Skip to content

Inwazja chińskich lampionów nad Tucholą…NATO w odwrocie…

25 listopada 2009

Czy to UFO latało nad Tucholą?

Niedziela, 23 sierpnia (06:42)

To nie mógł być samolot, helikopter czy satelita. Może to było UFO? – zastanawia się mężczyzna, który przyniósł do redakcji „Tygodnika Tucholskiego” nakręcony przez siebie film. – To trwało jakieś cztery, może pięć minut. Dziewięć ognistoczerwonych, dużych punktów przemieszczało się powoli – opowiada. O tym zjawisku opowiadali też inni mieszkańcy miasta.

– To było w piątek około godz. 22.00. Dziadek przybiegł po mnie i powiedział, żebym szybko przyszedł zobaczyć, co się dzieje na niebie. W pierwszym momencie pomyślałem, że ktoś strzela z rac świetlnych. Ale race jak się zaświecą, jest huk, dym i koniec. Tutaj było inaczej – opowiada mieszkaniec Tucholi, który obserwował zjawisko na osiedlu Leśnym, a nakręcony przez siebie film przyniósł do redakcji „Tygodnika Tucholskiego”.

– Trwało to jakieś cztery, może pięć minut. Dziewięć ognistoczerwonych, dużych punktów przemieszczało się powoli, za nimi podążał oddzielnie jeszcze jeden taki punkt. Z początku wyglądało to jak Wielki Wóz, potem pojedyncze elementy przemieszczały się i układały w różne kształty. Nie było słychać pracy żadnego silnika. Nigdy w życiu czegoś takiego jeszcze nie widziałem. Razem ze mną całe zjawisko oglądała cała rodzina i wszyscy byli zdziwieni. To nie mógł być samolot, helikopter czy satelita. Może to było UFO? – zastanawia się mężczyzna.

Od strony Bydgoszczy w kierunku Świecia

Jego zdanie podziela inna mieszkanka Tucholi, która również w piątkowy wieczór zauważyła świetliste punkty na niebie i z rodziną je oglądała.

– Przesuwały się dość nisko nad ziemią, powoli, od strony Bydgoszczy w kierunku Świecia. To na pewno nie był samolot, chociaż początkowo myślałam, że to może być kilka helikopterów, które lecą obok siebie – relacjonuje.

Także na forach internetowych ludzie z całej Polski piszą o podobnych przypadkach. Oto fragment jednego z wpisów: „(…) około godziny 22.20 do ok. 22. 35 na niebie pojawiały się czerwone, można powiedzieć bordowe plamy, które pojawiały się i znikały. Plamy wędrowały ze wschodu przez południe na zachód, po czym znikały nagle, a były dosyć rozżarzone, na początku było ich około 8 (…) na pewno nie [były to] samoloty, gdyż akurat samolot leciał również o tej porze, plamki poruszały się szybciej.”

Na niebie było widzianych w sumie około 40 takich punktów. Mieszkańców uspokaja Mariusz Fryckowski – tucholanin, który badaniem zjawisk paranormalnych, także UFO, zajmuje się od wielu lat.

Tygodnik Tucholski

– Dotarły już do mnie sygnały o takim zjawisku. Na niebie było widzianych w sumie około 40 takich punktów. Widziano je w Tucholi, w Bysławiu i innych miejscach. Osobiście prowadziłem obserwację tych punktów. Nie warto jednak się tym przejmować, bo to zwykłe, chińskie, oświetlone lampiony, które ktoś wypuścił w powietrze. To nie ma nic wspólnego z UFO – tłumaczy.

Karol Kłosowski

Mój komentarz :

Mamy nowego badacza zajmującego się badaniem zjawisk paranormalnych -OD WIELU LAT- !!!

I dlatego :

(…)”Kilkanaście godzin później zaczęły się do mnie zgłaszać kolejne redakcje pism regionalnych, niesamowita zbieżność pytań, zwykle zaczynały się od słów „czy wiem…?”(…) CYTAT Z TEKSTU ZAMIESZCZONEGO NA SERWISIE „INFRA”

http://www.paranormalne.eu/fenomen-ufo/ufo-polska/772-ufo-nad-tuchol

Zatem Mariusz Fryckowski udowodni nam wszystkim w sposób niezbity,że to nie były wojskowe obiekty NATO „odfruwające z poligonów” ,tylko chińskie lampiony ! Tak mniemam !

Rzucam rękawicę-„długoletni badaczu”- podnieś ją… Czekam  na udowodnienie  wypowiedzi !!!

Jak przystało na” długoletniego badacza” !

(…)Z głębi kiosku dochodzi znajomy, męski głos.

– Panie Mariuszu, to głupi żart, na ulicy Bydgoskiej było wesele, też na nim byłem i w trakcie zabawy wygłupialiśmy się i wypuściliśmy trochę lampionów na ciepłe powietrze(…)

Słowo się rzekło-kobyłka u płota…

Oczywiście nie twierdzę,że to było UFO , ale zobaczymy jak poradzi sobie z tym incydentem nowy badacz !

Wszak przedstawił swoją opinię dużo wcześniej :

„Ufologia, to dzisiaj dla mnie puste słowo”.

A jeszcze wcześniej napisał :

Ufologowie” równają do sekt

Współczesny ufologowie to…
…ludzie słabi psychicznie, często podatni na wpływy osób trzecich. Ich wiedza oparta jest na strzępach informacji pochodzących z różnych źródeł. Są małostkowi i naiwni. Często wykazują tendencje do przesady. Kiedy są pozbawieni poparcia i ogólnego zainteresowania stają się bardziej i bardziej dokuczliwi. W pewnym momencie „puszczają” im wszelkie mechanizmy ujęte normami zwyczajowymi po to tylko aby już wyłącznie zwalczać postawy lub osoby, które w ich mniemaniu mogą stanowić o zagrożeniu z ich strony. Mają zwyczaj przeciągać wyimaginowany spór miesiącami, a nawet latami. Posuną się do wszystkiego aby wyeksponować własne wartości i prace, które w większości są bezużyteczną, bezładną papką informacyjną.
Takie zachowanie ma konkretne podstawy, najczęściej są nimi uczucia niespełnienia i poczucie upływającego bezpowrotnie czasu, który został w ich mniemaniu zmarnotrawiony, jednak nie przyznają się do tego nawet przed samym sobą. Bardzo poważnym powodem mogą być problemy osobiste. Niestety zbyt intensywne działania wokół pasji z biegiem czasu powodują u nich zanik mechanizmów oddzielających rzeczywistość od przemyśleń. Ulegają tak wielkiej presji, że doprowadzają się w efekcie do autodestrukcji, jednak nawet wtedy widzą wszędzie wyimaginowanych wrogów i spiski.
Medycyna wydaje się być bezradna, żadna  terapia nie pozwala na osiągnięcie pełnej równowagi.
Ja jednak opracowałem swoją metodę dla tak beznadziejnych przypadków – trzaśnięcie w pysk wywołuje wstrząs, który przekierowuje uczucie wewnętrznej rozpaczy w euforię z prostego powodu – poszkodowany przeżył i jest tym faktem tak rozradowany i częściowo zamroczony, że wszelkie wewnętrzne symptomy ustępują samoistnie.
Medytacje, duchowość, tajemnicze energie, zakazane pola, mistycyzm, zwrot ku nowej cywilizacji, negacja prawd wiary spod każdej szerokości geograficznej, zawiść, wyniosłość, stawianie nowych dogmatów i…kłamstwo to realia tych, którzy jeszcze wczoraj mówili o sobie – ufologowie. Co u licha się stało?
Tak właściwie to nic, dziwne postępowania ludzi zajmujących się zjawiskami z pogranicza… od zawsze targały nimi jakieś wewnętrzne konflikty, pech chciał, że właśnie teraz znalazły swój upust. Czy oznacza to, że wcześniej byliśmy wszyscy tak zaślepieni, że nie dostrzegaliśmy wymienionych cech ? Oczywiście, że nie,. z wielkim zainteresowaniem przyglądaliśmy się narastaniu nowych mitów wokół spraw, które wydawały się bezspornymi. Pasmo przeinaczeń trwa od wielu lat i brało w nim udział wielu ludzi, którzy stanowili wydawałoby się trzon środowiska badaczy i popularyzatorów. To mrzonka, ponieważ środowisko już od kilku lat przestało istnieć, pozostali wyłącznie nawiedzeni od oparów, dymów, duszków, zjaw i energii. Czasami zastanawiam się nad tym jak wiele tej ostatniej tracą na jałowe dysputy tylko po to aby udowodnić całemu światu, że mają rację. Dla mnie to jasne, im bardziej krzyczą (!!!) tym bardzie się boją, że ich „filozofia” legła w gruzach.
Spieszę upewnić ich w przekonaniu, że właśnie tak jest. Niestety „Jaszczury” mają nas w nosie, Plejadianie (cokolwiek to znaczy) jakoś nie kwapią się komunikować z ufologami za pośrednictwem niejakiego Meiera , nie lepiej jest z „Szarakami” i „Nordykami”, którzy jak czytam w słowach jednego z wybitnych badaczy zbiegli byli czymś w rodzaju V-20 (śmiech).
Kiedy wsłuchuję się pilnie w te idiotyczne dywagacje dochodzę do wniosku, że wyimaginowane u tych pań i panów „byty” z alternatywnej rzeczywistości zawładnęły bezpowrotnie umysłami  równie mocno jak brednie o psich miskach wprost ze Zdanów.
Zastanawiam się nad jednym… co teraz wymyślą ci jedyni słuszni? Może Boga w postaci monolitu do którego zaczną się modlić na nutę „omm”? Ilu młodych ludzi uda im się skaptować pod pozorem spotkań w miejscach mocy? Obawiam się, że właśnie młodym potrzeba nie tyle mocy, co pomocy – dla nich zarówno moje adresy jak i komunikatory stoją zawsze otworem.
Dzisiaj niezwykłym powodzeniem cieszą się wszystkie teorie dotyczące wyimaginowanych zdarzeń, które według naszych „jasnowidzących  katastrofistów” mają bezpośredni związek z 2012 rokiem i zbliżającym się „obcym ciałem niebieskim ( a może szarym lub w paski?) zwanym Nibiru.
Otóż owe sensacje zawdzięczamy osobie niezwykle nobilitowanej w kręgach naszych „geniuszy” od…, a może do niczego, a mianowicie Zacharego Sitchina, który tęgo namącił w głowach spryciarzy od UFO. Strasznie się wściekają, kiedy tę świętość się kala, śmieszy mnie to równie mocno jak przypisywanie Hynekowi tego, że był wolny od agenturalności, bo jak twierdzą nasze tuzy nigdy nie rozwodził się nad ziemskim aspektem latających sosjerek – tłumaczenie godne autorytetów, mnie wyłącznie bawi.
A jakże, są i inni, np. „piękny” Santon (Friedman) – facet od „atomu”, skończył marnie jako…ufolog i bajdurzy zawzięcie o obcych cywilizacjach już takie bzdury, że nawet jego interpretacja oszustwa z Rosswell wydaje się dziecinną igraszką.
Zostawmy jednak „zagraniczniaków”, oni już się nie zmienią bo to zwyczajnie się im nie opłaca, a skupmy się na „tubylcach”.
Niezwykle aktywnym „ufologicznie” rejonem Polski jest ten maleńki geograficzny kawałeczek z południa, biorąc pod uwagę rys historyczny zamieszkującej ten rejon nacji wiele można zrozumieć pod pozorem „wymieszania kultur”, fajni ludzie z „otwartymi głowami” do tego wiedzą jak zarobić zupełnie niezłe pieniądze na wierze w gusła i zabobony. Dziwi mnie tylko jedno, dlaczego w tamtejszych dziennikach nie są zatrudniane zamawiające „baby wiejskie”, które duchowości mają aż z naddatkiem.
Świetna partia dla naszych ufologicznych gwiazd, tylko czy mamy jeszcze do czynienia z ufologami, czy już z przyszłymi prorokami tworzącymi sekty i swoich wyznawców. Są tacy pełni miłości, dobra, przyzwoitości, zwłaszcza przed mikrofonem lub kamerą, że zwyczajnie trzeba być idiotą aby tego miodu nie przelać jak balsamu wprost na swoje serce.
To wręcz idylla od której już tylko jeden krok do raju. I tworzy się  przekonanie wśród młodych, że 2012 rok to czas graniczny, czas w którym dojdzie do całkowitego unicestwienia rzeczywistości i pojawią się ci nowi, którzy rozpoczną Nową Erę.
A to wszystko przez tych wstrętnych Majów, którym niewiedzieć czemu raptem skończył się kalendarz i pewnie przez to wymarli jak ptaki dodo. Nasi specjaliści od energii oraz od much i komarów znają się świetnie na preparowaniu zdjęć, jednak  z matematyką mają piekielne problemy, nie zdali sobie trudu aby dokładnie sprawdzić „ten koniec świata”, niestety, trochę się pomylili, mniej więcej o jeden świetlny rok. Jednak to drobiazg i zawsze znajdzie się jakaś teoria, która załatwi zarówno i problem jak i oponentów. To typowe.
Kiedy zatrzymasz i zapytasz przechodnia czym jest UFO i kim jest ufolog w przytłaczającej większości odpowiedzą ci – a idź pan w cholerę! Jednak jak się okazuje nie jest to regułą, ponieważ do niektórych „badaczy niczego” trafia tak wielka liczba relacji, że ja zastanawiam się nad tym, czy czasami nie mamy do czynienia z równie wielką falą UFO jak w latach minionych? Odpowiedź niestety jest rozbrajająca, większość relacji to lipa i wymysły ujawniających, chociaż w dwóch, może trzech przypadkach śmiało twierdzę, że zaburzenia psychiczne i ciągłe wydzieranie się na wątpiących doprowadziło ich – głosicieli do granicy  wytrzymałości. Naprawdę, bez nuty sarkazmu…boję się o ich życie, boję się, że nie wytrzymają presji i skoczą w przepaść ( kto ewentualnie dysponuje jakimiś wiadomościami gdzie znajduje się dostatecznie głęboka dziura proszę o jej wskazanie, wtedy podeślę namiary zainteresowanym)…może na Żuławach?
„Wy paskudni emeryci!”.
Zgadzam się i podzielam to zdanie, to się w głowie nie mieści jak byli wojskowi mogą mieć czelność i przeciwstawiać się, a tym bardziej burzyć misternie skleconą mitologię na temat UFO – ludków i ich arcytajnych sosjerek, walców, kulek i gwiazdek. Toż to oburzające. Zastanawiam się nad tym jaką karę sobie wyznaczyć…myślałem o klęczeniu na grochu ale obawiam się, że piure grochowe nie jest dobrym pomysłem, opowiem im o wszystkich zdjęciach, pokażę notatki sporządzane przez piętnaście lat, ba…może pokazać im nawet latające statki „obcych”? Co z tego, że mają raptem kilka kilometrów długości, przecie nie chodzi tu o wielkość, a o jakość – duchowość nie zna miary, jest i już, kto nie wierzy WON NA ŚLĘŻĘ LUB PROSTO DO EGIPTU, a niezapomnijcie zapytać o radę „Enkiego”, choć się cholera ciągle myli, to jak już coś powie, to kosztuje minimum 150 złotych od łebka.
Kiedy ma się wątpliwości co do wszelakiej „energetyczności” warto poszukać sobie jakiegoś czakramu. Ten na Wawelu jest niezły, zdaje się działa z przerwami, wszak kaplicę Gereona zbezczeszczono czym się dało, proponuję wyjazd do Kruszwicy i bliżej i taniej, a działa tak samo uwaga tylko na myszy! Ich oczka w nocy wyglądają prawie jak orbsy ( to takie małe, wredne, lata, kluczy nad drzewami, a kiedy przyjrzysz się przez porządną optykę aparatu widzisz, że to – o cholera…DMUCHAWIEC!
Jedna z warszawskich ( choć zameldowana jest w Toruniu) tuz, która ma zdaje się „przerost” amerykańskości nad polskością wypowiedział iście prorocze słowa – zdaje się moje: „jak nie zobaczę i nie dotknę, to tego nie ma”. Gada inaczej robi jeszcze inaczej. Jakby spojrzeć w sposób globalny na działania ufoentuzjastów ma się już tylko jedno odczucie – jesteście drodzy państwo „umoczeni” i nie ma znaczenia czy się popieracie, czy zwalczacie, jedyną rzeczą, która wspólnie Wam wychodzi to potrzeby fizjologiczne i papier toaletowy.
Od klepania bolą mnie plecy, to pierwsza myśl jak mi przyszła będąc na spotkaniach. Bajdurzenie o NOL-ach, opowiadanie niestworzonych rzeczy tylko po to aby udowodnić, że jest się fer wobec innych „zakręconych”. Ileż to człowiek musiał nawymyślać imion i nazwisk aby coś opublikować w Internecie, jednak z dobrym skutkiem, lubię jak się cytuje stare teksty, lubię jak udowadnia mi się, że ten i ten powiedział to i to, szkoda tylko tego, że delikwent wie dokładnie tyle, ile pozwoliłem mu wiedzieć.
Lubię planowanie, to dla mnie codzienność, jednak jeszcze bardziej lubię docierać do celu, moją wadą jest wyłącznie jedno… nie lubię tego robić sam, najbardziej cieszy mnie sukces grupy i tę już mam. Czy kogokolwiek mi potrzeba? Nie, a zwłaszcza polskich agenturalnych tuz, którym się wydaje, że można ogół zrobić w przysłowiowego „konia”.
Zasada jest prosta… chcesz zachować zdrowy rozsądek, a nie jesteś jeszcze dorosłym? Unikaj wszystkiego co ma związek z UFO i współczesnymi ufologami, to najpodlejszy z podłych podgatunek badaczy…zawartości cudzych portfeli, działających w takt muzyki wydobywającej się z naczyń przypominających spodki. Ci którzy robią inaczej, to fanatycy, a z nimi nie warto rozmawiać, najlepiej na odlew dać im w pysk.
I konkluzja…
Umówmy się tak, ufologowie będą kaptować kogo się da i zarabiać „pierwszy milion” na imprezach, spotkaniach takich i siakich, a niezależni będą mówić o prawdach oczywistych za darmo i za jakiś czas sprawdzimy rezultaty kto komu uwierzy, a u kogo rozwinie się coś tak niepojętego jak racjonalizm w poszukiwaniach może już nie tylko mrzonek. A co z wojskiem? Cóż, to ledwo maleńki trybik w próbach docierania do faktów, a jak nam się nie spodoba trzeba będzie znowu „włączyć zagłuszarki”. Kto ma granat ten ma władzę, naszą będzie wiedza i praca.

Mariusz Fryckowski (BSN)

Kolejny obraz twórczości” długoletniego badacza”UFO z Tucholi:

Już widzę i słyszę głosy…a cuda, stygmaty, objawienia? No tak,
kłamstwo powtarzane tysiące razy i przechodzące z pokolenia na
pokolenie, staje się prawdą…to jak ufologia – czyli paranauka o
bzdetach bez pokrycia. A spróbuj człowieku coś odkryć i „uziemić” na
tyle aby bez wątpienia dociec jej ziemskości i realizmu – czeka cię
jak Azję Tuchajbeja – zaostrzony pal wymierzony w krocze. I maszerują
z wielkim krzykiem wszelakiej maści spryciarze i krętacze głosząc nowe
słowo którego wspólny mianownik stanowi hasło sekta lub New Age, choć
dla mnie to właściwie to samo. I czytamy o człowieku – drzewie, który
ma łapska jak korzenie bzu ( może Jańcio Wodnik był prekursorem?), o
jasnowidzach mających tak wielki wpływ, że potrafią „usmażyć mózgi
łatwowiernych ludzi pogrążonych w rozpaczy po utracie bliskich, o
kręgach zbożowych i plazmowych kulach, które media dawno już wyjaśniły
mówiąc, iż to tylko „skutek wyładowań elektrycznych”. Można tak
wymieniać w nieskończoność. Po co to wszystko? Wyjaśnienie leży w
zasięgu ręki, wystarczy chcieć i pomyśleć. Może dlatego bardziej
wierzę urządzeniom i ludziom posiadającymi najbardziej ludzką z
ludzkich przypadłość- są realistami z wyjątkowym polotem. Ów polot
jest konieczny głównie po to aby być otwartym na to, co być może
kiedyś się wydarzy, a w co wielu już nie wierzy i…dobrze.

Mariusz Fryckowski

I na koniec ARCYDZIEŁO , PEREŁKA :

tekst , który wystawił ongiś  na swojej stronie…. Bliskie Spotkania Niezależnych :

Mojemu koledze z Włocławka:)SmileSmile

Historycy są zgodni co do pochodzenia tej funkcji z krajów Orientu,
gdzie władza suwerena była niepodzielna.

Salomon i Attyla także mieli swoich nadwornych błaznów. W Europie,
funkcja ta odżyła w średniowieczu, jako następstwo krucjat i ku
rozkwitowi życia dworcowego.
Spełniali ją czasem błaźni w dosłownym
tego słowa znaczeniu, czyli niedorozwinięci bądź chorzy umysłowo
wesołkowie rozbawiający tłumy, albo też kuglarze, mimowie i akrobaci,
aż po nadwornych, mianowanych błaznów, których obowiązki i przywileje
były jasno określone.

Funkcja błazna – Hofnarr po niemiecku, un bouffon po francusku –
rozszerzała się i zdobywała coraz większy wpływ równocześnie ze
wzrostem znaczenia władzy i królewskiego absolutyzmu w Europie. Błazen
towarzyszył jak cień- lub raczej jako lustro- budowaniu potęgi przez
swojego pana.

Pytanie jest jedno… kto jest błaznem, a kto panem?

Dziś istnieje wiele ośrodków władzy, ekonomicznych, politycznych,
kulturalnych, medialnych, finansowych. Niezmienne jest to, że władza
ta sprawowana jest przez osoby, zmuszone do podejmowania decyzji,
podlegające czasami przeciwnym sobie wpływom, czasami w imię manii
wielkości, często oderwane od rzeczywistości, zagrożonye
nadciśnieniem, zawałem serca, syndromem wypalenia, na koniec, bardzo
samotne. Naturalnie wielbione, tak jak król przez swój dwór, ale
samotnych. W obliczu władzy powietrze jest rzadkie, a szczerość
kosztowna.

Przywrócenie funkcji błazna mogłoby się dziś okazać bardzo przydatne.
Jedną z podstawowych zasad błazna jest w istocie stałe okazywanie
stosunku równości wobec swojego Pana. Zwraca się on do niego po
imieniu, wręcz odmawia okazywania mu dowodów poddania. Zaś monarcha
pozwala sobie na grę w zamianę ról i odwrócenia porządku. Kiedy więc
Dwór rozkwita wokół władcy i kiedy coraz bardziej wyszukane rytuały
wskazują splendor władzy, kiedy tworzą się i rozpadają sieci i
sojusze, kurtyzany nadskakują a intryganci knują intrygi, błazen
zbliża się do swojego pana i towarzyszy mu w samotności władcy. To on
bez przerwy trzyma przed nim lustro, on mówi słowa, których otoczenie
króla nie śmie wypowiedzieć, łamie tabu i konwencje (zachowania przy
stole, odpoczynku, pierwszeństwa). Skłania króla do
refleksji,…oczywiście jego rady nie zawsze są brane pod uwagę, jak
to wszelkie rady.

Przez chwilę myślałem, że to jakiś śmiertelny wirus zaatakował stronę
jednego z moich znajomych – pomyliłem się, zaatakował Jego samego!

Cóż, jak pomóc?

To jak z pastuszkiem, który wyszedł w pole pasać gąski, a tu zza węgła
wylatuje B-2. Cóż, konstrukcja stara jak świat, jednak ów pastuszek
widzi owe cudo pierwszy raz – jest z Polski. Jak można winić
zasmarkańca za to, że wziął starą maszynę za Boga? UFO/NOL w
odniesieniu do zjawisk z innych światów, innych wymiarów lub zza
światów to jak twierdzić, że Bugatti Veyron jest najwolniejszym
samochodem świata bo zbudowali go KOSMICI!

Mariusz R. Fryckowski


A teraz czytelniku skopiuj  frazy z cytowanego tekstu zaznaczone kolorem czerwonym i rzuć w wyszukiwarkę internetową .

I zobacz na własne oczy,kto jest Autorem napisanych słów !!!

„Długoletni badacz UFO”  nie potrafi sam sklecić kilku słów , zatem „zrzyna” z dorobku intelektualnego innych ludzi.

Czy jest aż tak ograniczony umysłowo ???

Who is Who ???

Mariusz Fryckowski pojawił się w r 2006 w Wylatowie , gdzie przyglądał się poczynaniom różnych grup badawczych.

W internecie posługiwał się nickiem Mariusz-Armia…Następnie założył bloga , BSN,którego wg jego oświadczeń ktoś ciągle usuwał , on zaś twierdził,że to służby specjalne(?)…

Usiłował stworzyć wrażenie,że jest kimś ważnym,stąd te rzekome ,hakerskie ataki na jego bloga .

Wcześniej napisał pełen nostalgii i łkań tekst , traktujący o…(sic !) upadku  polskiej ufologii.

KTO ZATEM JEST BŁAZNEM ‚DŁUGOLETNI BADACZU’  ???

Stanisław Barski

Reklamy

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: