Skip to content

DLA TOMASZA

27 listopada 2009

PODRÓŻNICY W CZASIE I PRZESTRZENI

Gdy śnisz o podróżach po dziwnych światach, gdy wydaje Ci się, że Twój mózg płata Ci figle, przedstawiając Ci niezwykłe obrazy – to może wcale nie śnisz ani nie wariujesz? Może naprawdę wędrujesz po obcych światach?

Większość ludzi z podejrzliwością patrzy na tych, którzy przyznają się, że miewają spotkania z istotami nie z naszego świata. I niezależnie od tego, czy mówią, że byli poddawani okrutnym badaniom, czy że traktowano ich po przyjacielsku, ludzie myślą: wariat albo kłamca. Dlatego ci, którzy wiedzą, co im się naprawdę przydarza, a nie mają ochoty słuchać złośliwych komentarzy czy narażać się na uśmiechy pełne politowania, milczą. Od czasu do czasu jednak udaje się ich namówić na niezwykłą opowieść. Zwłaszcza gdy dzieje się to w gronie osób traktujących całą sprawę poważnie, jak na przykład podczas sympozjów ufologicznych.

Jak sprawdzić prawdomówność?

Naturalnie, bywa, że niektórzy, nie mający tak naprawdę żadnych doświadczeń z Obcymi, rozgłaszają wszem i wobec, że byli porywani. Robią to dla sławy, dla wzbudzenia zainteresowania – czy z jakichkolwiek innych powodów, w które teraz wnikać nie będę. Dlatego ufolodzy nauczyli się, w jaki sposób można sprawdzić, czy mówią oni prawdę. Dodatkowym sprawdzianem jest sytuacja, gdy w jednym miejscu spotyka się kilka nieznających się wcześniej osób mających podobne doświadczenia. Tak stało się 30 maja 1999 r. W Warszawie odbywały się wtedy wykłady i prelekcje w ramach sympozjum „UFO – Forum”. Pan Franciszek (40 lat), mieszkający w małej miejscowości pod Warszawą, zgodził się podzielić z nami, ufologami, swoimi przeżyciami. Opowiadał o nich beznamiętnym tonem, tak jakby mówił o czymś oczywistym, co utraciło już dla niego nimb tajemniczości czy niezwykłości. Wynikało to z tego, że zdążył się już przyzwyczaić do owych niezwykłych zdarzeń, jako że miał z nimi do czynienia wiele razy. W dodatku, jego kontakty z Obcymi nigdy nie były dla niego nieprzyjemne.
Najpierw jednak zbadaliśmy go radiometrem, urządzeniem wykrywającym nawet najdrobniejsze różnice w promieniowaniu radioaktywnym, gdyż z doświadczenia wiemy, że osoby wielokrotnie zabierane przez istoty pozaziemskie na ogół mają w swych ciałach tak zwane implanty, jakby mikrosondy wszczepiane przez Obcych. Te malutkie urządzenia zmieniają poziom promieniowania w miejscach wszczepienia.


Ufolodzy sprawdzili radiometrem promieniowanie różnych punktów ciała pana Franciszka.

Okazało się, że chociaż nie wykryliśmy implantów, to rzeczywiście, w miejscach, o których pan Franciszek mówił, że Oni coś tam robili, urządzenie wykazało podwyższony poziom promieniowania. Było to dla nas dowodem, że nasz świadek naprawdę kontaktował się z Kosmitami. Z jego opowieści wyłaniał się pewien schemat spotkań.

Przewodnicy po innych światach

– Jak to się odbywa? Zazwyczaj podobnie. Nadchodzi świt. Leżę w łóżku w stanie pół snu, pół jawy i nagle czuję, że nie mam kontroli nad ciałem. Nie mogę ruszyć ani rękoma, ani nogami, mogę tylko myśleć i patrzeć. Wokół mnie zaczyna się dziać coś dziwnego. Pojawiają się Oni, zazwyczaj jest ich dwóch lub trzech. Mają około 1,60 metra wzrostu, ubrani są w ciemne kombinezony obciskające całe ich ciała, włącznie z górą i bokami głowy. Jedynie twarze i dłonie są nagie. Ich twarze, bardzo podobne do ludzkich, są matowożółte. Oczy są czarne, bez białek. Rozmawiają ze mną za pomocą telepatii – rozumiem ich, jakby mówili do mnie po polsku, ale nie ruszają przy tym ustami. Jakoś mnie to w momencie kontaktu nie dziwi.
Zaczęło się to w 1992 roku. Kiedyś przychodzili często, 2-3 razy na tydzień, ale w ciągu ostatnich dwóch lat odwiedzają mnie rzadziej. Z początku bałem się, z czasem strach minął, a pozostała niesamowita frajda z podróży z nimi poprzez naszą czasoprzestrzeń aż do najdalszych jej krańców, na wszystkie planety na jakie zachciało mi się „latać”, a także do światów równoległych, które istnieją „tu i teraz”. Oczywiście, moje ciało podczas wędrówek pozostaje na Ziemi – ulatuje tylko moja dusza czy ciało astralne.
Podróżuję w ich towarzystwie. Są jakby moimi opiekunami, przewodnikami – ale jednocześnie pilnują mnie, abym mimo woli nie zrobił czegoś niepotrzebnego. Przede wszystkim jednak są moimi przyjaciółni, a nie „nadzorcami” – podróżując z nimi w inne światy czuję się, jakbym był jednym z nich. Przez lata kontaktów z nimi wrażenie to przerodziło się w pewność, że tak właśnie jest.

Zrozumieć własną misję życiową

Istniejemy w czasie między dwiema śmierciami – jedna była początkiem naszego życia ziemskiego, do drugiej zdążamy. Żyjąc na Ziemi, mamy pewną misję do wypełnienia. Tak przynajmniej widzą to religie Wschodu – buddyzm, lamaizm. Ludzie, których dusze wędrują po czasie i przestrzeni twierdzą, że zostali wybrani, gdyż w ten właśnie sposób owe istoty pragną im pomóc w wypełnieniu ich misji życiowej. (Tylko nie do końca wiadomo, co jest tą misją i w jaki sposób mają ją wypełnić.)
Bywa więc, że pozwalają im w swoim towarzystwie przenikać do tych obszarów, które dla żywego człowieka są niedostępne. Ciało astralne może więc penetrować zarówno światy równoległe, jak i inne odległe rejony naszego Wszechświata, a także zakazane dla żywych ludzi regiony, znajdujące się poza granicami zakreślonymi przez narodziny i śmierć ciała fizycznego.
Czasami może to wyglądać właśnie tak, jak przeżywa to od lat pan Franciszek, który wie, że odbywa wspaniałe podróże poza przestrzenią i czasem, niezupełnie zdając sobie sprawę z ich celowości.
Opowieściom pana Franciszka pilnie przysłuchiwali się inni ludzie mający podobne doświadczenia. Jedną z nich była pani Alina, posiadająca niezwykłe zdolności parapsychiczne, jedne z najsilniejszych w Polsce. Dość powiedzieć, że w jej mieszkaniu manifestują się nie tylko niezrozumiałe zjawiska, ale pojawiają się obce byty, widywane nawet przez inne osoby.
Zarówno pani Alicja, jak i dwóch innych ekstrasensów (nie chcą się oni ujawniać z imienia i nazwiska na łamach prasy) z silnym wzruszeniem potwierdzili realność i prawdziwość przeżywanych przez pana Franciszka stanów w momencie wychodzenia z ciała i wchodzenia w światy równoległe.

W obcej skórze

– Leżę w moim pokoju na wznak, w zupełnej ciemności – mówi cicho mężczyzna. – Nauczyłem się już, jak oddzielać duszę od ciała. Powoli przestaję słyszeć dźwięki docierające z otoczenia. Zamykam oczy i intensywnie wpatruję się w ciemność. Pojawia się mały jasny punkt, który siłą woli utrzymuję na środku pola widzenia. Punkt rośnie, jaśnieje, robi się


To wizja artysty przedstawiająca słynny przypadek kontaktu IV stopnia. W latach 60. XX wieku Betty i Barney Hillowie byli gośćmi na pokładzie UFO . Obcy pokazywali im m.in. skąd przybyli.

coraz większy. Teraz widzę, że wiruje powoli ruchem odwrotnym do ruchu wskazówek zegara. Ta jasnożółta świetlista plama zbliża się i wchłania mnie. Mam uczucie, jakbym gdzieś pędził i… już jestem „tam”. Gdy czasami zdarza się, że jakiś czynnik zewnętrzny wyrywa mnie z tego stanu, na przykład ktoś nagle wejdzie do pokoju, wracam do przytomności z uczuciem wielkiego gorąca całej górnej połowy mojego ciała. Czasami jest to tak silne, że prawie mdleję.
(Pani Alina oraz dwaj pozostali panowie kiwają potakująco głowami. Dokładnie tak samo czują się w momencie „wychodzenia z siebie”.)
– Gdy natomiast nic mi nie przeszkadza, to nagle pojawiam się w innym świecie, który wcale nie jest gdzieś daleko w zakamarkach Wszechświata, lecz dosłownie wokoło nas, ale nie w naszej przestrzeni.
Zawsze towarzyszy mi milcząco (jako ledwie wyczuwalna postać) mój przewodnik. Nie odnoszę wrażenia, by mnie pilnował, raczej jest przyjacielem służącym radą i pomocą w momentach, gdy nie będę wiedzieć, jak się tam zachować. Gdy tylko znajduję się w tym innym świecie, z jego pomocą oblekam się w ciało dokładnie takie, jakie mają tamtejsi mieszkańcy. Obserwuję wszystko, staram się jak najwięcej zapamiętać. Nikt na mnie nie zwraca uwagi, nie różnię się od nich. Każdy jest zajęty własnymi sprawami. Co ciekawe, potrafię teraz rozpoznać na naszych ulicach podobnych mnie podróżników z innych światów – jak ja emanują ciekawością, patrzą na wszystko szeroko otwartymi oczyma. Czasem zadają pytania o rok, o nazwę miejsca. Jak ja TAM.

W podziemnym tunelu na Marsie

Istoty, które mi towarzyszą, czasem proponują, bym spróbował dostać się gdziekolwiek zechcę. Raz przyszedł mi na myśl Mars – ale nie jego powierzchnia, a wnętrze. Nie wiem czemu właśnie o tym pomyślałem, może to też była ich sugestia, bo wiedzieli więcej niż ja. I zaraz, jak tylko o tym pomyślałem, już tam byłem. W końcu przestrzeń nie jest przeszkodą dla bezcielesnej energii, jaką w tych chwilach jestem.
Lecę więc wraz z moim bezcielesnym przewodnikiem wielkim tunelem. Skądś wiem, że tunel znajduje się pod powierzchnią planety i jest wbudowany w olbrzymi podziemny kompleks. Tunel jest szeroki i wysoki na kilkanaście metrów, ma półkolisty sufit. Pomimo że nie ma tam żadnego źródła światła, jest jasno – dostrzegam kremowy kolor ścian. Pędzimy prosto, co jakiś czas lekko skręcając w lewo po łuku…
W momencie gdy pan Franciszek to opowiadał, jednemu z przysłuchujących się młodych mężczyzn zaczęły się trząść ręce, w których trzymał kamerę wideo. Spojrzeliśmy na niego zdziwieni, a on cicho wyszeptał: „Znam ten tunel… ja też tam byłem…”
Niestety, nikt z nas nie znał tego młodego mężczyzny. Gdy pożegnaliśmy się już z panem Franciszkiem, okazało się, że młodzieniec z kamerą zniknął. A nikt nie widział, by odchodził…

Kazimierz Bzowski

Advertisements

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d bloggers like this: