Skip to content

WANDALE Z ZAŚWIATÓW

16 grudnia 2009

Czy istnieje coś takiego, jak niepokój po śmierci? Czy dusze zmarłych mogą niszczyć miejsca wiecznego spoczynku swych ciał? A może po prostu w pewnych miejscach nie wolno budować grobowców…

24 sierpnia 1943 r. na wyspie Barbados, pod nadzorem delegatów loży masońskiej, grabarze otworzyli zapieczętowany ołowiem grobowiec Alexandra Irwine’a, zmarłego w 1841 roku. Doczesne szczątki tego wolnomularza miały zostać przeniesione na inny cmentarz, do specjalnie przygotowanej krypty. Obecny grobowiec był wykuty w litej skale i wiodło do niego tylko jedno wejście ze schodami prowadzącymi w dół. Otwór komory zamykały opieczętowane drzwi, a za nimi dodatkowo znajdowała się ważąca pół tony kamienna płyta. W grobowcu zostały pochowane dwie osoby: Alexander Irwine i sir Evan McGregor.
Kiedy grabarze otworzyli drzwi i odsunęli kamienną płytę, okazało się, że wejście do krypty blokuje stos cegieł. Było to bardzo dziwne. Podczas uprzątania gruzowiska natrafiono na ołowianą trumnę. Ważąca 300 kilogramów trumna McGregora stała pionowo, odwrócona do góry nogami i oparta o stos cegieł. Delegacja masońska była zdumiona: sarkofag powinien się znajdować po prawej stronie krypty, w niszy wykutej w skale. Skąd więc wziął się przy drzwiach? I dlaczego były w nim wywiercone trzy małe dziurki? Był to dopiero początek zagadki: okazało się, że drugiej trumny w ogóle nie było!
Zawiadomiono władze. Przeprowadzone śledztwo wykluczyło działalność cmentarnych złodziei, głupie żarty czy wybryki fanatyków. Ktokolwiek był odpowiedzialny za wydarzenia w krypcie, musiałby tam wejść bez naruszania pieczęci. Przesunięcie kamiennej płyty też nie było prostą sprawą. Śledztwo utknęło w martwym punkcie, a drugiej trumny nigdy nie znaleziono.
Ale to nie jedyny taki przypadek na Barbados. Czyżby ta niewielka wyspa była polem działania tajemniczych mocy?

Wędrujące trumny

Cmentarz Christ Church umiejscowiono na południowym wybrzeżu Barbados. Znajdujący się tu grobowiec rodziny Chase można porównać do współczesnego schronu atomowego. Zbudowany z wielkich, scementowanych bloków rafy koralowej, jest do połowy zagłębiony w ziemi. Wejście zamykała niegdyś ważąca tonę marmurowa płyta.
Pierwsza trumna ze zwłokami pani Thomasiny Goddard (z domu Chase) spoczęła tu 31 lipca 1807 r. Wkrótce potem, 22 lutego 1808 r., pochowano tu jej wnuczkę, Annę Marię Chase. Obydwa pochówki odbyły się zupełnie normalnie i nic nie zapowiadało późniejszych nadzwyczajnych wydarzeń. Kiedy więc 6 lipca 1812 r. otworzono kryptę, by złożyć w niej ciało Dorcas Chase, żałobnicy i grabarze oniemieli ze zgrozy: mniejsza trumna leżała w kącie, a druga (pani Goddard) była pionowo oparta o ścianę.
Wyglądało to na wybryk jakiegoś wandala obdarzonego niesamowitą siłą. Obie trumny, obite metalową blachą, były bardzo ciężkie, nie wspominając już o marmurowej płycie.
Trumny ustawiono na poprzednich miejscach, obok nich położono trzecią i zamknięto grobowiec. Plotki o wydarzeniu rozniosły się po okolicy. Mówiono, że sprawcami mogą być murzyńscy niewolnicy, bo ich właściciel, Thomas Chase, był tyranem i okrutnikiem. Własnej rodziny nie traktował dużo lepiej i to przez niego jego córka Dorcas popełniła samobójstwo.
Thomas Chase zmarł 9 sierpnia 1812 r. i jego pogrzebowi nie towarzyszyły żadne sensacje. Ale 25 września 1816 r. miał miejsce następny pogrzeb. Po otwarciu grobowca znów zastano porozrzucane trumny.
Oskarżono niewolników, co było bez sensu, bo, po pierwsze, nie mogli po kryjomu wykonać tej herkulesowej pracy, a po drugie – zabobonnie bali się zmarłych i żadna siła nie mogła ich zmusić do pójścia nocą na cmentarz. Jednakże rodzina Chase wynajęła trzech strażników, którzy mieli strzec grobowca przez całą dobę. 17 listopada 1816 r. odbył się kolejny pogrzeb. Przypominał on bardziej ludowy festyn, bo na cmentarzu zgromadziły się żądne sensacji tłumy. I nie zawiodły się!
W grobowcu panował wprost nieopisany chaos. Musiały tam działać niezwykle gwałtowne siły, skoro trumna pani Goddard została rozbita na kawałki.
Policja zbadała grobowiec centymetr po centymetrze. Niczego nie stwierdzono: podłoga, sufit i ściany były w nie naruszonym stanie. Nie było żadnego ukrytego wejścia. Sprawę zamknięto, grobowiec uporządkowano. Przez 3 lata panował spokój. 17 lipca 1819 r. miała być tu pochowana Thomasina Clarke. Ceremonia ta wzbudziła międzynarodowe zainteresowanie.
Oprócz tłumów ciekawskich przy otwarciu grobowca byli obecni: brytyjski gubernator Barbados lord Combermere oraz dwaj urzędnicy rządowi.
I znów okazało się, że kryptę nawiedziła niewytłumaczalna siła żadna trumna nie znajdowała się na swoim miejscu.
Jeszcze raz dokładnie zbadano grobowiec, ale nic to nie dało. Trumny ustawiono na miejscu, a podłogę posypano warstwą piasku.
Gubernator wyznaczył wartowników. Pod naciskiem opinii publicznej grobowiec otwarto 18 kwietnia 1820 r., znów w asyście gubernatora. Przybyła też specjalna delegacja z Anglii.
W czasie odsuwania na bok wielkiej płyty dał się słyszeć tak przejmujący odgłos, że wszystkim zgromadzonym ciarki przeszły po plecach. Okazało się, że jedna z metalowych trumien opierała się o wejście i trzeba było ją odsunąć.
Pozostałe trumny też były porozrzucane. Na grubej warstwie piasku nie było żadnych śladów ludzkich stóp. Kiedy kolejne śledztwo nie przyniosło rezultatu, gubernator kazał przenieść trumny do innej krypty, gdzie do dziś pozostają w spokoju.
Tajemniczy grobowiec stoi pusty i nie naruszony. Zwiedza go sporo turystów, a na suficie ktoś wykuł duży znak zapytania. Bo zagadka z Barbados do tej pory nie została wyjaśniona.

Co zabijało konie?

Nie wytłumaczone do dziś są też i inne przypadki „wędrujących” trumien. W Stanton (hrabstwo Suffolk) też jest grobowiec, w którym wielokrotnie występowały podobne zjawiska. Zdarzyło się nawet, że najcięższa trumna „weszła” po schodach do drzwi wejściowych!
Jednak prawdziwie makabryczne „przedstawienie” rozegrało się w 1844 r. w miasteczku Arensburg na bałtyckiej wyspie Oesel. Zapowiedzią niesamowitych wydarzeń było zachowanie koni należących do osób odwiedzających miejscowy cmentarz.
Od czerwca niektóre konie bez żadnej widocznej przyczyny stawały nagle dęba, inne traciły przytomność albo padały martwe. Były też i takie, które dostawały szału i trzeba je było zabić.
Wszystkie te wydarzenia miały miejsce w pobliżu grobowca rodziny Buxhoewden. Pewnego dnia, podczas nabożeństwa, zgromadzeni w kaplicy ludzie usłyszeli jakieś hałasy dobiegające z grobowca. Wszyscy pobiegli zobaczyć, co się dzieje.
Otworzono kryptę i znaleziono trumny w wielkim nieładzie. Natychmiast zaczęły się szerzyć plotki o wampirach i wilkołakach. Prezes sądu kościelnego rozpoczął śledztwo, podczas którego trumny znów zaczęły „wędrować”. Nie znaleziono drugiego wejścia do grobowca.
Po uporządkowaniu krypty podłogę posypano grubą warstwą popiołu i zapieczętowano drzwi. Po trzech dniach komisja otworzyła grobowiec. Zamki i pieczęcie były nienaruszone, na podłodze nie znaleziono żadnych śladów, a jednak trumny były porozrzucane. Rodzina Buxhoewden postanowiła przenieść swych zmarłych w inne miejsce cmentarza. Wtedy zapanował spokój

TAMARA

http://www.gwiazdy.com.pl/41_99/22.htm

Reklamy

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: