, wówczas byłbym gotów zgodzić się, że nie powinniśmy znajdować rozbitych NOLi. I nie dlatego, że nie powinny się one psuć – uważam, że wszystko, co jest wykonane z materii może się zepsuć, choćby nie wiem, jak było zaawansowane technologicznie – ale dlatego, że inne towarzyszące wyprawie istoty byłyby w stanie bez trudu taki pojazd zabrać z miejsca katastrofy, albo pojazd taki mógłby ulec samozniszczeniu, przy założeniu, że lecące nim istoty zginęły i nie będzie im już potrzebny. Można tu oczywiście wymyślić jeszcze inne warianty i sposoby zabezpieczenia tych pojazdów przed dostaniem się w niepowołane ręce. A może znajdowane rozbite NOLe to atrapy mające na celu skierowanie naszych badań nad napędem kosmicznym w ślepą uliczkę, czyli ich opóźnienie. Wydaje się to oczywiście mało prawdopodobne z uwagi na towarzyszące katastrofom ciała załogantów, ale wykluczyć się tego nie da. Z uwagi na różnorodność form obcych istot, ich różny poziom rozwoju technologicznego i różne miejsca pochodzenia możemy spokojnie przyjąć, że NOLe mogą ulegać katastrofom, co w rzeczywistości ma miejsce. Sprawa druga, posiadanie napędu kosmicznego nie musi oznaczać nadzwyczaj wysokiego poziomu rozwoju technologicznego w każdej dziedzinie. Cały czas mam niejasne przeczucie, że ziemscy uczeni wiedzą już wszystko, co trzeba, aby móc taki napęd skonstruować, tylko nie potrafią zidentyfikować i połączyć w całość niezbędnych elementów swojej wiedzy. Wydaje mi się, że większym problemem do rozwiązania od samego sposobu przemieszczania się będzie problem nawigacji.

Czy mamy do czynienia z kontaktem z jedną, czy wieloma cywilizacjami?

Na to pytanie odpowiedziałem częściowo już wcześniej. Uważam, że jeżeli chodzi o istoty pozaziemskie, mamy do czynienia z bardzo wieloma cywilizacjami stojącymi na bardzo różnych szczeblach rozwoju technologicznego.

Czy zgromadzony do tej pory przez ufologów materiał empiryczny pozwala na trafne odczytanie intencji obcych (czy są dobre czy złe)?

Zgromadzony materiał empiryczny nie ma tu nic do rzeczy, albowiem to, czy obce istoty są dobre, czy złe zależy od punktu widzenia oraz intencji. Obce istoty nie są ani dobre, ani złe. Mają natomiast swoje interesy. Czy badacz, który dokonuje wiwisekcji myszy w poszukiwaniu leku, który może uratować życie tysięcy ludzi, jest dobry, czy zły? Czy ogrodnik, który przesadza roślinę z jednego miejsca ogrodu w inne, aby miała lepsze warunki wzrostu, jest zły czy dobry? Z punktu widzenia badacza i ogrodnika ich działania nie są złe, a jeśli nawet, to i tak mają na celu dobro, natomiast z punktu widzenia myszy lub rośliny jest to koszmar. Oczywiście mogą się zdarzyć istoty z gruntu złe, czerpiące przyjemność z zadawania bólu innym. Sądzę jednak, że to pomijalny margines, nie będący reprezentatywny dla całości zjawiska. Myślę, że duży wpływ na postrzeganie obcych istot w kategoriach zły-dobry mają w dużej mierze kretyńskie wypociny Hollywoodu, w których obce istoty nagminnie przedstawiane są jako pokryte śluzem mackowate potwory dybiące na życie ludzi i chcące zawładnąć naszą planetą. Uważam, że nie jesteśmy w stanie odgadnąć intencji obcych istot, tak jak zwierzęta nie są w stanie przeniknąć intencji człowieka ingerującego w ich środowisko. Jesteśmy w sytuacji człowieka, który znalazł się w lesie i widzi drzewa, ale nie jest w stanie ujrzeć całego lasu, mogąc się jedynie domyślać jego wielkości i kształtu.

Podaje się różne motywy ukrywania przez wtajemniczone „elity” władzy na świecie prawdy o UFO. Są to między innymi: obawa przed paniką, obawa przed utratą autorytetu władzy, obawa przed ujawnieniem faktu okłamywania ludzkości przez władze, strach przed paniką na giełdach, upadek religii, chęć wojowania z nimi itd. Jak Ty ustawiasz hierarchię tych i innych argumentów?

Nie hierarchizuję tego, ponieważ są to nieprawdziwe argumenty powstrzymujące rzekomo elity władzy od ujawnienia tych informacji. Chodzi wyłącznie o to, że pasożytujące na mieszkańcach tej planety owe elity utraciłyby w wyniku ujawnienia tych informacji dotychczasową pozycję i trudniej byłoby im dalej robić ludziom wodę z mózgów. Dobro mieszkańców tej planety nie ma tu dla nich żadnego znaczenia. Chodzi wyłącznie o pieniądze i zaspokajanie żądzy władzy. Nie byłoby żadnej masowej paniki, żadnego krachu na giełdach, nawet religie zbytnio by nie ucierpiały. Przecież wśród ludzi wierzących w istnienie NOLi nadal jest wielu wyznawców różnych religii, którzy pozostali przy swojej wierze. Po oficjalnym wystąpieniu w ogólnoświatowej telewizji jakiegoś czołowego przywódcy, który ujawniłby prawdę o UFO i obcych istotach ludzie jak co dzień poszliby nazajutrz do pracy. Przez kilka dni wydajność pracy by spadła, ponieważ wszyscy żywo by o tym dyskutowali, jednak po miesiącu zapomnieliby o tym i jak dotąd zajmowali się swoim sprawami. Wątpię, czy po tym, co codziennie można zobaczyć w dzienniku telewizyjnym, jest coś, co mogłoby wstrząsnąć ludźmi do tego stopnia, że zburzyłoby to dotychczasowy porządek społeczny. Coś takiego mogłoby do pewnego stopnia nastąpić tylko w przypadku nawiązania oficjalnego kontaktu z obcymi istotami, to znaczy po ich wylądowaniu na trawniku przed Białym Domem lub na Placu Czerwonym i wymianie uścisków z przywódcami świata. Takie zdarzenie to zupełnie co innego niż oświadczenie ludziom, że po naszym niebie rzeczywiście coś lata. Należy mieć na uwadze także to, że nawet po oficjalnym potwierdzeniu istnienia NOLi, najważniejszych informacji i tak by nie ujawniono, tak jak to się dzieje na przykład z informacjami związanymi z dyplomacją lub wywiadem. Na tym polega istota władzy, że pewne informacje pozostają tajemnicą rządzących.

Kiedy dojdzie według Ciebie do otwartego i w pełni jawnego pokazania się Obcych na naszej planecie?

Nie za mojego życia. Zjawisko UFO jest tak stare, jak nasza cywilizacja. Biorąc pod uwagę to, że kryjące się za nim istoty nie ujawniły się do tej pory oficjalnie, należy przypuszczać, że nie uczynią tego w najbliższej przyszłości. Zresztą, po co miałyby to czynić. Dla nich nie przyniosłoby to żadnych korzyści, a jedynie kłopoty.

Jak traktujesz relacje wziętych o możliwości wystąpienia na Ziemi w nieodległych czasach kataklizmów na globalną skalę?

Z przymrużeniem oka. Jak dotąd nie spełniła się żadna przepowiednia zapowiadająca jakieś wydarzenie na dużą skalę. Być może dlatego, że ludzie zostali wcześniej uprzedzeni i ich zbiorowa podświadomość zmieniła bieg wydarzeń. Bardziej prawdopodobne jest jednak to, że obce istoty testują w ten sposób ludzkie reakcje bądź programują nas na określony sposób myślenia. Krótko mówiąc, sen mam spokojny i puszczam tego typu rewelacje mimo uszu.

Jak oceniasz polską ufologię. Czy powinna w skali kraju powstawać jakaś ogólnopolska silna struktura? Czy lepiej jak są silne regionalne środowiska, które ze sobą współpracują?

Trudno mi ocenić polską ufologię będąc jej elementem. Myślę, że należałoby o to zapytać raczej kogoś z zewnątrz. Jeśli miałbym się jednak pokusić o taką ocenę, powiedziałbym, że nie jest dobrze. Co się tyczy ogólnopolskiej struktury, muszę wyznać, że jestem przeciwnikiem zinstytucjonalizowanego działania, ponieważ pociąga to za sobą konieczność powoływania prezesów, sekretarzy, zatrudniania sekretarek etc. Wiele środków i wysiłków szłoby w gwizdek, jak ma to miejsce w przypadku wszelkiego rodzaju fundacji, które przeżerają nawet do 80 procent środków. Poza tym taka organizacja szybko by się rozpadła z uwagi na różnice zdań i ambicje jej członków. Byłoby tak, jak jest u nas z partiami politycznymi na tak zwanej prawicy, które nieustannie się dzielą, tworzą od nowa, zmieniają nazwy, przy czym ludzie, którzy za tym stoją, cały czas są ci sami. Poza tym organizacje mają to do siebie, że kostnieją i dość szybko stają się wsteczne. Wystarczy tylko, że opowiedzą się za jakąś koncepcją i zaczną jej bronić. Biorąc pod uwagę niewielką ilość obserwacji występujących w Polsce, uważam, że do ich badania wystarczyłaby półformalna kilkunastoosobowa grupa oddanych badaczy dysponujących odpowiednim sprzętem i funduszami współpracująca z lokalnymi badaczami i szkoląca ich w zakresie prawidłowych metod prowadzenia badań.

Dziękuję. Pozdrawiam w imieniu swoim i uczestników VI UFO Forum

Rozmawiał: Janusz Zagórski

Reklamy

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: