Skip to content

POLSKIE SPOTKANIA IV STOPNIA

22 listopada 2009

Według tajnych raportów Ziemię odwiedza około 10 ras obcych istot. Oficjalnie natomiast Obcy nie istnieją. A przecież powszechnie dostępne są opowieści dziesiątków tysięcy świadków – ludzi, którzy widzieli UFO lub też mieli z ufonautami bezpośredni kontakt. W Polsce zdarza się to równie często, jak gdzie indziej

Na pytanie, czy UFO to zwykłe zjawiska atmosferyczne, światło odbite od balonów meteorologicznych, czy też statki kosmiczne innych cywilizacji, mogą odpowiedzieć ci, którzy przeżyli bezpośredni kontakt z Obcymi. Mrożące krew w żyłach opowieści o tzw. wzięciach na pokłady statków Obcych, o wszczepach, bolesnych badaniach itp. wywołują w tych, którzy czegoś takiego nie doświadczyli, odruch buntu, zaprzeczenia temu, że człowiek – „korona stworzenia” – może być traktowany w taki sam sposób, w jaki on sam traktuje zwierzęta doświadczalne. Bunt ten przejawia się w postaci niewiary w samo istnienie Obcych. Wyśmiewamy tych, którzy wierzą, że kosmici przybywają na Ziemię; odrzucamy świadectwa tych, co widzieli dziwne zjawiska na niebie, a tych, którzy twierdzą, że spotkali Obcych lub byli przez nich porywani, traktujemy albo jak chorych psychicznie, albo jak kogoś, kto za wszelką cenę chce mieć swoje pięć minut.

Jednakże doświadczenia badaczy UFO – ludzi, którzy rozmawiają ze świadkami i leczą ich z urazów psychicznych i fizycznych spowodowanych wzięciami – pokazują, że nie sceptykom należy wierzyć. Sceptycy twierdzą, że istnienie życia poza Ziemią jest niemożliwe. A jeśli już nawet istnieją obce inteligencje, to tak daleko, że niemożliwe jest dotarcie na Ziemię ich statków, bo przecież niemożliwe jest przekroczenie prędkości światła… A tunele podprzestrzenne – i tego rodzaju teorie fizyczne – są jedynie pożywką dla autorów książek fantastyczno-naukowych. Jak widać, w słowach sceptyków bardzo często przewija się słówko „niemożliwe”. Przypomnijmy: w 1895 roku angielski fizyk, lord Kelvin (ten, który wprowadził skalę temperatur nazwaną od jego nazwiska) stwierdził autorytatywnie: „Zbudowanie maszyn powietrznych cięższych od powietrza jest niemożliwe”. Osiem lat później bracia Wright odbyli swój pierwszy lot. W 1923 roku laureat nagrody Nobla z fizyki, Robert Millikan, wykluczył możliwość rozbicia jądra atomowego, a w 1932 dr F.R. Mouton, astronom z Uniwersytetu Chicagowskiego, uznał, że ludzie nigdy nie polecą na Księżyc, gdyż ziemska grawitacja jest barierą nie do pokonania.
Tymczasem Obcy naprawdę odwiedzają Ziemię – lądują, nawiązują kontakty z Ziemianami: czasem są to spotkania przyjacielskie, czasem nie (według tajnych rządowych raportów Ziemią interesuje się ok. 10 – a może więcej – różnych cywilizacji, i nie wszystkie z nich są nam przychylne). Obcy lądują na całym świecie, w Polsce także. Chciałbym przedstawić dwa najsłynniejsze „polskie” lądowania: lądowanie w Emilcinie, pierwsze, o którym było głośno, oraz inne, mniej znane, ale o wiele bardziej interesujące, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, o którym wiedziało dotychczas niewielu – mianowicie kontakt IV stopnia podczas wizyty Obcych w Chałupach.

Emilcin – spotkanie na wiejskiej drodze
10 maja 1978 roku na polu pana Jana Wolskiego we wsi Emilcin koło Opola Lubelskiego wylądowało UFO. Fakt ten odkrył lubelski ufolog Witold W., który ma tam rodzinę. Niestety, jak to zwykle bywa, pewien łódzki oszołom całą zasługę badania tych zdarzeń przypisał sobie i to, co mogłoby stać się dowodem istnienia Obcych, zamieniło się w farsę. Po raz drugi incydent w Emilcinie badany był przez grupę warszawskich ufologów (pod moim kierunkiem) 29 sierpnia 1981 r. Przybyliśmy tam razem z Witoldem W. i ekipą „Warszawskiego Kuriera Telewizyjnego”.

– Czy gdyby jeszcze raz zdarzyło się panu coś takiego – pytał pana Wolskiego Włodzimierz S., kierujący ekipą TV – to czy rozgłosiłby pan to?
– A skąd – odpowiada Wolski. – Czy wiecie, co ludzie potem wygadywali? Pijaka ze mnie zrobili – mówili, że mi się to wszystko przyśniło. Nerwy mi puszczały, jak mi tu na pole zaczęły zjeżdżać całe wycieczki. Bywało, że po czternaście autokarów naraz. Pracować mi przeszkadzali, łąkę mi zadeptali.
– A jak to było naprawdę?
Tego dnia, 10 maja 1978 roku, parę minut po ósmej rano, Wolski wracał wozem konnym z sąsiedniego pegeeru. Nagle ujrzał idących przed nim drogą dwóch małych, ubranych na czarno ludzików.


Gdy zrównał się z nimi, obaj naraz wsiedli z obu stron na jego wóz. To Wolskiego nie zdziwiło, bo taki był miejscowy zwyczaj.
– Popatrzałem na nich z boku – mówił Wolski. – Dziwne to było jakieś, ubrane w czarniawe stroje, obcisłe, tylko dłonie mieli gołe, i twarze, ale byli jacyś tacy ciemnooliwkowi na gębie. Myślałem, że to może Chińczyki, ale o nic nie pytałem. Nogi im zwisały z wozu i widać było, że mieli dziwne buty, tego samego koloru co reszta ubrania, ale z przodu kończyły się one rozszerzeniem w kształcie płetw. Pomiędzy palcami dłoni też mieli takie małe błony – od nasady palców do końca pierwszego stawu. Nic zrozumiałego nie było od nich słychać… Mówili coś, a raczej „świergotali” między sobą.
Po około trzystu metrach wóz wjechał na polanę i Wolski zobaczył przed ścianą drzew dziwny obiekt, unoszący się na wysokości około 5 metrów.
– Duży był jak pół autobusu, i biały. Po bokach miał po dwa kręgi poziome, podobne do „przetaków”, z których wystawały jakby dwa słupy wirującej tęczowej poświaty, ruszające się w górę i w dół.
Na środku bocznej ściany widniał otwór wejściowy, z którego wyglądało jeszcze dwóch takich „potworaków” (określenie Wolskiego). Wolski wyprzągł konia i puścił go wolno na trawę koło wozu. Sam, wraz z dwoma wcześniej spotkanymi przybyszami, wjechał dziwną „windeczką” do wnętrza UFO. Tam kazali mu – na migi – by się rozebrał… do naga.
– Badali mnie jakimiś krążkami podobnymi do talerzyków. Zbliżali je do mnie i oddalali. Badało tylko dwóch, a jeden stał przy ścianie i w małym otworku wiercił małym, czarnym patyczkiem zakończonym kulką.
Jan Wolski ze swojego pobytu w statku Obcych zapamiętał kilka rzeczy. Wewnątrz było ciemno, światło padało tylko przez otwarte drzwi. Pod ścianami stała długa „ławeczka”, wysoka na jakieś 60 cm. Koło wejścia leżało kilkanaście żywych ptaków: wron, kawek. Sufit był półokrągły i wzdłuż niego – od jednej ściany do drugiej – biegła czarna „rura”. Nie było też żadnego okna.

Po zbadaniu Wolskiego kosmici zwieźli go na dół i wypuścili. Odchodził, kłaniając się czapką, a oni stali w drzwiach, kiwali głowami i wykrzywiali się.
Wolski ponownie zaprzągł konia i pognał do domu. Tam zaalarmował swych dwóch synów, ale zanim się zebrali, zawiadomili sąsiadów i wreszcie pojechali, po UFO nie było już śladu.
Ściślej mówiąc, pozostały tylko ślady. Ale wcale nie tam, gdzie UFO wisiało w powietrzu. Wokoło na miękkim gruncie – w lasku i na łące – aż się roiło od śladów stóp owych ufonautów. Niestety, przez kilka następnych dni zostały one całkowicie zadeptane przez setki ludzi i milicję.
Rekonstrukcja wydarzeń, szczególnie zaś obliczanie czasu, dokonane w 1978 roku przez naukowców z Łodzi i Krakowa, wykazała iż incydent prawdopodobnie nie trwał dłużej niż godzinę, może półtorej. Tymczasem:
– Spotkał pan tych „potworaków” jakieś dziesięć po ósmej. Która była godzina, gdy wrócił pan do domu ze spotkania z Obcymi? – pytam pana Wolskiego. Dodajmy, iż drogę z polany, na której wylądowało UFO, do domu – ok. 450 m – Wolski przejechał galopem.
– Mam w domu budzik, który od lat chodzi dobrze. Była na nim godzina wpół do dwunastej.
A zatem całe wydarzenie musiało trwać około trzech godzin i dwudziestu minut, a nie godzinę czy półtorej! Wolski miał wtedy – w 1978 roku – 72 lata. Starego, zmęczonego ciężką pracą człowieka nie odważono się poddać seansowi hipnotycznemu w celu wydobycia z jego podświadomości zatartych wspomnień. Wolski nie żyje już od kilku lat. Będziemy go pamiętać jako pierwszego człowieka, który odważył się nie kryć z tym, co przeżył.
Podczas badań przeprowadzonych w 1981 r. przepytaliśmy innych mieszkańców wioski. Okazało się, że odlatujący obiekt widziało we wsi dużo ludzi. Nie chcieli oni jednak rozmawiać z ekipą telewizyjną.
Incydent w Emilcinie jest jednym z najciekawszych i najdokładniej zbadanych. Pisano o nim w wielu krajach – między innymi w poważnych periodykach badawczych.

Chałupy – podróż poza naszą przestrzeń
8 sierpnia 1981 roku w Chałupach na Helu również wylądowało UFO. Był to bardzo dziwny obiekt. Chociaż niewielkich rozmiarów (5,60 m dł. i 2,80 m wys.), musiał ważyć aż 2200 ton! Skąd o tym wiemy?
Chałupy są, jak wiadomo, miejscowością wypoczynkową. Wśród tysięcy wczasowiczów było kilku naukowców, którzy natychmiast z zapałem przystąpili do badań. Zbadawszy ślady po lądowaniu, obliczyli, z jaką siłą obiekt wbił się w podłoże – w miejscach, gdzie stały podpory UFO, grunt sprasował się na kamień.
Badania miejsca lądowania statku kosmicznego zaowocowały powstaniem jednej z najbardziej rewolucyjnych teorii ostatnich lat – tzw. teorii Sieci Wilka. Badając otoczenie miejsca lądowania w Chałupach, Miłosław Wilk, naukowiec i radiesteta, odkrył specyficzne tunele energetyczne, którymi przemieszczają się w postaci wiązek energii statki Obcych (o Sieci Wilka pisałem w nrze 10/98 Gm). Sieć taka umożliwia podróże międzygwiezdne, gdyż wiązki tej energii, jeszcze nieznanej naszej nauce, mogą biec szybciej niż światło. Teoria Wilka jest już znana poza granicami Polski – pisali o niej badacze niemieccy: Grażyna Fosar (astrofizyk i psycholog) oraz jej mąż Franz Bludorf (fizyk) m.in. w książce „Dziedzictwo Avalonu” (wydanej również w Polsce przez wydawnictwo „Prokop”).
Założenia teorii Wilka zostały niespodziewanie potwierdzone przez trzech profesorów z Wydziału Fizyki Uniwersytetu w Kolonii (Niemcy): prof. Gźntera, Deutscha i Nimitza – podczas badań naukowych przeprowadzonych w styczniu 1998 roku. W trakcie doświadczeń z efektem tunelowym cząsteczki rozpędziły się do 1 500 000 km/sek! Przypominam, że prędkość światła wynosi ok. 300 000 km/sek. We wrześniu 1998 r. kanał telewizyjny „Discovery” pokazał fascynujący film o tym doświadczeniu.
Doświadczenie niemieckich naukowców potwierdziło to, o czym badacze sieci Wilka wiedzą już od kilku lat: w „słupach” czy „tunelach” sieci płyną wiązki tachionów – cząstek biegnących szybciej niż światło. Dzięki nim nasza świadomość kontaktować się może zarówno z przeszłością, jak i przyszłością.

Kosmos uduchowiony


Niespodziewanie więc lądowanie UFO w Chałupach nabrało też znaczenia duchowego. Wszyscy bowiem badacze tego incydentu nagle zaczęli rozwijać w sobie moce psychiczne. Niewielu ludzi wie, że był ktoś, kto spotkał załogę tego statku i został zabrany na jego pokład oraz odbył podróż poza naszą czasoprzestrzeń. Był to pan R.K. (poznałem go wkrótce po tych wydarzeniach). Miał wówczas 38 lat, z zawodu był plastykiem. Wcześniej nie wierzył w UFO i nie zajmował się ezoteryką czy rozwojem duchowym. Tamtego dnia spotkał na leśnej ścieżce dwie dziwne istoty, które telepatycznie zaprosiły go na pokład statku. Podczas podróży w nieznane kosmici ukazali mu niebezpieczeństwa, jakie grożą pewnej okolicy galaktyki, w której znajduje się ich macierzysta planeta.
Powiedzieli mu też, że szukają bezpiecznego miejsca w kosmosie – takiej planety, na którą mogłaby się przesiedlić ich rasa, gdyż planeta, którą zamieszkują obecnie, zostanie wchłonięta przez olbrzymią gwiazdę. Na Ziemi są tylko przejazdem, szukają pozostawionych tu swoich wysłanników i proszą go (tj. p. R.K.), by im w tym pomógł…
Po powrocie na Ziemię pan R.K. bardzo się zdziwił, gdyż okazało się, że minęło tu zaledwie 12 minut, podczas gdy on mógłby przysiąc, iż jego podróż trwała wiele godzin…
Pan R.K. nie zamierzał rozpowiadać wszystkim naokoło o swojej przygodzie – wiedział, jak ludzie mogliby zareagować. Myślał, że wkrótce jego życie wróci do normy. Jednak stało się coś dziwnego – opanowała go przemożna chęć poznawania dziedzin związanych z rozwojem duchowym.
– Od 1982 roku zacząłem spotykać się ze znakomitościami z dziedziny astrologii, religioznawstwa, astronomii, chiromancji, ufologii, w szczególności zaś z psychotronikami, ezoterykami, mistykami i dziesiątkami radiestetów. Jednym słowem – zacząłem studia psychotroniczne. Otworzyła się przede mną droga w światy pozazmysłowe. To fascynujące – zwykły człowiek, daleki od jakichkolwiek myśli o rozwoju własnej świadomości, nagle, po kontakcie z ufonautami, wszedł na ścieżkę poznania tego, co ukryte przed wzrokiem fizycznym.
Od lądowania UFO w Chałupach mija już osiemnaście lat. Przez ten czas – tylko w wyniku badań wykonanych tam metodami radiestezji – pojawiła się nowatorska teoria Sieci Wilka, która wytropiła drogi, jakimi strumienie energii przedostają się z dalekich okolic kosmosu do naszego świata, w którym żyjemy i w którym potrafimy zobaczyć UFO.

Kazimierz Bzowski +

Z wszystkich relacji na temat tego niesamowitego incydentu tylko dwie oddają wiernie  przebieg wydarzeń…

Relacja Kazimierza Bzowskiego i Zbyszka Blani-Bolnara.

Obaj niestety już nie żyją .

Advertisements

From → Artykuły

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: