Skip to content

Prawda istnieje i czeka na odkrycie

13 grudnia 2009

Przypadek Betty i Barneya Hillów

Wszystko zaczęło się pewnego jesiennego wieczoru na małej górskiej drodze, dokładnie 19 września 1961 roku. Tego właśnie dnia, gdy Hillowie wychodzili z restauracji w Colebrook, miejscowości odległej o pół godziny jazdy od granicy Stanów Zjednoczonych i Kanady, zegar nad bufetem wskazywał dokładnie 22.05. Barney Hill obliczał, że w domu w Portsmouth położonym na wybrzeżu, 250 km na południe, będą najwcześniej za cztery godziny.

Po czterech dniach urlopu w Kanadzie -Betty po raz pierwszy oglądała Niagarę -Hillowie postanowili skrócić pobyt i wrócić nieco wcześniej ze względu na niekorzystne prognozy meteorologiczne. N a następny dzień zapowiadano burzę. Lepiej było jechać w nocy, niż ryzykować utknięcie w Górach Białych.

Hillowie to para zwyczajnych ludzi. Barney jest Murzynem i życie nauczyło ich nie reagować na nieprzyjazne niekiedy gesty otoczenia. Związek ich cementuje wspólne zaangażowanie w Ruchu na rzecz Praw Obywatelskich, zapoczątkowanym przez pastora Martina Luthera Kinga. Jedno jest pewne: twardo trzymają się ziemi i nic nie wskazywałoby na to, że mogą stać się bohaterami lub ofiarami historii z kosmitami i latającym talerzem.

Droga nr 3 pnie się w górę i robi się coraz węższa. Barney ostrożnie pokonywał każdy zakręt, a Betty obserwowała gwiazdy. Nagle dostrzegła szczególnie błyszczącą gwiazdę, trochę w lewo od księżyca. To chyba jakaś planeta -pomyślała. Kilka minut później, dokładnie nad pierwszą, stwierdziła obecność innej, większej i bardziej błyszczącej. Czyżby jeszcze jedna planeta? Zaintrygowana poprosiła Barney’a, by zwolnił i spojrzał na niebo. Po latach Barney opowie, że „gwiazda” się poruszała. „Myślałem, że to satelita”.

Hillowie uważnie obserwowali tajemniczy błyszczący punkt, który zresztą wydawał się do nich zbliżać. „Można by pomyśleć, że podążał za nami” -powie Betty. Zatrzymali się na parkingu. Betty wyjęła ze schowka lornetki, które wzięli ze sobą nad Niagarę. Początkowo wydawało im się, że widzą korpus samolotu. Po bokach pojazdu migotały żółte, czerwone, zielone i błękitne światła, nie dostrzegli jednak skrzydeł. „To prawdopodobnie śmigłowiec -zasugerował Barney. -Szum śmigieł zniósł chyba wiatr w przeciwnym kierunku”. „Ale przecież zupełnie nie ma wiatru” -zaoponowała Betty.

„Samolot” wykonywał dziwne manewry, zmierzając przez cały czas w ich kierunku. Hillowie postanowili ruszyć w dalszą drogę. Wychodząc z jednego z wiraży, Barney zobaczył obiekt wprost przed sobą kilkadziesiąt metrów nad drogą. Wydawał się olbrzymi. Betty chwyciła lornetkę i zaczęła ponownie obserwować pojazd. Widziała podwójny rząd oszklonych otworów. Po lewej stronie pojazdu zapalało się czerwone światło, a po chwili inne po prawej.

Barney nie zadał sobie nawet trudu skierowania swojego chevroleta na pobocze. Zostawił włączony silnik i wyszedł z samochodu, by obserwować przez lornetkę ten dziwny obiekt. Nie przeszkadzał mu już ruch auta. Mógł przyjrzeć się dokładnie kształtowi pojazdu. Był to wielki, potężny dysk szerokości kilkudziesięciu metrów. Zafascynowany Barney zrobił kilka kroków w stronę obiektu. Zawieszony w powietrzu bezdźwięczny talerz skłonił się w jego kierunku, a następnie zaczął powoli się opuszczać. Betty krzyknęła, żeby wracał. Barney zdążył zauważyć jakieś pół tuzina twarzy za oświetlonymi iluminatorami. Miały wielkie migdałowe oczy, jakich nigdy nie widział. Przerażony pobiegł do samochodu i ruszył jak burza.

Betty otworzyła okno, wysunęła głowę i próbowała odszukać talerz, ale nadaremnie. Wysunęła głowę dalej, ale nie widziała już nic, nawet gwiazd, które jeszcze przed chwilą lśniły na bezchmurnym niebie. W tym momencie usłyszała dochodzący z tyłu samochodu dźwięk przypominający sygnał pagera. Oboje ogarnęła senność, a dalej to już „czarna dziura”.

Przez kilka miesięcy po tym wydarzeniu, które zakłóciło ich życie, Barney i Betty Hillowie usiłowali przypomnieć sobie, co się stało. Bezskutecznie. Jest to słynne zjawisko missing time, „luki czasowej”, klasyczny komponent wszystkich niemal scenariuszy uprowadzenia. Pamiętają jedynie, że obudzili się dwie godziny później w swoim samochodzie, w trakcie jazdy drogą nr 3, z głową ciężką jak po przepiciu i zdrętwiałymi kończynami. Wszystko inne zostało całkowicie wymazane z ich pamięci.

Kiedy dobili do Portsmouth, był już dzień. Barney spojrzał na zegarek, ale okazało się, że nie chodzi, podobnie jak zegarek Betty. Zegar kuchenny wskazywał godzinę piątą. „Można powiedzieć, że wróciliśmy nieco później, niż przewidywaliśmy” stwierdza Barney. ‚

Hillom skradziono z życia dwie godziny. Kto i w jakim celu? Co naprawdę stało się na drodze nr 3? Barney i Betty Hillowie nie byli w stanie udzielić odpowiedzi na te pytania. Dopiero po kilku latach zrozumieli, że byli być może porwani przez istoty z innej planety, przybyłe na pokładzie dziwnego błyszczącego dysku, który obserwowali pewnej jesiennej nocy na małej górskiej drodze.

Rewelacje pod hipnozą

Trzeba było lat, żeby Betty i Barney zrekonstruowali bieg wydarzeń. Nigdy nie udałoby się im tego osiągnąć bez pomocy psychiatry i wykorzystania hipnozy.

19 grudnia 1963 roku, czyli dwa lata po zdarzeniu, Hillowie odwiedzili znanego lekarza praktykującego w Bostonie, doktora Benjamina Simona. Stwierdził od razu u swoich pacjentów depresję. Od wielu miesięcy oboje cierpieli na stany lękowe. Barney był wyjątkowo nerwowy, Betty narzekała na powracające nocne koszmary. Ich wspólne lęki miały to samo podłoże: pamiętną noc 19 września 1961 roku, a konkretniej te dwie godziny, o których, mimo wysiłków, nic nie mogli sobie przypomnieć. Jedynym wyjściem było uchylenie kurtyny ich pamięci. Zdaniem doktora Simona należało uciec się do hipnozy i taką decyzję wspólnie podjęli. Uzgodniono, że wszystko, co powiedzą, zostanie nagrane na magnetofon.

Pierwszy seans odbył się 4 stycznia 1964 roku. Doktor Simon poddawał Hillów hipnozie kolejno, nie udostępniając im nagrań, do czerwca 1964 roku. Rezultat był zdumiewający: ich osobne opisy pokrywały się co do joty. Betty i Barney identycznie scharakteryzowali humanoidów napotkanych owej nocy w miejscu w pobliżu drogi nr 3, z którego zostali zabrani. Byli mali, bardzo szczupli, mieli duże głowy i wielkie migdałowe oczy, szarą karnację. Hillowie dokładnie przypominają sobie jaskrawo oświetlone puste pomieszczenie, do którego zostali zaproszeni przez małych szarych ludzików w celu przeprowadzenia badań medycznych. To te badania wydają się głównym epizodem niezwykłego spotkania dwojga przedstawicieli rasy ludzkiej z przybyszami z kosmosu.

Betty Hill opowiada, że kosmici zmusili ją do położenia się na czymś, co przypominało sofę, i wbili jej długą i cienką igłę w pobliżu pępka. Sądzi, że zrozumiała, iż chodziło o rodzaj testu ciążowego. Zaczęła protestować, narzekać na ostry ból, krzyczała. Jeden z obecnych przy zabiegu kosmitów, którego identyfikuje jako „lekarza”, umieścił rękę przed jej oczami i ból natychmiast znacznie złagodniał.

Zeznania Bamey’a Hilla nie są tak istotne jak jego małżonki. Wystraszony obecnością humanoidów przez całe spotkanie zachowywał się jak lunatyk. Jednak pod hipnozą przypomniał sobie zabieg pobrania spermy za pomocą urządzenia przymocowanego do penisa. Najbardziej niepokojące było to, że kilka lat po tych wydarzeniach wciąż były widoczne ślady tej interwencji: w pachwinie pojawiały się brodawki, które trzeba było usuwać.

Podczass jednego z seansów u doktora Simona Betty poprosiła w transie hipnotycznym o papier i ołowek i naszkicowała „przestrzeń międzygwiezdną”. Tłumaczyła, że jeden z przybyszów, wyglądający na ich przywódcę, pokazał jej na mapie trasy, które przebywają statki pozaziemskie z planety na planetę. Ten sam przybysz zapytał Betty (Hillowie i kosmici porozumiewali się bez słów, za pomocą oczu), czy mogłaby na tej mapie wskazać położenie Słońca. Ponieważ nie była w stanie tego zrobić, śmiejąc się, odmówił wskazania gwiazdy, z której pochodzi, a potem zabawiał się zadawaniem swojej ofierze podchwytliwych pytań na temat istoty czasu.

Warto w tym miejscu powiedzieć kilka zdań o podejściu doktora Simona do tego przypadku. Wybitny praktyk, uważany w owym czasie za jednego z najlepszych psychoterapeutów amerykańskich, próbował w trakcie każdego seansu przekonywać swoich pacjentów, że wszystko to było tylko snem, oni jednak nie przyjmowali tego do wiadomości. Mimo że Benjamin Simon był przekonany o ich szczerości, nie mógł uwierzyć, iż rzeczywiście widzieli UFO i spotkali kosmitów. Według psychiatry zdarzenie to przyśniło się Betty Hill, której udało się następnie przekonać męża do tego stopnia, że Bamey sam w to w końcu uwierzył. Takie odstępstwa od zasady tradycyjnej neutralności terapeuty dowodzą ograniczonego wpływu, jaki może on wywrzeć na swoich pacjentów, wobec których stosuje hipnozę: mimo że Hillowie przeżywali głębokie rozterki, nie odstąpili od własnej wersji zdarzeń.

Jak dalece wiarygodne są opowiadania Hillów? Betty opisuje nieco osobliwe reakcje kosmitów. Po wykonaniu kilku precyzyjnych zabiegów chirurgicznych na jej ciele odkryli naraz ze zdumieniem, że Barney ma sztuczną szczękę. Z drugiej jednak strony epizod z „mapą międzygwiezdną” mocno trąci inscenizacją. Młoda ufolog Marjorie Fish po zapoznaniu się z relacją Betty Hill skonstruowała trójwymiarowy model bliższych gwiazd, dobierając te spośród nich, które były najbardziej podobne do naszego Słońca. Model ten, oglądany pod pewnym kątem, stosunkowo precyzyjnie odzwierciedla mapę naszkicowaną przez Betty. Jednak astronom Carl Sagan, stosując obliczenia komputerowe, doszedł do wniosku, że o niczym to nie świadczy.

Jacques Vallee, bardzo sceptycznie nastawiony do opowieści o uprowadzeniach, a nawet do samej obecności kosmitów w naszym ziemskim środowisku, twierdzi z całym przekonaniem, że opisany przez Betty Hill zabieg mógł być wykonany jedynie przez nieudolnych lekarzy, opóźnionych w stosunku do wiedzy medycznej, jaką dysponowali ludzie lat sześćdziesiątych. Ale przecież operacja ta przypomina laparoskopię, zabieg przeprowadzany dziś jeszcze za pomocą endoskopu dużego kalibru. Natomiast opis Betty Hill („długa i cienka igła”) świadczyłby o wyprzedzeniu dzisiejszej technologii! W 1961 roku mogło to dotyczyć techniki doświadczalnej, o której Betty niewątpliwie nie mogła wiedzieć.

Philip Klass podaje w wątpliwość wiarygodność Hillów i doktora Simona, twierdząc w książce UFO Abductions. A Dangerous Game („Uprowadzenia przez UFO. Niebezpieczna gra”), że istniały między nimi nieporozumienia odnośnie do podziału praw autorskich do książki, dzięki której cała historia wypłynęła na światło dzienne (l). Byłoby to bardzo dziwne, jeśli wziąć pod uwagę wstrzemięźliwość Hillów, którzy dopiero po latach wyrazili zgodę na opublikowanie swoich przeżyć.

Sprawę Hillów ujawnił dziennikarz John G. Fuller w 1966 roku w książce The Interrupted Journey („Przerwana podróż”), czyli po upływie pięciu lat od wydarzeń. Ich przypadek jest jednym z najlepiej udokumentowanych opisów uprowadzeń istot ludzkich przez przybyszów z kosmosu. Jest to zasługa tej znakomitej pracy Fullera, ale także niezmordowanej aktywności Betty Hill, która po śmierci męża w 1969 roku wciąż występowała na konferencjach i w programach telewizyjnych, opowiadając o swoich niesamowitych przeżyciach.

Jest faktem, że relacja Hillów naprowadza nas na najciemniejsze strony dokumentacji dotyczącej uprowadzeń. Po co te zagadkowe zabiegi ginekologiczne? Skąd te wszystkie bolesne wspomnienia, które powracają najczęściej podczas hipnozy? Przecież byłoby najprościej, gdyby kosmici usypiali swoje ofiary przed wykonaniem tych dziwnych manipulacji. Skąd wreszcie te poszlaki uzgodnionej inscenizacji?

Zbiorowa psychoza czy rzeczywistość?

Od czasu Hillów dokumentacja uprowadzeń rozrosła się! do, tego stopnia1 że relacje o porwaniach ludzi przez przybyszów z kosmosu stały Się ulubionym celem tych wszystkich,

którzy marzą o ośmieszeniu całego problemu UFO. Te nieprawdopodobne opowieści nie mogły nie stać się dla sceptyków wymarzoną pożywką. Świadkowie nie tylko opowiadają historie sprawiające wrażenie absurdalnych, ale, co gorsza, większość z nich nie może sobie przypomnieć okoliczności wydarzenia bez pomocy hipnozy. A hipnoza jest metodą kontrowersyjną w tym sensie, że pozwala wpływać na świadka bez jego wiedzy (na przykładzie Hillów przekonaliśmy się jednak, że argument ten ma ograniczoną wartość). Wszelako opowieści ofiar porwań są do tego stopnia zbieżne, iż stają się coraz mniej podważalne. Czy służą one do podtrzymywania pogłosek o zagrażającym ludzkości spisku?

Nawet jeśli szereg informacji odnośnie do porwań pochodzi od wiarygodnych badaczy, to jednak trzeba liczyć się z możliwością dezinformacji. Do obiegu mogły być wprowadzone fałszywe opisy mające na celu dyskredytacje wszystkich pozostałych zeznań dotyczących autentyczności UFO. Z drugiej strony często niepokojące opowieści ofiar zawierają również aspekty pozytywne. Niektórzy spośród świadków w efekcie spotkania z przybyszami z kosmosu przeszli autentyczną transformację duchową. Znaleźli się wśród nich tacy, którzy zdobyli dar uzdrawiania, inni zupełnie nieoczekiwanie wyleczyli się z poważnych chorób. Publikacja ich relacji przyczyniła się, nawiasem mówiąc, do powstania dwóch przeciwstawnych tendencji w środowisku ufologów. Zwolennicy interpretacji pesymistycznej są przeświadczeni o złych intencjach przybyszów w stosunku do nas. Optymiści uważają, że kosmici zdają sobie sprawę z zagrożeń dla Ziemi i jej mieszkańców i uważają za swoją misję powiadomienie nas o tym lub nawet ocalenie ludzkości.

W Stanach Zjednoczonych przypadki uprowadzeń przez kosmitów stały się tak częste, że nasuwają podejrzenie epidemii. „Inwazja kosmitów na Amerykę” -oto tytuł widniejący na okładce „Le Figaro” z dnia 31 sierpnia 1996 roku. Czy chodzi o zbiorową psychozę rozpętaną przez media? Sprawa nie jest taka prosta. Wielu psychiatrów i psychologów przeanalizowało pokaźną liczbę przypadków. Wszyscy doszli do przekonania o szczerości większości świadków.

Zanim jednak przejdziemy do najbardziej znaczących relacji o uprowadzeniach, warto sobie przypomnieć jeden z wcześniejszych etapów historii UFO. Relacje osób mających kontakt z UFO („skontaktowanych”) w latach pięćdziesiątych mają wiele wspólnego z opisami ofiar porwań, które określa się terminem „uprowadzonych”.

Od „skontaktowanych” do „uprowadzonych”

Te dwa rodzaje relacji sprawiają na pozór wrażenie całkowicie odmiennych. Niemniej akta „uprowadzonych” w ostatnich latach w szczególny sposób upodabniają się do dokumentacji „skontaktowanych”, i to do tego stopnia, że celowe będzie przypomnienie sobie niektórych dawnych historii. Jerome Clark ujmuje w następujący sposób typowy scenariusz relacji „skontaktowanych”:

Osoby te wierzą lub udają, że wierzą, iż pozostają w stałym kontakcie z pozaziemskimi rozumnymi, życzliwymi istotami, nazywanymi często „braćmi z kosmosu”. to anioły w kombinezonach kosmicznych, noszące się dumnie (są wśród nich kobiety, ale wydaje się, iż określenie „siostry z kosmosu” nigdy się nie przyjęło), z reguły z długimi blond włosami, rozumne i cierpliwe. Tłumaczą one, że przybyły na Ziemię, ponieważ nasza planeta znalazła się „poza prawem „. Wojownicza postawa ludzkości niepokoi członków „Federacji Galaktycznej”, sojuszu dobrych kosmitów zwalczających obecne we wszechświecie złe siły. Ziemia, jak twierdzą „bracia z kosmosu”, przeżyje wielkie kataklizmy zapoczątkowane wstrząsami geologicznymi. Zginie duża część mieszkańców planety, a ci, którzy przeżyją, wkroczą w złoty wiek pod opieką „braci z kosmosu” i ich ziemskich przedstawicieli („skontaktowanych”) .

Spośród znanych „skontaktowanych” można wymienić George’a Adamsky’ego, który w 1952 roku spotkał na Pustyni Kalifornijskiej mieszkańca Wenus Orthona; Howarda Mengera i jego piękną wenusjankę Marlę; Orfeo Angelucciego, mistyka, którego przypadek badał Carl Gustav Jung; przyjaciela Richarda Nixona, Daniela Frya, który opowiadał, że zetknął się z UFO w White Sands; i Trumana Bethuruna, który spotkał piękną Aurę Rhanes z planety Clarion. Prasa europejska donosiła o przypadkach angielskiego taksówkarza George’a Kinga, który założył w Stanach Zjednoczonych coś w rodzaju Kościoła, a także Włocha Siragusy i Francuza Guy Monneta. Z późniejszych przypadków głośny był Eduarda (Billy) Meiera, Szwajcara, w związku z fotografiami UFO, nieco zbyt wypieszczonymi, żeby mogły nie budzić podejrzeń.

„Skontaktowani” byli poddawani rozległym badaniom socjologicznym i psychologicznym. Dotyczy to na przykład Amerykanki Dorothy Martin, znanej w Kalifornii jako siostra Thedra, która przepowiadała kataklizm na dzień 20 grudnia 1954 roku i zgromadziła wokół siebie grono zwolenników. Niespełnienie się tego proroctwa nie oznaczało bynajmniej końca sekty. Oto -mówią sceptycy -doskonały przykład irracjonalnej wiary w istnienie UFO. Jednak lune Parnell, która zbadała 200 przypadków „skontaktowanych”, stwierdziła u swoich badanych brak patologii umysłowej . A jeśli „skontaktowani” nie byli ani wariatami, ani mistyfikatorami? Czy byli manipulowani? A jeśli tak, to przez kogo i w jakim celu? Oto pytania, na które nadal nie możemy udzielić odpowiedzi.

Inna zagadka wymagająca wyjaśnienia polega na podobieństwie pomiędzy przesłaniami otrzymywanymi przez „skontaktowanych” i niektórymi objawieniami religijnymi, jak na przykład Matki Boskiej Fatimskiej. Czy trzeba przypominać, że „słońce” Fatimy mocno przypomina coś, co dziś nazwalibyśmy UFO? .

Pierwsze relacje uprowadzonych

Do lat siedemdziesiątych prasa ujawniła niewielką liczbę przypadków „skontaktowanych”. Należy do nich przygoda Barney’a i Betty Hillów. W owym czasie każda nowa relacja przyciągała uwagę mediów, na przykład przypadek dwóch rybaków, Hicksona i Parkera, w Pascagoula w stanie Missisipi w 1973 roku, drwala Travisa Waltona w Arizonie w 1975 roku i wreszcie bardzo skomplikowana historia Betty Andreasson-Luca w stanie Massachusetts w 1979 roku. Czy rosnącą od tamtego czasu falę relacji o uprowadzeniach można tłumaczyć opisami tych wydarzeń w środkach masowego przekazu? Takie wyjaśnienie, do którego niektórzy eksperci dodają wpływ opowiadań i filmów z zakresu fantastyki naukowej, na pozór może wydawać się uzasadnione. Mielibyśmy więc do czynienia ze zjawiskiem psychozy zbiorowej. Wystarczy jednak wnikliwie zbadać relacje, aby odczuć nieodpowiedniość takich wniosków. Przypomnijmy najpierw fakty.

Mimowolnym bohaterem pierwszego odnotowanego przypadku uprowadzenia był młody chłop brazylijski Antonio ViIlas Boas, którego zmuszono rzekomo do uprawiania miłości z kosmitką na pokładzie UFO. Zdarzyło się to w 1957 roku. ViIlas Boas opowiedział, że podczas nocnej pracy na polu zobaczył lądujące, raczej nietypowe, błyszczące UFO, wyposażone z przodu w trójząb. Wyszło z niego kilka istot w maskach i zabrało go na pokład pojazdu. Tam przybysze rozebrali go, przemyli ciało nieznaną substancją, niewątpliwie antyseptyczną, a następnie wprowadzili do pomieszczenia, w którym poczuł dziwną woń, wywołującą u niego mdłości. Pojawiła się kosmitka. Naga. Po odbyciu stosunku ta istota o wielkich migdałowych oczach wskazała palcem na swój brzuch i na niebo, a następnie opuściła pomieszczenie. Cała ta historia wydawała się ufologom tak niepoważna, że została ujawniona dopiero po latach w czasopiśmie brytyjskim „Flying Saucer Review”. Przypadek jednak dokładnie zbadano. Stwierdzono, że u ViIIasa Boasa wykryto w następnych miesiącach objawy choroby popromiennej .

Komisja Condona, której prezydent Gerald Ford zlecił oficjalnie przeprowadzenie dochodzenia dotyczącego zjawiska UFO, rozpatrzyła między innymi przypadek Herberta Schirmera. Psycholog Leo Sprinkle z uniwersytetu w Wyoming przepytywał Schirmera pod hipnozą. Zbulwersowany tym, co przeżył 3 grudnia 1967 roku w nocy w pobliżu Ashland w Nebrasce, świadek opowiedział, jak został uprowadzony przez kosmitów. Przekazali mu przesłanie zbliżone w treści do przesłań, które relacjonowali „skontaktowani” z lat pięćdziesiątych. Sprinkle jest przekonany o autentyczności relacji Schirmera, odmiennego zdania jest jednak ekipa badaczy pod przewodnictwem profesora Edwarda Condona.

Inny znany przypadek wydarzył się w 1973 roku w niewielkim porcie Pascagoula nad Missisipi. Pewnego wieczoru na posterunku miejscowej policji zjawiło się dwóch zszokowanych wędkarzy. Charles Hickson i Calvin Parker opowiedzieli policjantom, że byli świadkami lądowania latającego obiektu emitującego błękitnawe światło. Z pojazdu wysiadły trzy niezwykłe istoty i ruszyły w ich kierunku. Zagadkowi przybysze mieli pomarszczoną cerę, migdałowe oczy oraz szpiczaste uszy i nosy. Humanoidzi odstawili wędkarzy na pokład UFO. Tam zostali oni poddani czemuś w rodzaju badań lekarskich. Doktor James Harder z uniwersytetu w Kalifornii, który natychmiast przybył, żeby zbadać ten przypadek, przepytał świadków pod hipnozą i stwierdził, że chodzi o „prawdziwe przeżycie”. Allen Hynek, który dołączył do doktora Hardera, podzielał tę opinię. „Stało się coś, co wykracza poza zdrowy rozsądek” -oświadczył. Szeryf w miasteczku, Fred Diamond, zeznaje na korzyść wędkarzy: „Są szczerzy. Tylko ludzie z Hollywood byliby zdolni wymyślić coś podobnego”. Mężczyźni byli przerażeni tym, co przeżyli. Młodszy z nich, Parker, w czasie uprowadzenia stracił przytomność, a doktor Harder zmuszony był skrócić seans hipnotyczny z Hicksonem, ponieważ pewne sceny, które odtwarzał, doprowadzały go do stanu skrajnego podniecenia .

Sprawa Travisa Waltona jest jednym z najbardziej spektakularnych, potwierdzonych przez wielu świadków, przypadków uprowadzenia. Przez całe dwadzieścia lat od tego zdarzenia ani Walton, ani jego towarzysze nie zmienili swoich zeznań, które nie były też podważane przez innych świadków. Travis Walton był młodym drwalem, członkiem siedmioosobowej brygady pracującej w Arizonie. W 1975 roku, wracając pewnego wieczoru z pracy, robotnicy zauważyli duże błyszczące UFO złocistego koloru z kopułą. Pojazd zawisł nad polaną. W regionie tym zarejestrowano już znaczną liczbę obserwacji UFO. Travis, który pasjonował się opowiadaniami na ten temat, wyskoczył z samochodu i mimo ostrzeżeń współpasażerów ruszył w stronę obiektu. Nagle koledzy zobaczyli, jak uderza go wiązka światła i powala na ziemię. Ciężko wystraszeni rzucili się do ucieczki. Kiedy szef zespołu opanował się, wrócił na miejsce zdarzenia. Travis Wal ton zniknął. Podjęte natychmiast poszukiwania nie przyniosły rezultatów. Początkowo policja podejrzewała zabójstwo, ponieważ w brygadzie istniały nieporozumienia na tle opóźnień w pracy. Zeznania świadków zdarzenia poddanych badaniom na wykrywaczu kłamstw pokrywały się jednak z sobą.

Waltona odnaleziono po pięciu dniach błąkającego się nieprzytomnie po jakiejś drodze. Stopniowo wracała mu pamięć. Przypomniał sobie, że obudził się w małym pomieszczeniu na jakimś łóżku. Zbliżyły się do niego dwie małe odrażające istoty z wielkimi głowami i dużymi oczami, lecz uciekły, gdy je brutalnie odepchnął. Postanowił rozejrzeć się po UFO. Przeszedł krętym korytarzem i znalazł się w okrągłej sali, w środku której stał fotel. W miarę jak zbliżał się do ! niego, zmniejszała się intensywność światła. Ujrzał nad i głową usypane gwiazdami sklepienie. Siadł w fotelu naprzeciw czegoś, co przypominało pulpit kontrolno-pomiarowy, i próbował nim manipulować. Wtedy wszedł humanoid raczej wysokiego wzrostu i zaprowadził go do innej części statku, która okazała się znacznie większa, niż Travit mógł przypuszczać. Widząc kilka „talerzy” znajdujących się w obszernym pomieszczeniu doszedł do wniosku, że przebywa na „statku macierzystym”. W końcu znalazł się w jeszcze innej, mniejszej sali, w której zgromadzone były istoty o ludzkim wyglądzie. Była wśród nich kobieta. Wszyscy byli bliźniaczo do siebie podobni. W tej sali przybysze z kosmosu uśpili Travisa, który już nigdy nie przypomni sobie, co było dalej. Travis Walton opisał swoje przeżycia w książce Fire in the Sky („Pożar w niebie”). Na podstawie tej książki nakręcono film pod tym samym tytułem, który oddaje dość wiernie relację Travisa, z wyjątkiem sceny porwania, zrobionej w czysto hollywoodzkim stylu.

Bohaterem innego znamiennego przypadku jest Carl Higdon. 25 października 1975 roku ten czterdziestojednoletni technik od odwiertów naftowych wyruszył samotnie na polowanie na łosia do lasu Medecine Bow na południe od Rawlins w stanie Wyoming. Tylko dzięki temu, że miał nadajnik radiowy, znaleziono go już po pięciu godzinach w środku jakiegoś trzęsawiska. Był w szoku i mówienie sprawiało mu trudność. Nie pamiętał swojego imienia, nie poznawał żony, krzyczał: „Zabrali mojego łosia!”. Po pobycie w szpitalu był wreszcie w stanie opowiedzieć swoją przygodę. Tamtego dnia wytropił pięć łosi. Oddał strzał, ale bez skutku: kula z głuchym dźwiękiem upadła 15 m od niego, jak gdyby napotkała niewidoczną barierę. W lesie zapanowała nagle absolutna cisza. Wspomnienia Higdona są niespójne, pamięta jednak, że pojawiła się dziwna istota podobna do kosmonauty, zmusiła go do połknięcia pigułek i zaprowadziła do jakiejś kabiny. Higdon opowiada, że kosmici włożyli mu na głowę kask, tłumacząc, że zabierają go w miejsce odległe o 262000 km. Wkrótce przybyli na wieżę wyposażoną na szczycie w coś, co przypominało obrotową restaurację. Światło było tak intensywne, że raziło w oczy. Humanoidzi mówili Higdonowi, że identycznie razi ich światło naszego słońca. Poddany hipnozie Higdon odtworzył inne szczegóły (zabieg przeprowadzał Leo Sprinkle, pionier badań tego typu, który miał już do czynienia ze „skontaktowanymi”). Przypomniał sobie między innymi, że ,

pod drzewem w pewnej odległości od łosi stał humanoid o wzroście 180 cm. Jego twarz wyglądała na ludzką, poza tym, że pozbawiona była podbródka, nos miał płaski i chyba nie miał ani uszu, ani brwi. Włosy sterczały mu jak badyle. Ubrany był w czarny kombinezon i czarne buty. Na piersi miał dwa krzyżujące się pasy. Talia przewiązana była innym pasem ze sprzączką ozdobioną emblematem przypominającym gwiazdę .

Przygodę Higdena można porównać z przypadkiem, który przydarzył się chilijskiemu wojskowemu Armando Valdesowi. 25 kwietnia 1977 roku Va1des, kapral wojsk lądowych, dowodził patrolem w Andach na północy kraju. Tam, niemal na oczach swoich ludzi, został porwany przez UFO. Jego nieobecność trwała krótko, około kwadransa. Towarzysze znaleźli go nieprzytomnego… z pięciodniowym zarostem! Co więcej, Valdes stwierdził, że jego zegarek, który zatrzymał się dokładnie w chwili powrotu, śpieszy się o pięć dni, jak gdyby spędził on ten okres w jakimś równoległym świecie, w którym czas biegnie szybciej niż

w naszym. j Następny przypadek. Akcja rozegrała się na brzegu jeziora Champlain w stanie Vermont w obozie dla dziewcząt w Buff Ledge. W środę 7 sierpnia 1968 roku około godziny 18.10, tuż po zachodzie słońca, dwoje młodych ludzi siedziało na końcu pomostu, obserwując jezioro. Szesnastoletniego, Michaela Lappa i dziewiętnastoletnią Janet Cornell (nazwiska fikcyjne) dzieliło od obozu zalesione na szczycie zbocze pięciometrowej wysokości. Dostrzegli nagle w oddali jaskrawe światło, które zatoczyło długi tor i zawisło nieruchomo na niebie. Michael i Janet zobaczyli kontury obiektu w kształcie bardzo wydłużonego, liczącego ponad 10 mil (16 km) cygara. Michael opowie później, że w dolnej części UFO zapaliły się trzy białe światła. Pojazd zwrócił się w kierunku, z którego przybył, i po kilku sekundach zniknął. Trzy małe UFO wykonały kilka ewolucji, zbliżając się do siebie. Po chwili przypominały uwieńczone kopułą dyski. Pięć minut później ustawiły się w poziomy trójkąt. Następnie dwa odleciały -jeden w kierunku północnym, drugi południowym. W tym momencie Michael i Janet usłyszeli dziwny dźwięk, „jakby naraz rozbrzmiały tysiące kamertonów”. Trzeci dysk zbliżył się do świadków na odległość półtora kilometra, wydając również jakiś dziwny odgłos. Michaela i Janet zaczął ogarniać strach. UFO o rozmiarach niedużego domu pozostawało przez minutę w bezruchu. Otaczały go migocące kolorowe światełka. Nagle pojazd wzbił się, zniknął na kilka sekund, bardzo szybko się opuścił i zanurzył w jeziorze, czemu towarzyszyło wycie wszystkich psów w okolicy. W końcu UFO wypłynęło i zajęło pozycję w pobliżu dwojga młodych ludzi na wysokości pięciu metrów nad wodą. Wówczas Michael i Janet dostrzegli w przezroczystej kopule pojazdu dwie twarze z wielkimi owalnymi oczami i małymi ustami. Widoczni do pasa przybysze z kosmosu byli niskiego wzrostu. Mieli na sobie srebrzyste stroje. Michael zwrócił się w stronę Janet. Była przerażona. Zapytał intruzów, kim są. Ich odpowiedź rezonowała w jego głowie: „Nie mamy zamiaru was skrzywdzić”. Głos tłumaczył mu, że jemu podobni postanowili wrócić na Ziemię po pierwszych wybuchach atomowych. Weszli w konflikt z innymi członkami ich rasy, których zaliczają do „złych”. Michael, którego nagle uderzyła absurdalność sytuacji, zaczął się śmiać, uderzając się po udach. I w tym momencie zobaczył, że jeden z przybyszów robi to samo, drugi zaś naśladuje sparaliżowaną strachem Janet. Pojazd zbliżył się i znalazł się na wysokości zaledwie trzech metrów nad młodymi ludźmi. Padł na nich stożek jaskrawego światła. Michael odniósł wrażenie, że opuszcza swoje ciało, i stracił świadomość. Gdy ją odzyskał, znajdował się nadal na pomoście wraz z Janet. Dostrzegli na zboczu kilkoro zaintrygowanych UFO obozowiczów. Obiekt wysłał w ich kierunku kilka błyszczących promieni i bardzo szybko się oddalił. Młodzi ludzie poczuli się bardzo znużeni i udali się na odpoczynek.

W efekcie tego wydarzenia Michael popadł w mistycyzm. W 1978 roku, po jedenastu latach, nawiązał kontakt ze znanym ufologiem Walterem Webbem. Na wstępie Webb upewnił się, że oboje świadkowie od czasu pamiętnego wydarzenia nigdy się nie widzieli. Mimo to poddani hipnozie oboje opowiedzieli to samo, tyle że wersja Michaela zawierała więcej szczegółów. Seanse hipnotyczne (pięć w wypadku Michaela i trzy Janet) prowadziło dwoje znanych specjalistów: doktor Harold Edelstein i Claire Hayward. Michael pamiętał, że znalazł się wraz z przybyszami wewnątrz UFO. Na górnym „pokładzie” statku dostrzegł przez przejrzystą kopułę inny pojazd w kształcie ogromnego cygara, a także Ziemię, Księżyc i gwiazdy. Mógł też obserwować dolne piętro UFO, na którym znajdowała się leżąca na stole Janet w otoczeniu dwóch humanoidów. Inny znajdował się przy pulpicie pod dużą kwadratową tablicą z ekranami, które rejestrowały różne fazy badania. Po stole zabiegowym i po podpierającym go stożku poruszały się promienie barwnego światła. Kosmici, wzrostu od 150 do 165 cm, mieli wydłużone głowy z wielkimi owalnymi oczami i szerokimi czarnymi źrenicami, szczupłe ciała i po trzy palce u każdej ręki. Michael przypomniał sobie, że obserwował z bliska badanie Janet. Z sufitu opuścił się aparat w kształcie odwróconego serca i za pomocą elastycznych rurek pobrał płyny ustrojowe, a następnie ponownie się uniósł. Przewodnik wyjaśnił zaniepokojonemu Michaelowi, że właśnie asystują przy „poszerzaniu świadomości” Janet! Przyszła też kolej na niego, lecz stracił przytomność i nie przypominał sobie żadnych szczegółów przeprowadzonych na nim badań. Kiedy się ocknął, UFO znajdowało się najwidoczniej wewnątrz większego statku. Przewodnik sprawił, że zaczął „pływać” w „kanale świetlnym”. Zorientował się wówczas, że znajdują się w obszernym hangarze. Przecięli go, jak gdyby ciągnęła ich ta smuga światła, i przepłynęli przez sprawiający wrażenie nie istniejącego mur! W końcu znaleźli się w dużej sali uwieńczonej kopułą. Znajdowało się tam bardzo wielu kosmitów. Michaela posadzono na krześle i włożono mu na głowę kask. Humanoidzi wpatrywali się uważnie w ekran, którego on nie widział. Następnie przewodnik zaprowadził go do innego pomieszczenia. Dotknął jego rąk i Michael znalazł się w przedziwnym krajobrazie z drzewami i murawą pod purpurowym niebem. Przechadzali się tam ludzie sprawiający wrażenie zahipnotyzowanych. Spotkał płaczącą, przerażoną Janet, po czym ponownie stracił przytomność i ocknął się już na pomoście obok niej. Usłyszał jeszcze ostatnie, uspokajające przesłanie: jesteśmy przyjaciółmi i wszystko jest w porządku. Janet pamięta dobrze pojawienie się „dużego światła”. W tym momencie oboje znaleźli się na ziemi.

Uzyskane pod hipnozą wspomnienia Janet, która nie znała relacji Michaela, nie są tak precyzyjne, ale zbieżne z nimi. Pamięta, że leżała na stole w otoczeniu badających ją humanoidów. Była tak przerażona, że bała się na nich spojrzeć. Potrafiła jednak scharakteryzować te istoty kosmiczne. Charakterystyka ta pokrywała się z opisem Michaela. Ten szczególny przypadek był badany przez Waltera Webba i został opisany w jego książce Encounter at Buff Ledge: A UFO Case History („Spotkanie w Buff Ledge: historia przypadku UFO”).

Przypadki uprowadzeń poza Stanami Zjednoczonymi

Można by odnieść wrażenie, że Stany Zjednoczone mają monopol na uprowadzenia. Jednak kilka ciekawych przypadków zasygnalizowano również w innych krajach. Pewną ich liczbę w Brazylii opisała znana ufolog Irene Granchi . We Francji Joel Mesnard informuje mniej więcej o trzydziestu takich zdarzeniach, które miały miejsce na przestrzeni kilku dziesięcioleci , czyli bardzo niewielu. Wygląda na to, że inne kraje europejskie znajdują się w podobnej sytuacji. Czy to kosmici preferują Amerykanów, czy może Amerykanie mają mniej niż inni oporów, jeśli chodzi o uznanie tego zjawiska?

Brytyjczycy Philip Mantle i Carl Naigitis, którzy opisali blisko trzydzieści przypadków w Anglii , zastanawiają się nad kwestią stosunkowo małej liczby ujawnionych uprowadzeń poza granicami Stanów Zjednoczonych. Tłumaczą to faktem, że w Wielkiej Brytanii sama wzmianka o uprowadzeniach spotyka się z sarkastycznymi reakcjami. We Francji sytuacja jest bardzo podobna.

24 października 1974 roku wieczorem John Day jechał samochodem z żoną Sue i dziećmi Kevinem, Karen i Stuartem. Około godziny 22.00 znajdowali się w pobliżu Aveley w hrabstwie Essex w Wielkiej Brytanii . Noc była jasna, a ruch na wiejskiej drodze niewielki. John i Sue dostrzegli najpierw w pobliżu dziwne światło przypominające owalną aureolę wielkości dużej gwiazdy o mieniącej się niebieskiej barwie. Źródło światła wydawało się niezbyt odległe. Ukryte początkowo za laskiem, wyłoniło się, szybko przecięło drogę i zniknęło. Nagle silnik samochodu zaczął odmawiać posłuszeństwa. Wychodzących z kolejnego zakrętu Day’ów otoczyły gęste zielone opary. Naraz wszystkie światła w samochodzie zgasły. Do wnętrza auta, które odczuwało gwałtowne wstrząsy i wreszcie stanęło, przeniknęła lodowata mgła. Kiedy się uniosła, Day’owie znaleźli się kilometr dalej, ale okazało się, że jest godzina 1.00 w nocy, a nie 22.00, jak sądzili. Z ich pamięci zostały wymazane trzy godziny! Następnego dnia wszyscy członkowie rodziny czuli się ogromnie zmęczeni. Po kilku tygodniach John popadł w depresję. Trzydziestodwuletni mężczyzna zmuszony był porzucić zawód cieśli, a po roku zdecydował się na pracę z ludźmi upośledzonymi umysłowo. Z tą chwilą John i Sue poczuli się bardziej pewni siebie i zaczęli z większą ufnością patrzeć na życie. Dotyczy to również ich starszego syna Kevina, który w czasie tamtej podróży nie spal. Zagadka owej nocy nadal ich jednak nurtowała.

Po trzech latach John przeczytał artykuł o UFO i postanowił nawiązać kontakt z miejscowymi ufologami. Day’owie wyrazili zgodę na terapię pod hipnozą. Doktor Leonard Wilder przeprowadził trzy seanse. W transie oboje podali zadziwiający opis tego, co się im przydarzyło. Snop białego światła przeciął zieloną mgłę, uderzył w samochód, uniósł go i postawił na pokładzie UFO. Znaleźli się w dużej sali. Odnosili wrażenie, że z wysokości balkonu oglądają samych siebie siedzących w samochodzie. W pobliżu znalazł się wysoki humanoid i zaprowadził ich piętro wyżej do pokoju, którego jedyne umeblowanie stanowił stół. Stracili przytomność i obudzili się na stole zabiegowym. Otaczali ich wysokiego wzrostu przybysze z kosmosu wraz z innymi, drobniejszymi kosmitami. Ci byli bardzo brzydcy, pokryci na głowie i rękach czymś w rodzaju brązowego futra. Mieli podłużne oczy i szpiczaste uszy. Okrywały ich białe tuniki. Wszyscy kosmici, którzy kierowali zabiegami, mieli duże kremowe oczy z różowymi tęczówkami. Dolna część ich twarzy, osłonięta maską, była niewidoczna. John zauważył, że mieli po trzy palce u rąk. Za pomocą jakiegoś aparatu zbadali całe jego ciało. Odczuwał ukłucia i przypływ gorąca. Po zakończeniu badań przekazano im pewne wyjaśnienia. Zainscenizowano im pokaz z mapami gwiazd, diagramami, przekrojami pojazdów mknących z ogromną prędkością, a następnie zobaczyli hologram obumierającej planety „zrujnowanej przez zanieczyszczenia”. Tak przedstawia się -tłumaczyli gospodarze -obraz ich przyszłości. Pokazano im również układ słoneczny nie z dziewięcioma, lecz jedenastoma planetami! Trzeba przyznać, że dziwny przypadek z Aveley sprawia wrażenie szalbierskiej inscenizacji…

W tym samym roku wydarzyło się również coś w Brazylii. Pewnego wieczoru w pobliżu Ipaucu, miasteczka położonego na zachodzie stanu Sao Paulo, para młodych narzeczonych, Edison i Lucia, wracała samochodem z kina. Jadąc wzdłuż cmentarza, zauważyli szereg błyszczących jak nowe starych modeli samochodów. Zatankowali w pobliskiej stacji benzynowej, a kiedy po pięciu minutach wracali, samochodów już nie było. Zaintrygowani zatrzymali się, by przyjrzeć się bliżej temu miejscu. I nagle ich auto zaczęło powoli odrywać się od ziemi, opadło, ponownie się uniosło i znów opadło. Lucia otworzyła drzwiczki, lecz samochód wzbił się po raz trzeci, a młoda kobieta poczuła przenikliwe zimno. Niczego nie widząc, zatrzasnęła drzwi. Odwróciła się w stronę Edisona i zobaczyła, że zjeżyły mu się włosy na głowie. Był blady i z trudem wykrztusił: „Ruszajmy stąd!”. Lucia chciała coś powiedzieć, lecz nie była w stanie wydobyć z siebie głosu. Samochód opadł na ziemię i mogli wreszcie odjechać. Gdy przejeżdżali wzdłuż cmentarza, Lucia dostrzegła jakąś postać, około 120 cm wzrostu, w srebrzystym, jakby fosforyzującym kombinezonie, w kasku i pelerynie. Edison krzyknął: „Nie patrz!” i nie zdążyła zobaczyć innych szczegółów. Wydawało jej się jednak, że ta tajemnicza istota daje jej jakieś znaki. Po powrocie do domu stwierdzili, że umknęło im 20 minut. Od tamtej dziwnej nocy ich samochód nigdy już nie funkcjonował normalnie.

Po dziesięciu latach Lucię poddał hipnozie doktor Silvio Lago. Na nowo przeżyła intensywny chłód i poczuła się bardzo nieswojo. Nie była jednak w stanie wyzwolić swoich wspomnień. Tak więc nigdy się nie dowiemy, co wydarzyło się w Ipaucu .

A co można powiedzieć o przypadkach francuskich? W dokumentacji zgromadzonej przez Joela Mesnarda i opublikowanej w czasopiśmie „Lumieres dans la nuit” kilka ciekawych opisów przywodzi na myśl doświadczenia „skontaktowanych” lub zjawiska paranormalne. Przypadków uprowadzeń w ścisłym tego słowa znaczeniu jest bardzo niewiele. Hipnoza jest we Francji mało popularna, a jeśli nawet jest praktykowana, to nie traktuje się jej jednoznacznie.

Najbardziej znanym przypadkiem jest historia Helene Guiliana . 11 czerwca 1976 roku ta młoda, dwudziestojednoletnia kobieta wyjechała swoim samochodem z Romans o godzinie 1.15 w nocy. Na wiejskiej drodze do Chatuzange-le-Goubet, w Drome, w samochodzie zgasły silnik i światła. Helene zatrzymała się na poboczu. Nagle dostrzegła w odległości 15 m przed sobą błyszczącą półkulistą pomarańczową masę, jak gdyby przyklejoną do drogi. Przerażona kobieta zamknęła oczy. Kiedy je po dłuższej chwili otworzyła, tajemniczego obiektu już nie było. Samochód zaczął znów funkcjonować. Po powrocie do domu stwierdziła, że ma dwuipółgodzinną „dziurę” w życiorysie! Przypadek ten opisano w „Le Progres de Lyon” i „Le Dauphine Libere”. Miejscowy ufolog Andre Revol zorganizował badania pod hipnozą. Opis seansów został bardzo nagłośniony i dotarł nawet na łamy „France Dimanche”. Helene opowiedziała, jak do samochodu podeszły dwa karzełki i zabrały ją na swój statek. Tam w okrągłym pomieszczeniu została poddana badaniom na stole. Istoty, które ją uprowadziły, były brzydkie, o małych „zgniecionych” nosach i maleńkich ustach. Miały na sobie fioletowe lub czarne obcisłe kombinezony okrywające nawet głowę. Dużo gestykulowały.

W 1992 roku Helene Guiliana potwierdziła innemu badaczowi świadomą część swojej historii, wyraziła natomiast wątpliwość odnośnie do rewelacji opowiedzianych pod hipnozą. Zachowuje bardzo złe wspomnienia o tych seansach i uważa, że wszystko zostało zmyślone „na użytek mediów”.

Wyjątkowy przypadek: Betty Andreasson-Luca

Wyjątkowa historia Betty Andreasson-Luca stała się podstawą czterech książek napisanych od 1979 roku przez dyrektora do spraw badań w MUFON, Raymonda Fowlera. Przypadek ten nasycony jest nadzwyczajnymi wizjami odtwarzanymi stopniowo w pamięci pod hipnozą. „Podróże” Betty Andreasson-Luca przywodzą bardziej na myśl wizje inicjacyjne niż zwykłe uprowadzenie przez kosmitów.

Wspomina się w nich o manipulacjach genetycznych, na które począwszy od lat osiemdziesiątych zwracają szczególną uwagę Budd Hopkins i David Jacobs. Jej przypadek ma pewne analogie z przypadkami badanymi między innymi przez psychiatrę Johna Macka, profesora szkoły medycznej w Harvardzie. Zbieżność wyraża się w parareligijnych i mistycznych wymiarach sprawy Andreasson-Luca, a z drugiej strony w fizycznych i psychicznych manipulacjach, o których mówi. Inna wspólna cecha w tej grupie przypadków to przypominające wizje proroków apokaliptyczne przepowiednie, głoszące że większość ludzkości ulegnie zagładzie, ale niewielka jej część ocaleje.

Pierwsza książka Raymonda Fowlera, The Andreasson Affair („Sprawa Andreasson”), wydana w 1979 roku, omawia początkowe etapy pewnego rodzaju inicjacji, która sprawia wrażenie „zaprogramowanej”. Badacze napotykają niejednokrotnie u badanych blokady, nawet pod hipnozą. Znikają one z czasem, pozwalając na podejmowanie dalszych prób. Betty Andreasson-Luca opowiada o długiej serii uprowadzeń, które zaczęły się już w dzieciństwie, w 1944 roku, kiedy miała zaledwie siedem lat, o wizjach i o przesłaniach, a także o zabiegach ginekologicznych i o wszczepianiu implantów.

Pierwsze wydarzenie, które pamięta, miało miejsce pewnego styczniowego wieczoru w 1967 roku. Miała wówczas 30 lat, była mężatką i matką siedmiorga dzieci. Mieszkała wraz z rodzicami w Massachusetts, w domu położonym wśród pól i lasów. Znajdowała się w kuchni, gdy zgasły naraz wszystkie lampy. Za oknem zobaczyła pulsujące czerwone światło. Jej mąż przebywał w tym czasie w szpitalu, ale ojciec zezna później na piśmie, że widział zbliżających się do domu humanoidów, którzy z widoczną przyjemnością… bawili się w kozła! „Gdy mnie zobaczyli, zatrzymali się. Ten z przodu spojrzał na mnie i poczułem się nieswojo. To wszystko, co wiem”. Inni świadkowie widzieli, jak istoty te przenikały do domu przez zamknięte drewniane drzwi, jakby ich nie było.

Przybysze byli niskiego wzrostu i podobni do siebie, oprócz „szefa”, który był wyższy. Mieli szarą cerę, duże głowy i wielkie oczy, dziury zamiast nosa i uszu oraz małe usta przypominające bliznę. Byli ubrani w błękitno-czarne błyszczące uniformy z emblematami na lewym ramieniu, przedstawiającymi ptaka z rozpostartymi skrzydłami. To wszystko, co zapamiętały Betty i dzieci. Zrazu poprosiła je, aby o tym nie opowiadały. Betty jest głęboko wierzącą chrześcijanką i, nie wiedząc nic o UFO i kosmitach, była przekonana, że widziała anioły. Do tego wydarzenia powróci publicznie dopiero po ośmiu latach, po przeczytaniu w gazecie ogłoszenia Hyneka. Utworzył on właśnie CUFOS i zwrócił się do osób, które zetknęły się z UFO, z apelem o zgłaszanie się.

Trzeba było aż czternastu seansów hipnotycznych, aby Betty przypomniała sobie, że pierwsze wydarzenie łączyło się z uprowadzeniem na pokład UFO. Niewielki pojazd dołączył do większego, na którego pokładzie Betty została poddana badaniom medycznym. Zobaczyła przy tym dziwne urządzenia, które później dokładnie naszkicowała. Z tego, co powiedziała Fowlerowi, można wnioskować, że pokazano jej wówczas coś w rodzaju alegorycznego widowiska holograficznego przedstawiającego podróż przez osobliwe miasto i dużego ptaka najpierw spalonego w ogniu, a następnie powstałego z popiołów jak legendarny Feniks. I w tym momencie rozbrzmiał chór „niebiańskich” głosów, zwiastując, że została „wybrana”, aby przekazać ludziom przesłanie.

W następnych książkach  Fowler przedstawia inne przypadki -niekiedy wizje ezoteryczne, innym razem przerażające opisy zabiegów chirurgicznych: wszczepiania implantów pod oko, pobierania komórek jajowych i zarodków, wszczepiania embrionów. Betty wspomina zarodki hybryd hodowane w szklanych naczyniach. Spotykamy się też z fantasmagorycznymi scenami spotkań z UFO o zmiennych wymiarach lub z opisami bajecznych ogrodów, w których Betty znajduje się w otoczeniu maleńkich istot. Doświadcza „wyjścia z ciała” lub wraz z mężem, Bobem Luca, przeistacza się w obłok energii.

Rzecz ciekawa: kosmici Betty Andreasson-Luca mają po trzy duże palce, a nie po cztery, jak to zazwyczaj występuje w opisach małych szarych humanoidów. Ich zachowanie przypomina bardziej androidy z fantastyki naukowej niż prawdziwe istoty żyjące (patrz: wkładka fotograficzna, str. VI). Końcowa część zeznań Betty zawiera coraz dziwaczniejsze mistyczne wizje, co znajduje odzwierciedlenie w tytule trzeciej książki The Watchers („Czuwający”), nawiązującym bezpośrednio do księgi Henocha (prorok Henoch został rzekomo uniesiony przez „wiry niebieskie”. W niebie spotkał upadłe anioły, zwane Czuwającymi, które mimo pozbawienia statusu aniołów niebiańskich, obarczone zostały misją czuwania nad ludźmi). Czuwający w wersji Betty, którzy są, być może, patronami małych androidów, tłumaczą jej, że mają za zadanie chronić zagrożone przez zanieczyszczenia życie na Ziemi. Jest to typowe przesłanie „skontaktowanych”, tyle że ciąg dalszy jest nieco inny. Rozmówcy Betty ujawniają bowiem, że ludzie staną się bezpłodni, oni zaś ocalą gatunek ludzki, pobierając embriony i zarodki! Kłopot polega na tym, że to wytłumaczenie uprowadzeń nie zgadza się z podanym przez Betty (a także inne relacje) opisem wytwarzania istot-hybrydów, półludzi, półkosmitów o dużych czarnych oczach. Czy to ma być ich sposób na ratowanie ludzkości? Warto by w tym miejscu zacytować opinię Allena Hyneka o przypadku Betty, zawartą w jego wstępie do pierwszego wydania książki Fowlera:

Wnikliwe badanie (UFO) ujawnia (…) istotne aspekty sprawy, nie tylko naukowe, lecz również socjologiczne, psychologiczne, a nawet teologiczne. Przypadek Andreasson łączy w sobie wszystkie te aspekty (…). Nie jest absurdem (…), nie mamy najmniejszego dowodu oszustwa lub wymysłu. (…) Pojawia się coraz więcej tego rodzaju niezwykle dziwnych przypadków. Podobnie jak przypadek Andreasson stanowią one wyzwanie dla zdrowego rozsądku i (…) istniejących systemów wiary.

Badania Budda Hopkinsa

Etnolog Thomas E. Bullard podaje, że w latach 1967-1972 odnotowano na całym świecie 26 przypadków uprowadzeń przez kosmitów. Punktem zwrotnym stał się rok 1975. W roku tym telewizja amerykańska ujawniła w filmie zatytułowanym The UFO lncident („Incydent z UFO”) przypadek Barneya i Betty Hillów. Czyżby ten film sprawił, że zaczęły napływać zeznania? W następnych miesiącach liczba ich wyniosła 24. Rekord padł w latach 1980 i 1981: nie mniej niż 40 relacji rocznie!

Do tego czasu kilku badaczy, w tym psycholog Leo Sprinkle, specjalista w dziedzinie hipnozy, przeanalizowało już dużą liczbę przypadków. Największy jednak wkład do badań nad uprowadzeniami wniósł nowojorski artysta, publikując rezultaty swoich poszukiwań. Budd Hopkins sam wyznał, co go skłoniło do zainteresowania się UFO. Stało się to na skutek pewnej obserwacji, a następnie przypadkowego odkrycia niedoszłego lądowania w New Jersey.

W znakomitej książce Missing Time („Luka czasowa „) Hopkins opisuje serię badań prowadzonych pod hipnozą z udziałem psychoterapeutki, doktor Klamar. W posłowiu do książki potwierdza ona poważny charakter pracy Hopkinsa. Stwierdza, że dwanaścioro prowadzonych przez nią w ciągu dwóch lat pacjentów (pięć spośród tych przypadków opisano w Missing Time) były to osoby całkowicie zdrowe psychicznie. A jednak w stanie hipnotycznym opowiadały przerażające historie o uprowadzeniu ich na pokłady UFO oraz o całej serii, niekiedy bolesnych, a zawsze pozostawiających urazy badań. Czy doświadczenia te są prawdziwe, czy urojone? „Nie mogę odpowiedzieć na to pytanie -tłumaczy doktor Klarnar. -A jednak… Wydarzenia opisane przez te osoby z różnych stron kraju są bardzo zbieżne, co pozwala przypuszczać, że może to być coś więcej niż zwykły zbieg okoliczności”.

Najbardziej fascynujący, być może, spośród przypadków ujawnionych przez Budda Hopkinsa dotyczy Virginii Horton. Młoda mężatka na odpowiedzialnym stanowisku pamięta, że dwukrotnie przeżyła stan osławionego missing time. Pierwszy raz zdarzyło się to, kiedy miała zaledwie sześć lat, a następnie po dziesięciu latach. Pod hipnozą opowiedziała o swoich kontaktach z tajemniczymi „przybyszami”. Virginia przypomina sobie ich rewelacje i opisy innych światów: „Zademonstrował mi zagadkowy obraz, w którym działo się mnóstwo niesłychanych rzeczy. Były to rzeczy piękne i niesamowite (…), które nie miały końca. Można by długo szukać, daleko chodzić i nie znaleźć kresu”. Virginia wspomina również o niepokojących zabiegach chirurgicznych. Kiedy miała sześć lat, obudziła się z szerokim i głębokim cięciem na łydce. Podczas drugiego doświadczenia krwawiła z nosa -najprawdopodobniej wskutek ekstrakcji implantu. Z tego, co opowiedziała o swoim drugim spotkaniu z kosmitami podczas spaceru w lesie, można wyciągnąć wniosek, iż była pod wpływem zjawiska określanego jako „pamięć ekranowa”: wydawało się jej, że widzi patrzącego na nią jelenia, który telepatycznie z nią się żegna!

Bardziej dramatyczna jest przygoda Stevena Kilbuma. W stanie hipnozy przeżywał on na nowo swoje uprowadzenie na skraju mało uczęszczanej drogi, a także bardzo bolesne badania lekarskie. Po seansie prowadzonym przez doktor Klarnar Kilbum spotkał się z neurologiem, doktorem Paulem Cooperem. Podzielił się on z Hopkinsem zdumieniem wywołanym opisanym przez Kilbuma badaniem: pokrywało się ono dokładnie z testem na nerwy ruchowe. „Musiałby dużo wiedzieć, żeby to zmyślić -oświadczył doktor Cooper. -Jestem pewien, że nie jest to ktoś, kto mógłby kłamać. Kilbumjest uczciwy i wywarł na mnie duże wrażenie. Cała ta sprawa jest zdumiewająca”. Kilburn podaje interesujący szczegół: podobnie jak Virginii Horton i innym świadkom wydawało mu się, że kosmici byli w maskach lub w kombinezonach ochronnych -być może, aby uchronić się przed zarazkami.

Opisany przez Hopkinsa w drugiej książce Intruders („Intruzi”) przypadek Kathie Davis (pseudonim) to długa historia kilkakrotnych uprowadzeń kilku członków (z kilku pokoleń!) jednej rodziny. Tym razem tajemnicze zabiegi ginekologiczne dokonywane przez kosmitów na ludziach nie ograniczały się do pobierania komórek jajowych, ale polegały również na wszczepianiu embrionów i pobieraniu zarodków! Przybysze z kosmosu pokazali Kathie Davis małą, bardzo ładną, ale wątłą dziewczynkę o bladej cerze i dużych oczach. Powiedzieli jej, że to jej dziecko-hybryda! Philip Klass zwraca uwagę na fakt, że młoda kobieta była bardzo słabego zdrowia, a więc raczej źle wybrana do tego rodzaju manipulacji. Chyba że sprawa jest znacznie bardziej skomplikowana, niż przypuszcza Klass. W tym wypadku mogłoby to znaczyć, że historia Kathie Davis i innych uprowadzonych ciągnęłaby się od kilku pokoleń.

Hopkins wspomina też o zabiegu pobrania spermy od pewnego uprowadzonego, którego nazywa Edem Duvallem, za pomocą jakiegoś aparatu ssącego umieszczonego na penisie. „Lekarze” nie robili nic, aby uśmierzyć ból, i wykonali trzy takie zabiegi z rzędu. Zabiegi tego rodzaju są tak upokarzające, że wielu świadków, w tym także Kilburn, woli raczej je przemilczeć, nawet pod hipnozą.

Przypadki opisane przez Budda Hopkinsa szokowały wielu czytelników. Zarzucano mu sfabrykowanie przerażających scenariuszy i próby wywierania presji na świadków. Prawda jest inna: po zapoznaniu się z pracami Hopkinsa nie ulega wątpliwości, że uprowadzonych przesłuchiwano z dużym taktem. Jakość badań prowadzonych z udziałem kilku psychologów i lekarzy została zweryfikowana w badaniach wykonanych innymi metodami.

W 1981 roku Hopkins i doktor Klamar zwrócili się do doktor Elizabeth Slater z prośbą o przeprowadzenie szczegółowych badań psychologicznych dziewięciu osób, nie informując jej, że były świadkami lub ofiarami uprowadzeń przez kosmitów. Chodziło o zbadanie podobieństw i różnic zachodzących między różnymi przypadkami, a także ewentualnych wskaźników stopnia nieodporności psychicznej. W pierwszym swoim sprawozdaniu z 1983 roku doktor Slater stwierdziła, że pacjenci są zdrowi psychicznie. Wszyscy jednak sprawiają wrażenie, że mają za sobą trudne przeżycia. Była niezmiernie zdziwiona, kiedy Hopkins i doktor Klamar zapoznali ją z relacjami pacjentów o porwaniach. W końcowym sprawozdaniu opublikowanym w 1985 roku  wprowadziła pewne uściślenia:

Pierwszy, kluczowy problem polega na tym, by wiedzieć, czy relacje pacjentów można wytłumaczyć za pomocą psychopatologii, czyli zaburzeń umysłowych. Taka możliwość jest absolutnie wykluczona. Gdyby te historie o porwaniach miały być produktem czystej wyobraźni mającej swe podłoże w tym, co wiemy o zaburzeniach psychicznych, mogłyby być wyłącznie wytworem patologicznych kłamców, paranoidalnych schizofreników, ludzi z poważnymi zaburzeniami z tendencją histeryczną, dotkniętych przypadłością rozdwojenia jaźni. A trzeba wyraźnie stwierdzić fakt, że na podstawie wyników testów ani jeden z pacjentów nie kwalifikuje się do żadnej z tych kategorii. Dlatego też, mimo że testy te nie mogą udowodnić prawdziwości relacji uprowadzonych, właściwy jest wniosek, iż rezultaty badań nie wykluczają możliwości, że opisane przypadki miały rzeczywiście miejsce.

Do akcji wkracza etnolog

Na początku lat osiemdziesiątych etnolog Thomas Bullard przystąpił do skrupulatnych badań statystycznych 271 przypadków uprowadzeń, które wydarzyły się na całym świecie, ale przede wszystkim w Stanach Zjednoczonych (47%). 15 przypadków (18%) dotyczyło innych krajów anglojęzycznych, 69 (24%) Ameryki Łacińskiej i 29 (II %) krajów europejskich. Thomas Bullard nie zdołał znaleźć poważnie udokumentowanego przypadku odnoszącego się do Afryki i Azji. Dziś już wiemy, że fala uprowadzeń nie ominęła również tych części świata. Opublikowana w 1987 roku praca Bullarda jest jedną z najpoważniejszych pozycji z interesującego nas zakresu tematycznego .

Bullard stwierdził przede wszystkim, że świadkowie wywodzą się z różnych warstw społecznych. Wbrew rozpowszechnionej opinii dwie trzecie z nich to mężczyźni. W przeważającej większości są to ludzie młodzi. Największa liczba przypadków odnosi się do wieku: siedmiu, dwunastu lub trzynastu, szesnastu lub siedemnastu i dwudziestu lat. „Uprowadzenia -konkluduje Bullard -są groźne dla ludzi w młodym wieku. Powyżej trzydziestu lat nie ma już większych obaw”. Główny efekt tej ważnej pracy sprowadza się do analizy obiektywnej realności porwań.

Badania porównawcze tego zjawiska prowadzą do wniosku, że relacje te są zbieżne w formie i treści, czego nie można racjonalnie wytłumaczyć zbiegiem okoliczności. W różnych przypadkach powracają te same wydarzenia. Na opisanie swych doświadczeń świadkowie używają własnych słów, ale słowa te, mimo ich różnorodności, mają identyczne znaczenia. Zdumiewająca większość przykładów sprowadza się do wspólnego mianownika. Prawidłowość ta obala hipotezę, iż opowiadania o porwaniach są wytworem indywidualnej wyobraźni lub spontanicznych mistyfikacji. Odzwierciedlają one pewne logiczne zjawisko -i niech sceptycy wezmą to pod uwagę.

Krytyczne interpretacje zjawiska

Usiłowano lansować opinię, że przyczyną wzrostu liczby zeznań było nagłośnienie w środkach masowego przekazu pierwszych relacji uprowadzonych. Wydana w 1987 roku książka Whitleya Striebera Communion („Wspólnota”) rozeszła się prawie w milionowym nakładzie i wywarła znaczny wpływ na społeczeństwo amerykańskie. Warto jednak podkreślić, że wszystkie przypadki analizowane przez Bullarda poprzedzały wydanie tej książki.

Żaden aspekt ufologii nie był tak wykpiwany jak opowiadania ofiar uprowadzeń kosmicznych. Philip Klass utrzymuje, że „uprowadzeni” to ludzie przeciętni, pragnący zdobyć tą drogą rozgłos. Trudno o większe oszczerstwo. Przeciwnie, uprowadzeni z reguły bardzo niechętnie mówią o swoich przeżyciach, przerażają ich seanse hipnotyczne i nie do rzadkości należą sytuacje, kiedy sami wręcz nie dają wiary własnym przejściom. I dopiero po upływie jakiegoś czasu uznają je i godzą się na ich ujawnienie.

W opublikowanej pod pseudonimem Debbie Jordan książce Abducted! („Porwana!”) Kathie Davis opisuje ten proces na własnym przykładzie. Opowiada o tym, jak zbuntowana i niespokojna nastolatka dochodzi do harmonijnej, nacechowanej religijnością wizji świata. Jest wdzięczna Buddowi Hopkinsowi i doktor Klamar za ich nieocenioną rolę w tej ewolucji. Odpowiada również na krytykę Jacques’a Vallee, który zarzucił Hopkinsowi igranie ze zdrowiem psychicznym pacjentów.

Większość badaczy uniwersyteckich we Francji, zdecydowanie wrogo nastawionych do wszystkiego, co choćby trochę wykracza poza wydeptane ścieżki „racjonalnej” nauki, opowiada się za interpretacją socjopsychologiczną. Jak twierdzą Pierre Lagrange, Bertrand Meheust i Michel Meurger, wszystko da się wytłumaczyć wpływami science fiction na wyobraźnię współczesnych nam ludzi.

Przez pewien czas rozważano również inne wyjaśnienia. Profesor literatury Alvin Lawson zaproponował przypadkowym ochotnikom wymyślanie pod hipnozą scenariuszy przebiegu porwania. Eksperyment ten nie pozwolił jednak na wyciągnięcie żadnych wniosków: opisy kosmitów różniły się w sposób zasadniczy, pacjenci wykazywali zupełny brak emocji i trzeba było nieustannie pobudzać ich opowiadania bardzo ukierunkowanymi pytaniami. Supozycja Lawsona polega na tym, że rzekome ofiary uprowadzeń przeżywają w rzeczywistości stres narodzin. Teoria ta utrzymywała się przez dłuższy czas. Bullard wskazał jednak na różnicę między „obrazkami z narodzin” a typowym scenariuszem uprowadzenia.

Lekarz kanadyjski Michael Persinger zaproponował inne, zdecydowanie bardziej przekonujące wytłumaczenie: świadek przeżywa halucynacje zrodzone w mózgu pod wpływem zjawisk elektromagnetycznych. Persinger twierdzi, że potwierdzają to przeprowadzone przez niego doświadczenia laboratoryjne. Opracowana ‚przez Anglika Paula Devereux teoria tak zwanych „naprężeń tektonicznych” (TST -Tectonic Strain Theory) tłumaczyłaby urojenia porwań, a także mistyczne przeżycia i „opuszczanie ciała”. Leżące u podstaw trzęsienia ziemi ziemskie siły tektoniczne mogą być również zdolne sprowokować perturbacje elektromagnetyczne, które z kolei prowadzą do zakłóceń w funkcjonowaniu płata skroniowego. Ta bardzo nagłośniona w środkach przekazu teoria , jeśli nawet nie była zdolna wyjaśnić scenariuszy uprowadzeń, to jednak zasłużyła się tym, że poruszyła problem manipulacji psychicznych na odległość, i to nie za sprawą mało prawdopodobnych efektów naturalnych, lecz raczej za pomocą nauki, która znacznie wyprzedza naszą aktualną wiedzę.

Wszystkie te interpretacje nie uwzględniają wielu ważnych aspektów zjawiska. Nie biorą pod uwagę ani jakości badań, ani tych przypadków, kiedy wielu świadków widziało UFO, ani też materialnych śladów, znaków i cięć powstałych na ciele ofiar. W ogrodzie Kathie Davis znaleziono okrągły ślad na ziemi. W tym przypadku sąsiedzi widzieli przez drzewa jaskrawy błysk, gdy UFO wystartowało, a po kilku sekundach usłyszeli warkot przelatującego nad nimi pojazdu (UFO nie zawsze są bezgłośne, zwłaszcza w fazie startu).

W tym momencie w domu nastąpiła awaria elektryczności. Po chwili światła zapaliły się ponownie. Przewody elektryczne nie zostały uszkodzone.

A oto dwa przypadki zbieżnych zeznań dotyczące następujących wydarzeń: jednego w Allagash w stanie Maine w 1976 roku, który dokładnie zbadał Raymond Fowler , oraz drugiego w 1993 roku w Dandenong w Australii.

20 sierpnia 1976 roku wieczorem czwórka studentów łowiła ryby w łodzi na jeziorze w Allagash na północy stanu Maine w Stanach Zjednoczonych. Noc była ciemna, rozpalili więc na brzegu duże ognisko. Jeden z nich nagle poczuł, że jest obserwowany. Dostrzegł dużą błyszczącą kolorową kulę zawieszoną w pewnej odległości w powietrzu. Nie było słychać żadnego dźwięku. Dał znak swoim towarzyszom, którzy zobaczyli unoszący się nad drzewami ogromny owalny błyszczący obiekt. Jeden z nich wpadł na pomysł wysłania w jego kierunku sygnału latarką. Obiekt natychmiast zaczął się powoli przybliżać. Wysłał jednocześnie wiązkę światła, która uderzyła w wodę, tworząc błyszczący krąg zbliżający się w ich stronę. Przerażeni młodzi ludzie zaczęli z całej siły wiosłować w kierunku obozowiska, ale błyszcząca wiązka dosięgła ich i otoczyła. Od tej chwili ich wspomnienia różnią się, jest jednak jasne, że żaden z nich nie przypomina sobie wszystkiego, co się wydarzyło. Pamięć powróciła podczas seansu hipnotycznego: nie ulega wątpliwości, że zostali porwani na pokład UFO, a następnie poddani badaniom medycznym (patrz: wkładka fotograficzna).

W przypadku, który wydarzył się do w Dandenong Foothius w Australii UFO zatrzymało na drodze trzy samochody. Najistotniejsze zeznanie złożyła Kelly Cahill, która wraz z mężem zauważyła UFO w polu. Następnie rozegrała się klasyczna scena uprowadzenia z utratą pamięci, odzyskanej częściowo podczas hipnozy. Pasażerowie dwóch innych samochodów, których nie bez trudu udało się odnaleźć, potwierdzili relacje pierwszych świadków .

Oba te przypadki, nie stanowiące wprawdzie bezspornych „dowodów”, mogą być jednak uznane co najmniej za poszlaki wskazujące na autentyczność porwań. Zagadnienie to zostało dokładnie przestudiowane w trakcie sympozjum zorganizowanego w 1994 roku przez CSICOP (Committee Jor the Scientific Investigation of Claims of the Paranormai -Komitet do Spraw Naukowego Badania Obserwacji Paranormalnych). Zaproszony na obrady etnolog Thomas Bullard zwrócił uwagę na zdumiewającą zbieżność opisów i ich odmienność od stylu science fiction: „Małe szare ludziki nie są częstym zjawiskiem w filmach kosmicznych i w folklorze. A jednak mimo możliwości dużego wyboru innych opisów, lepiej nadających się do urojeń i oszustwa, świadkowie zawsze z monotonną wręcz regularnością powracają do tego tak mało atrakcyjnego modelu małych szarych istot” .

Scenariusz genetyczny

Eddie Bullard opisał fazy typowego scenariusza uprowadzenia. Prawie zawsze następują one po sobie w tym samym porządku: porwanie, badania medyczne, spotkania z kosmitami, zwiedzanie statku, podróż do innego świata, przesłanie niebiańskiej istoty, powrót, komplikacje zdrowotne i osobliwe zdarzenia, które trwają krócej lub dłużej po porwaniu.

Eddie Bullard dowodził, a Budd Hopkins wsparł to przykładem Kathie Davis, że uprowadzenie rzadko bywa przypadkiem odosobnionym. Wpisuje się ono zwykle w całą serię wydarzeń, poczynając od dzieciństwa (niekiedy od trzeciego roku życia), obejmujących czasem nawet kilka pokoleń, jak świadczą o tym niektóre wnikliwe badania.

W 1992 roku scenariusz Bullarda i Hopkinsa uzupełnił David Jacobs w książce Secret Life („Tajne życie”). Historyk ten w ciągu pięciu lat przestudiował ponad sześćdziesiąt przypadków. Jego badania potwierdzają ujawniony przez Hopkinsa scenariusz ginekologiczny i genetyczny. Nowym elementem jest „przegląd psychiki” (mindscan): „naczelny lekarz”, wyższy od innych, wpatruje się intensywnie w oczy pacjenta, sprawiając wrażenie, że czyta w jego myślach. Wytwarza się między nimi więź emocjonalna. Ta dominująca istota jest w stanie wywołać u swojej ofiary bardzo żywe uczucia: „Odnoszę wrażenie, że następuje jednoczenie się z tą istotą. Przeżywa się chwile szczęścia. Jest to jak więź symbiotyczna” -mówi jeden ze świadków Jacobsa. Zabiegi reprodukcyjne opisywane są bardziej szczegółowo: pobieranie komórek jajowych przez pochwę (za pomocą cienkiej rurki) lub na poziomie pępka (podłużną cienką igłą z użyciem czegoś w rodzaju strzykawki), wszczepianie embrionu, pobieranie żywego zarodka powodujące przerwanie ciąży. Trzeba jednak podkreślić, że żaden z tych przypadków nie został zweryfikowany medycznie. Dalej następują testy psychologiczne, po których odbywa się

„prezentacja dziecka”. W trakcie uprowadzenia matka proszona jest o otoczenie matczyną opieką istoty wyglądającej na hybrydę, zwykle słabej i mizernej. Matkom, które odmawiają, demonstruje się na ekranie obraz pięknego dziecka.

Konkluzja Davida Jacobsa jest bardzo alarmująca: Jesteśmy zdominowani. Stwierdzamy istnienie niepokojącego programu jawnej okupacji jednego gatunku przez inny. Nie wiemy, jak to się zaczęło i jak się skończy. Ale musimy stanąć twarzą w twarz ze zjawiskiem uprowadzeń i zacząć zastanawiać się nad tym, co jesteśmy w stanie zrobić.

A oto inny, bardzo nagłaśniany aspekt problematyki uprowadzeń: sondaż przeprowadzony wśród ponad sześciu tysięcy osób przez instytucję specjalistyczną, organizację Roper, wskazywałby na to, że ofiarami uprowadzeń przez kosmitów było kilka milionów Amerykanów. Badania jednak opierały się na sześciu pytaniach typu: czy odnosił(a) pan (pani) wrażenie czyjejś obecności w sypialni? Nie ulega wątpliwości, że do wyników takiego badania opinii publicznej należy podchodzić z rezerwą.

Również Budd Hopkins wyraża pesymistyczną opinię, aczkolwiek bardziej wyważoną niż David Jacobs. We wstępie do książki Debbie Jordan (Kathie Davis)  pisze on:

Relacja Debbie ujawnia główną przyczynę interakcji między przybyszami i ludźmi. Mimo głębokiego zainteresowania przybyszów ludzkim seksualizmem, naszymi instynktami macierzyńskimi i ojcowskimi oraz sposobami nawiązywania stosunków międzyludzkich, tym, co przyciąga ich największą uwagę, wydaje się nasza konstrukcja genetyczna.

Hopkins reasumuje swoje badania w sposób następujący: Na przestrzeni lat dowiedziałem się wiele o zjawisku

uprowadzeń. Wiem, że współdziała z nami jakiś nieludzki rozum, ale na warunkach określonych przez niego. Ujawnia nam jedynie to, co chce ujawnić, i z zimnym wyrachowaniem nami manipuluje. Wiem również, że część naszych rządów jest świadoma tej ingerencji i związanych z nią szkód. Jednak z powodów wyłącznie im znanych rozmyślnie negują one te fakty wobec społeczeństw. Mamy tu do czynienia ze smutnym i przygnębiającym zjawiskiem: rząd kłamie i przybysze kłamią. Każda ze stron ukrywa oczywiście coś w zanadrzu. Nie możemy im ufać.

Zostały wreszcie ogłoszone długo oczekiwane wnioski z wieloletnich badań Budda Hopkinsa w niezwykle kontrowersyjnej sprawie rzekomego uprowadzenia Lindy Cortile (pseudonim) w pobliżu mostu Brooklyńskiego w centrum Nowego Jorku w dniu 30 listopada 1989 roku. Do badania tego przypadku Hopkins przystąpił już wiosną 1989 roku. Cortile zwróciła się do niego w związku z wcześniejszymi wspomnieniami. Hopkins przez siedem lat zajmował się sprawą wyglądającą na powieść szpiegowską z udziałem tajemniczych bohaterów, których prawdziwa tożsamość nie została ujawniona, w tym wysokiego funkcjonariusza ONZ. Opowiadanie Lindy, która pamięta, jak błyszczące UFO uprowadziło ją w środku nocy przez okno na dwunastym piętrze domu w pobliżu mostu Brooklyńskiego, potwierdzają świadkowie. Po zapoznaniu się z materiałami badań odnosi się wrażenie, że chodziło o jakiś skomplikowany eksperyment mający na celu dociekanie postaw ludzkich. Przesłanie ekologiczne mające na celu uwiarygodnienie tezy, że przybysze z kosmosu są życzliwi i zjawiają się po to, by chronić Ziemię, sprawia wrażenie pretekstu:

Wszystko, czego się dowiedziałem przez dwadzieścia lat badań zjawiska uprowadzania ludzi na pokłady UFO -pisze Hopkins -pozwala mi na wyciągnięcie wniosku, iż główny cel przybyszów polega nie na tym, aby nauczyć nas lepiej traktować nasze środowisko. Wiele natomiast przemawia za tym, że przeprowadzają oni skomplikowane doświadczenie z reprodukcją ludzi. Na tej podstawie chcą stworzyć rodzaj hybrydy łączącej w sobie cechy ludzi i kosmitów .

John Mack, czyli „optymistyczny” punkt widzenia

Nie wszyscy badacze podzielają pesymistyczną wizję Budda Hopkinsa i Davida Jacobsa. Najbardziej znanym przedstawicielem tendencji optymistycznej jest psychiatra John Mack. Opowiada on, jak, bardzo sceptyczny na początku, po spotkaniu z Buddem Hopkinsem w 1990 roku zainteresował się relacjami o uprowadzeniach. Przez cztery lata zbadał 76 przypadków.

Zaangażowanie się znanego profesora psychiatrii w sprawy ufologii zaowocowało kontrowersyjnymi konsekwencjami. Mach wniósł do niej spektakularny wkład, dokonując wyłomu w murze „naukowego” sceptycyzmu. I rzeczywiście: po raz pierwszy renomowany uczony traktuje poważnie, relacje o uprowadzeniach, bada osobiście całą serię przypadków i posuwa się do publikacji obszernej książki Abductions („Uprowadzenia”), potwierdzając w niej autentyczność porwań . Jednak w momencie ukazania się książki jej autor, profesor instytutu medycznego w Harvardzie, znany lewicowy intelektualista i laureat Nagrody Pulitzera, stał się obiektem tak wściekłej nagonki prasowej, że był bliski utraty swojej pozycji. Dziennikarz Edward Behr nakreślił jego upokarzający portret w cieszącej się powodzeniem książce Ameryka, która straszy. Co gorsza, w trakcie jednego z badań zastawiono na niego obrzydliwą pułapkę: podstawiono mu fałszywą „uprowadzoną” w osobie dziennikarki Donny Bassett. Mack zbadał jej przypadek, ale go nie zamieścił w swojej pracy. Na kilka dni przed ukazaniem się książki sprawę ujawnił w dużym artykule tygodnik „Time” w intencji ośmieszenia karygodnej łatwowierności Macka .

Jako rzecznik ruchów pacyfistycznych i ekologicznych Mack skupia uwagę na przesłaniach, które potwierdzają jego przekonania. Z relacji świadków wyłania się jakiś ich duchowy i ezoteryczny wymiar przypominający zeznania Betty Andreasson-Luca. Nie nakłaniani przez Johna Macka potwierdzają niepokojący scenariusz ginekologiczny i genetyczny. Opisywane przez niego relacje wydają się pod niektórymi względami wręcz złowieszcze: oszukańcze inscenizacje, bolesne zabiegi bez znieczulenia, ostrzeżenia przed groźbą zagłady gatunku ludzkiego… A jednak tak niepokojące opisy nie zdołały zniechęcić Macka do zdecydowanie optymistycznej wizji współdziałania istot ludzkich i pozaziemskich.

Mack uważa, że powinniśmy wsłuchiwać się w przesłania „przybyszów”. Poszerzają one pole naszej świadomości i podnoszą nasz poziom duchowy. Miałem okazję spotkać go osobiście w towarzystwie Joela Mesnarda podczas jednej z jego wizyt w Paryżu. Po półtoragodzinnej rozmowie skinął twierdząco głową, gdy zwróciłem uwagę na mroczną stronę wszystkich zeznań.

Jaka jest treść zagadkowych przesłań kosmitów? W pierwszym opisanym przez Johna Macka przypadku pewna istota tłumaczy Edowi, czterdziestoletniemu technikowi, że ludzkość wybrała destrukcyjną drogę, zgubną dla planety. Istota pozaziemska zapewnia Eda, że nie będzie już narażony na cierpienia w związku z wizytami wrogich przybyszów. Jednak pod hipnozą ten sam świadek przypomniał sobie o późniejszym upokarzającym przeżyciu pobierania spermy, kiedy został uwiedziony przez piękną kosmitkę. Inny świadek, czterdziestoczteroletnia pracownica pomocy społecznej, opowiedziała pod hipnozą o „potwornym ucisku” na brzuch, wywołanym przez jakiś kwadratowy przedmiot, o igłach wbijanych w czoło, o „intensywnym bólu” w prawym boku, spowodowanym jakimś narzędziem. Odniosła wrażenie, że „przybysze nas nie lubią”. Mack i w tym wypadku usiłuje dostrzec pozytywny aspekt sprawy:

Program uprowadzania ludzi przez kosmitów stanowi potencjalne źródło informacji służącej lepszemu zrozumieniu nas samych oraz otaczającego nas wszechświata, którego częścią jesteśmy.

Trzeci przypadek to opis zarodka w butelce. Świadek znajduje się w grocie skalnej -jest to jeszcze jeden powtarzający się element relacji o uprowadzeniach. Dowiaduje się, że kosmici są w trakcie przygotowań do zainstalowania się na Ziemi, kiedy przebywanie na ich planecie stanie się niemożliwe. Sprowadzą się na naszą planetę otwarcie, kiedy liczba jej mieszkańców ulegnie zmniejszeniu w wyniku działania nowego wirusa HIV, znacznie groźniejszego od znanego dotychczas. Wirus ten mają zaszczepić nam właśnie oni! Zamierzają żyć na Ziemi bez nas, chyba że uda im się radykalnie zmniejszyć liczebność naszej populacji. Nawet z tych przerażających rewelacji Mack stara się wydobyć pozytywne przesłanie: kosmici uświadamiają nam, w jakim stopniu zagrożone są wszystkie formy życia ziemskiego. Inne przypadki ujawniają jeszcze bardziej niepokojący aspekt sprawy: ofiary współpracujące, które w końcu zaczynają solidaryzować się z porywaczami -zjawisko nienowe, jeśli chodzi o zakładników.

Przypadek pięćdziesięciopięcioletniego nauczyciela zakrawa na absolutnie ezoteryczny. Podobnie jak Betty Andreasson-Luca Carlos spotkał błyszczące istoty i sam zamienił się w błyszczącą energię. Opowiada, że zetknął się z kilkoma rodzajami przybyszów. Mali, błyszczący oprowadzali go po statku kosmicznym. Mieli błękitne lśniące oczy (charakterystyka niezgodna z klasycznym opisem dużych czarnych oczu), nosili maski i okulary ochronne! Niektóre postacie były faktycznie robotami, inne, bardzo brzydkie, miały twarze jaszczurek. „Płazy” te zaczynają zresztą stanowić część klasycznego arsenału opisu kosmitów obok imponujących rozmiarów „modliszek”. Ale i takie ponure obrazy nie zniechęcają Johna Macka. W długim omówieniu tego przypadku zwraca uwagę na zdolność jasnowidzenia świadka, który doznaje niesamowitych przeżyć duchowych, porównywalnych do stanów niektórych ludzi w chwili śmierci klinicznej.

Nie tylko Mack spogląda optymistycznie na ponure opowiadania o uprowadzeniach. Powstała cała szkoła, której najwybitniejszymi przedstawicielami są Sprinkle i Richard Boylan . Ta nowa wizja porwań spotkała się z ostrą krytyką weterana ufologii amerykańskiej Richarda Halla, w którego opinii przesłania kosmitów są zwodnicze i niespójne. Jeśli natomiast chodzi o relacje na temat postępowania z ofiarami -porwań, gwałtów, zabiegów medycznych bez zgody pacjentów -to są one zrozumiałą reminiscencją zbrodni popełnianych na Ziemi .

Gwoli sprawiedliwości należy w tym miejscu wspomnieć o innym aspekcie kontaktów z przybyszami z kosmosu. Chodzi mianowicie o przypadki uzdrowienia przez nich, a także o zdolność uzdrawiania, jakiej nabyły niektóre ofiary porwań. A oto co na ten temat pisze John Mack:

Niektóre spotkania są zatrważające, bolesne i zagadkowe. Inne wydają się świadczyć o zamiarze opieki i uświadamiania. (…) Pewna liczba uprowadzonych przekonała się na własnym ciele lub obserwowała wyleczenie niewielkich ran, zapalenia płuc, białaczki dziecięcej. W jednym z przypadków, który badałem osobiście, opisano nawet ustąpienie objawów zaniku mięśni nogi spowodowanego chorobą Heinego-Medina .

Jak twierdzi Preston Dennett, który zajmował się tym mało znanym aspektem ufologii i opisał ponad sto przykładów, z takim faktami spotkali się wszyscy badacze. Dotyczą one jednak niewielkiej stosunkowo części uprowadzonych -zaledwie 13 spośród 270 ujawnionych przez Thomasa Bullarda, czyli 4% ogólnej liczby. Wygląda na to, że uzdrowienia są wynikiem świadomych działań przybyszów.

Warto wreszcie wspomnieć o darze uzdrawiania, jakiego nabywają niektórzy uprowadzeni. Marie-Therese de Brosses potwierdza autentyczność przypadku, z którym zetknęła się osobiście. Chodzi o Sarah Smith, która, mając dar uzdrowicielski, wyleczyła nie zoperowany pęknięty pęcherz moczowy .

A więc dobroczyńcy czy doktorzy Mengele? Anioły czy demony? A może ani jedni, ani drudzy, jak sugeruje Budd Hopkins, który zetknął się z kilkoma przypadkami uzdrowień i który miał również do czynienia z uprowadzonymi nie wyleczonymi chorymi. Uważa on, że zamiary kosmitów w stosunku do nas pozostają zagadką:

Nie dysponujemy żadnymi dowodami wrogiego i szatańskiego spisku przygotowywanego w niebie przeciwko nam. Jestem nastawiony bardzo optymistycznie, jeśli chodzi o rozstrzygnięcie tej sprawy. Przybysze z kosmosu interesują się przede wszystkim tym, co ja uznaję za najlepsze strony istoty ludzkiej. (…) Jednak nie mamy żadnej pewności, że są tutaj, by nam pomóc .

Zagadnienie implantów

Jest to jedno z najbardziej kontrowersyjnych zagadnień związanych z uprowadzeniami. Czy w ciałach ofiar porwań znaleziono implanty pochodzenia nieziemskiego? Podobnie jak stwierdzono liczne ślady, znaki i cięcia na ciałach uprowadzonych, wydaje się, że znaleziono również małe obiekty wszczepione do ich ciał. Niektóre z nich skierowano do analizy w laboratoriach, ale udowodnienie ich nieziemskiego pochodzenia okazało się niemożliwe.

Profesor fizyki w Instytucie Technologicznym w Massachusetts, David Pitchard, przedstawił na konferencji odbytej w tym instytucie w 1992 roku bardzo wnikliwe opracowanie na temat zbadanego implanta. Ten domniemany implant, długości 4 cm i średnicy 1 mm, został odkryty pod skórą penisa młodego chłopca.

Na początku swoich badań, w 1989 roku, Pitchard dał do zrozumienia, że chodzi o szczególny, osobliwy obiekt. Dlatego jego informacja, że był to kawałek zwykłej bawełnianej nitki, przyjęta została z dużym rozczarowaniem. Jego doniesienie znajduje się w materiałach konferencji . Komentując ten przypadek, John Mack stwierdził na przykładzie implanta w nosie, jaki badał wspólnie z inżynierem chemikiem, że niezmiernie trudno udowodnić nieziemski skład jakiejś substancji. Pozwolił sobie jednak wyrazić zdziwienie, że wybitny fizyk, mający do dyspozycji najnowocześniejszy sprzęt, potrzebuje trzech lat, żeby zidentyfikować bawełnianą niteczkę.

Inny przypadek. W sierpniu 1995 roku doktor Roger Lair wykrył dwa dziwne obiekty w ciałach dwóch domniemanych ofiar uprowadzeń. Jego diagnozę uwiarygodniają dokładne sprawozdania z zabiegu wykonanego w obecności licznych świadków i zarejestrowanego na kasecie wideo . Opisane przez niego obiekty były jakby przymocowane do zakończeń nerwowych i zabieg nie był możliwy do wykonania przy miejscowym znieczuleniu. Nie było śladów zapalenia, niewątpliwie dzięki warstwie keratyny otaczającej zagadkowe implanty. Brak jest dowodów ich pozaziemskiego pochodzenia, ale zespolenie z nerwami jest interesującym argumentem na rzecz hipotezy o jakimś powiązaniu implantów z mózgiem. Ustalenie celu tego powiązania nie jest obecnie możliwe.

Czy uprowadzeni są obserwowani?

Paranoja czy rzeczywistość? Od lat niektóre ofiary uprowadzeń mają pewność, że są obserwowane. Twierdzą, że nad miejscem ich zamieszkania latają nie oznakowane śmigłowce,

często bezpośrednio po uprowadzeniu, jak gdyby pewni ludzie wiedzieli o fakcie porwania. Można w tym kontekście wymienić między innymi przypadki Betty Andreasson-Luca, Whitleya Striebera i Kathie Davis. I tu znów stykamy się z zagadnieniem, czy i co wiedzą pewne wyspecjalizowane służby o sprawach dotyczących UFO. Kilka odnotowanych w ostatnich latach zbieżnych relacji skłania nas do ponownego rozważenia pogłosek o tajnych kontaktach i współpracy tych służb z przedstawicielami cywilizacji pozaziemskich.

Karla Turner, nauczycielka angielskiego, mężatka, matka i babcia, jest zarówno badaczką przypadków uprowadzeń, jak i ich ofiarą. W swojej pierwszej książce Into the Fringe („Na krawędzi”) relacjonuje historię, która zaczyna się w 1988 roku od obserwacji UFO i całej serii „spotkań” z przybyszami. Uczestniczyło w tym kilkoro członków rodziny: mąż, syn, synowa, nie licząc kolegi syna. Jej klasyczna opowieść obejmuje wtargnięcie nocnych przybyszów, którzy się materializują (lub przenikają przez mury).

Są to słynni „sypialniani goście” (bedroom visitors) opisywani także przez Betty Andreasson-Luca i Whitleya Striebera. Karla Turner opowiada o obserwacjach UFO, których część potwierdzają liczni świadkowie, wspomina o materialnych śladach na ziemi, znakach na ciele po uprowadzeniu, awarii elektryczności przed lub po przybyciu zagadkowych gości kosmicznych. Dowiaduje się, że „dobrzy” przybysze są pozawymiarowi i nie ukazują się fizycznie. Inni są „realni” i niebezpieczni dla ludzi, których traktują niemal jak zwierzęta doświadczalne. Nasz umysł -tłumaczą jej przybysze z kosmosu -może opuścić nasze ciało i przejść do innego. „Dobrzy” przybysze potrafią dokonać takiej przemiany. Informują ją, że mają zamiar zrobić to dla niej i jej rodziny i że są właśnie w trakcie przygotowywania dla nich nowych powłok cielesnych .

W 1991 roku kolega ich syna, James, został powiadomiony przez „chór głosów” o zbliżającej się katastrofie w postaci szoku psychicznego, który będzie miał olbrzymie konsekwencje dla ludzkości. Głosy informowały: „Jesteśmy pod kontrolą, a ten światowy kataklizm zaprogramowali nasi mocodawcy. Wtedy ujawnią całemu światu swoje istnienie i swoją obecność” .

W swojej książce autorka pierwsza występuje z wersją o przelatujących po kilka razy nad jej domem, wkrótce po uprowadzeniach, tajemniczych śmigłowcach bez znaków rozpoznawczych.

W innej książce, Taken („Porwanie”), zawierającej zeznania ośmiu kobiet -ofiar uprowadzeń, Karla Turnet powraca do kwestii interwencji tajnych służb w związku z porwaniami. Pierwsza kobieta, Pat, pamięta pewne wydarzenie z dzieciństwa, które miało miejsce w 1954 roku na farmie w stanie Indiana. Jej brat i siostra, świadkowie tej przygody, potwierdzają wiele fragmentów relacji. Pewnego dnia Pat ujrzała opuszczającą się z nieba pomarańczową kulę ognistą. Przybysze -małe szare istoty, oraz inne, białe i większe -przeniknęli na farmę. Wkrótce po tym wpadli wojskowi. Pat pamięta, że uprowadzono ją na pokład UFO. Było to pierwsze z długiej serii uprowadzeń, którym towarzyszyły badania lekarskie i pobieranie różnych tkanek. Powiedziano jej, że została „wybrana” i że otrzyma nowe ciało. Podobnie jak w wypadkach wielu innych uprowadzonych, od tego czasu Pat poczuwa się do solidarności z kosmitami. Ukazał jej się Jezus w smudze światła przenikającej przez sufit w jej pokoju. Powiedział: „Nie bój się, moje dziecko, oni należą do mnie”. To groźna manipulacja umysłem dziecka! Natychmiast po wyjściu przybyszów wojskowi otoczyli farmę. Oddelegowane dwie lekarki usiłowały przeprowadzić wywiad z dzieckiem, dziewczynka odmówiła jednak udzielenia im wszelkich odpowiedzi.

Jaką wiedzą dysponowali wojskowi w latach pięćdziesiątych? Pytanie takie jest w pełni uzasadnione w świetle późniejszych zeznań (podobnych początkowo do snów lub ujawnionych częściowo pod hipnozą) dotyczących wcześniejszych uprowadzeń, których sprawcami były mieszane ekipy kosmitów i ludzi! Karla Turner przytacza wyjaśnienia udzielone Amy, jednej z ofiar takiego „mieszanego” uprowadzenia, przez kosmitkę, której twarz była ukryta pod białą maską:

Kosmitka powiedziała mi, że jej gatunek wyczyniał z ludźmi coś, czego nie powinien był robić. Ona i kilka ugrupowań z jej gatunku chcą powstrzymać to zło wyrządzane ludziom. Wraz z niektórymi reprezentantami Ziemi pracują nad położeniem kresu temu procederowi. Obecni w tym pomieszczeniu ludzie to piloci, oficjalni przedstawiciele, wojskowi i inni eksperci. Pracują wspólnie nad powstrzymaniem obcych ingerencji kosmicznych .

Z zeznań tych wyłania się problem naszych stosunków z cywilizacjami pozaziemskimi. Powraca hipoteza, w myśl której nasz gatunek jest od dawna przedmiotem manipulacji genetycznych. Przypomnijmy, że chodzi o jedną z „rewelacji” rzekomego briefingu dla prezydenta, przekazanych w 1983 roku dziennikarce Lindzie How przez bardzo specjalnego agenta Richarda Doty’ego. Był to dokument pochodzący z Biura Dochodzeń Specjalnych Amerykańskich Sił Powietrznych w bazie Kirtland w Nowym Meksyku. Czy był to dokument autentyczny, czy też falsyfikat zawierający pewne prawdziwe rewelacje? W każdym razie informacje, jakie w nim się znalazły, potwierdzają relacje zebrane przez Karlę Turner.

Beth, urodzona w 1942 roku w Portoryko, gdzie nadal spędza część roku, pamięta, jak w dzieciństwie doświadczyła missing time. Przypomina sobie również, że widziała UFO (w Portoryko widzi się ich dużo i od dawna) i że w latach pięćdziesiątych doświadczyła bardzo dziwnego przeżycia. Ujrzała na niebie dużą kulę ognistą, która znikła za pobliskim wzgórzem. Powiedziała o tym ojcu, który pracował w amerykańskiej marynarce wojennej. Ojciec obiecał, że dowie się, co to było, ale gdy po kilku dniach wróciła do tematu, nakazał jej nigdy więcej o tym nie wspominać.

W 1987 roku Beth, a także trzy osoby z jej rodziny widziały UFO. Następnego dnia nad miejscem jej zamieszkania przeleciały nie oznakowane śmigłowce. Po tygodniu ujrzała jakiś pojazd podobny do śmigłowca, ale poruszający się bezgłośnie. Na początku 1988 roku poddała się czterem seansom hipnozy, aby spróbować dowiedzieć się czegoś więcej o pewnym wspomnieniu z 1978 roku. Widziała siebie wraz z mężem, dzieckiem i trzema nieznanymi osobami w okrągłym pomieszczeniu. Przypomniała sobie, że została uprowadzona ze swojego pokoju przez kilku przybyszów, którzy wprawili ją w przerażenie. W drodze do UFO jeden z nich uspokajał ją. Została umieszczona w małym pokoju, w którym znajdował się stół z narzędziami, a następnie doprowadzona krętymi korytarzami do sali operacyjnej, gdzie „otwarto” jej mózg. Zabieg ten „wypełnił ją nowymi pojęciami o Bogu i wyjątkowości życia na łonie tego najwyższego źródła”. Poddano ją badaniom lekarskim w celu dokonania „poprawek” kilku narządów i przygotowania jej w ten sposób do „służenia ludzkości”, do czego została wybrana.

Po kilku kolejnych seansach hipnotycznych Beth przypomniała sobie szczególnie osobliwe zdarzenie. Znajdowała się na pokładzie małego dysku, który przez tunel w szerokiej grocie dotarł do podziemnego miasta. Widziała tam kilka UFO i kosmitów pracujących wraz z ludzkim personelem wojskowym! Pamięta także ogromne UFO wyłaniające się z jeziora .

Mamy tu jak żywe wszystkie składniki bredni ze sfery fantastyki naukowej. Karla Turner zwraca z uporem uwagę na ryzyko manipulacji psychicznej ze strony przybyszów, zdolnych do wmontowywania w umysł ludzki fałszywych wspomnień, które nazywa „scenariuszami rzeczywistości wirtualnej”. Whitley Strieber zetknął się z tym samym problemem, pamięta bowiem, że był świadkiem strzelaniny w miasteczku uniwersyteckim Austin w stanie Teksas, a ma absolutną pewność, że nigdy tego miejsca nie odwiedził. Zadziwiająca jest zresztą zbieżność relacji świadków, którzy się nie znają. Spośród ośmiu kobiet występujących w książce Karli Turner pięć: Amy, Angie, Lisa, Pat i Beth, przypominają sobie w swoich przeżyciach obecność personelu wojskowego. W większości przypadków pracował on razem z kosmitami.

Jednym z najbardziej niepokojących przeżyć Angie stała się prawdziwa wojna implantów. Angie, młoda mężatka, właścicielka farmy w stanie Tennessee, wydaje się kumulować wszystkie przeżycia, jakie mogą być związane z UFO. Jej wspomnienia z całej serii uprowadzeń zaczynają się w 1988 roku od klasycznego porwania z pokoju przez istoty typu „małe szare humanoidy” o dużych oczach i trzech palcach u rąk. Spotkała także kierujących operacjami „dużych blondynów”. Angie, która nie może mieć dzieci, dowiedziała się o przyczynach swojej bezpłodności: jest manipulowana genetycznie! Jej krew, jej system immunologiczny i reprodukcyjny zostały „lekko skorygowane”, tak by jej komórki jajowe mogły być użyte do uzyskania nowej rasy!

Angie pamięta, jak uprowadzono ją do podziemnego pomieszczenia. Towarzyszyli jej wojskowi, od których uzyskała informację, że znajdują się na północy Arizony i że podobne instalacje istnieją w Nowym Meksyku, na biegunie północnym i w Afryce. Operacje, w których uczestniczą wojskowi, są kierowane przez kosmitów. Dowiedziała się też, że implanty służą rozlicznym celom: rejestrują dane, przekazują instrukcje, a nawet mogą stymulować „specjalne zmysły” uprowadzonych, by umożliwić im nawiązanie wzajemnych kontaktów poprzez sny. W trakcie jednego z uprowadzeń przez ludzi w mundurach lekarki badały Angie, używając jakiegoś niezwykłego materiału. Wyrażały zdumienie, stwierdziły bowiem, że wszczepiony jej implant został „zdeprogramowany”. Powiedziały, że „z czymś takim jeszcze się nie spotkały”. Tłumaczyły jej, że ich grupa wojskowa współpracuje z ugrupowaniami przybyszów, lecz nie z tymi, którzy ją porwali i wszczepili drugi implant. Implanty wszczepione przez wojskowych umożliwią im rejestrowanie porwań i odnajdywanie miejsc pobytu uprowadzonych. Tym właśnie można wyjaśnić tajemnicze balety helikopterów. Ale lekarki odkryły, że obcy implant „zdeprogramował” ich. Mamy więc do czynienia z wojną implantów! Angie odniosła wrażenie, że współpraca między ludźmi i kosmitami nie odbywa się bez tarć.

Od wielu lat mówi się o tajnych badaniach nad techniką manipulowania umysłem ludzkim. Prowadzi się między innymi doświadczenia z takimi narkotykami jak LSD. Ujawnienie tych doświadczeń spotkało się z określoną reakcją w Stanach Zjednoczonych. Przy okazji wykonano także „dobrą robotę”, jeśli chodzi o implanty: brytyjskie czasopismo „Fortean Times” uchyliło w tej sprawie rąbka tajemnicy w nacechowanym niepokojem artykule poświęconym właśnie technikom kontrolowania umysłu. Artykuł cytuje oficjalny dokument opublikowany w 1996 roku przez Scientific Advisory Board (Naukowe Biuro Doradcze) amerykańskich Sił Powietrznych . Najbardziej znany program leżący u podstaw tych badań nosi nazwę MKULTRA (MK -skrót od Mind Kontrol -kontrola umysłu). Powstał w 1953 roku pod auspicjami CIA. W jego ramach prowadzono badania nad użyciem narkotyków, a także napromieniowania, elektrowstrząsów itd. Długa lista metod cytowanych przez „Fortean Times” nie pozostawia wątpliwości: znajduje wśród nich swoje miejsce również technologia implantów.

Mimo że -jak twierdzi Karla Turner -niektóre sceny mogły zostać relacjonującym wszczepione, to jednak szereg świadomych epizodów wskazywałby na udział ludzi w tych wydarzeniach. Angie została źle potraktowana przez osobników w mundurach, którzy zatrzymali ją na drodze na kilka godzin przed porwaniem z udziałem wojskowych. Pamięta, że w czasie tego porwania zabroniono jej o tym mówić i zażądano, aby zaniechała współpracy z Karlą Turner .

Turner opisuje inne znamienne wydarzenie, którego sama była świadkiem. Była u hipnoterapeuty, który właśnie zakończył seans z Amy, kiedy zjawił się nieoczekiwanie wysokiej rangi oficer marynarki, krewny lekarza. Zwrócił się do nich z następującym oświadczeniem: Armia zupełnie nie intertesuje się UFO, przybyszami z kosmosu i uprowadzonymi, którzy nie powinni eksponować publicznie swoich przeżyć, dopóki nie będą dysponowali „naukowymi dowodami” na to, co im się rzekomo przydarzyło. Na pytania Karli Turner oficer odpowiedział, że ze względu na interesy bezpieczeństwa narodowego nie może nic więcej dodać .

Owocną pracę badawczą Karli Turner przerwała jej przedwczesna śmierć w dniu 9 stycznia 1996 roku w wieku 49 lat. Oddaje jej hołd przysięgła księgowa Leah Haley w książce Lost Was the Key („Utracony klucz”). W czasie kilku seansów hipnotycznych z psychoterapeutą Johnem Carpenterem ujawniła ona również całą serię uprowadzeń, z których część sięga dzieciństwa. Jeden z epizodów pokrywa się z relacjami Karli Turner. Leah pamięta, jak znalazła się przed wejściem do jakiegoś pomieszczenia wydrążonego w pagórku. Wejście było wielkości bramy garażu. Na zewnątrz widziała ludzi w mundurach wojskowych, jeep i śmigłowiec na niebie. Przy wejściu stał człowiek obok dziwacznej kreatury niskiego wzrostu. Podczas hipnozy Lea broniła się przed powrotem pamięci, jak gdyby nie miała prawa zapamiętać tej sceny. Carpenter jednak nalegał. Przypomniała sobie w rezultacie, że leżała na stole i była agresywni a indagowana: chciano dowiedzieć się, co robili z nią przybysze na pokładzie ich statku kosmicznego. Wyznała Carpenterowi, że przez lojalność dla przybyszów niczego nie powiedziała. Tłumaczyła się tym, że nie zezwalają jej oni na pełne zapamiętanie przebiegu uprowadzeń. Rzekomo powiedzieli jej: jest pani zbyt dokładnie obserwowana przez naszych przeciwników. Pani wspomnienia mogłyby zniweczyć naszą misję.

Zeznania te uchylają, być może, rąbka tajemnicy otaczającej kompromitującą tajną działalność. Dały początek dramatycznym pogłoskom, jakie pojawiły się pod koniec lat osiemdziesiątych na temat „zmowy” pomiędzy kosmitami i służbami specjalnymi. Relacje Karli Turner i Leah Haley dotyczą złożonej sytuacji, która budzi wiele wątpliwości. Jaką wiedzą dysponują wojskowi i agenci służb specjalnych? Czy utrzymują kontakty z niektórymi „przyjaznymi” przybyszami? Czy współpracują z nimi? Czy uprowadzenia stwarzają zagrożenia dla ludzkości? Aktualnie nie mamy odpowiedzi na żadne z tych pytań. Jak długo?
Fragment książki „UFO – 50 tajemniczych lat”

Advertisements

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: