Napisane przez: paranormal.pl | 09/11/2009

Niezwykłe zależności czy niezwykłe przypadki ?

Przez dziesiątki lat ufologia poszukuje odpowiedzi na pytanie: „jeśli Kontakt z inną cywilizacją istniał lub istnieje – jaki jest jego cel?”. Pomocne w tym rozważaniu może być szukanie powiązań i relacji między zjawiskami UFO a świadkami, relacji między UFO a wydarzeniami, które mają swoje historyczne i globalne znaczenie dla mieszkańców Ziemi. Jedną z takich zależności jest statystycznie większa ”pojawialność” się UFO podczas tzw. fal UFO mających miejsce np. we Francji (1954), w Polsce (1979-80). Inna zależność, to pojawianie się UFO w momentach ważnych historycznie lub też nad obszarami znanymi ze znaczących wydarzeń itp. Lecz nie o tym chciałbym dziś mówić. W poniższym tekście chciałbym przedstawić ewentualne relacje jakie mogą zachodzić między obserwacjami UFO a świadkami i wydarzeniami globalnymi, z tą tylko różnicą, że głównymi bohaterami tych wydarzeń nie będą ludzie.Będą nimi zwierzęta. A właściwie seria przypadków nazywanych w ufologii „okaleczeniami zwierząt”, choć tak naprawdę jest to nazwa czysto umowna. Mutylacje – (ang. cattle mutillations) są to najczęściej śmiertelne okaleczenia zwierząt hodowlanych. Po pobieżnym studium tego tematu wydawałoby się, że sprawa nie jest znacząca, że mamy do czynienia z wymysłami farmerów, rolników a także ufologów, którzy wprowadzili do obiegu „ufologiczną chupacabrę” i inne kosmiczne stwory i te, jako bardzo efektowne – funkcjonują do dzisiaj.Można by przejść nad tym do porządku dziennego, gdyby nie pewna relacja, zależność, czy też przypadkowość (?) być może nie dla wszystkich dostrzegalna. Ostatnie światowe wydarzenia związane z BSE, SARS i w końcu H5N1 spowodowały, że odgrzebałem ten „zwierzęcy wątek” . Czy słusznie?  Spróbuję przekonać Czytelnika, że może warto się nad tym wszystkim zastanowić…1. Dziwne „przygody” zwierząt.

Literatura ufologiczna jest dość bogata jeśli chodzi o opisy związane z obserwacjami UFO i towarzyszącym im okaleczeniom zwierząt. Doniesienia relacjonujące te historie wydają się pojawiać na przełomie lat 60/70.tych ub. wieku. Pochodzą wtedy głównie z Brazylii, Boliwii, Puerto Rico i z USA, gdzie szczyt tych doniesień przypada na rok 1995 i w samym tylko USA notuje się do tego roku około 50 tys. przypadków.  Mówi się w nich głównie o krowach, choć niektóre relacje dotyczą także owiec, kur, królików. Skala tych zjawisk wydaje się narastać do końca lat 90.tych przy czym zjawisko rozszerza się na Argentynę, Hiszpanię, Portugalię, Nikarague, Kanadę, Australię i Skandynawię.

W wielu wypadkach nieznane obiekty (UFO), „tajemnicze helikoptery”, nieznane postacie, śmierć okaleczonych zwierząt, to główne elementy tych wszystkich doniesień. Wiele z nich jest bardzo drastycznych i dziwnych. Często w ich pobliżu znajdują się kręgi wygniecionej trawy. Dr Levengoed, biofizyk z Michigan, badał trawę pochodzącą z takich kręgów znalezionych w Garnett w stanie Kansas i w Chacon w stanie Nowy Meksyk. Okazało się, że komórki roślin wewnątrz tych kręgów, poddane były działaniu promieniowania mikrofalowego. Ciała zwierząt nosiły ślady oddziaływania wysokiej temperatury objawiające się martwicą i zamieraniem tkanek pod wpływem ciepła. W kilku przypadkach ślady te wyraźnie wskazywały, że nie były one wywołane działaniem lasera. Badanie pod mikroskopem pokazało, że było to precyzyjne cięcie dokonane między ściankami komórek, coś, co pozostaje absolutnie poza naszymi możliwościami. Najczęściej usuwane są narządy rozrodcze i odbyt. Często oczy usuwane są z pozostawieniem tłuszczowych poduszek. Język usuwany jest aż do nasady. Cięcia na klatce piersiowej w celu usunięcia znajdujących się w niej organów wykonywane są w taki sposób, że nie jest uroniona ani jedna kropla krwi i nie są uszkodzone kości. Dorosła krowa posiada przeciętnie 150 litrów krwi a  niektóre z nich miały ją spuszczoną aż z naczyń kapilarnych. Jest to kolejny przykład działania pozostającego poza naszymi możliwościami a tym bardziej możliwościami lat 60.tych. W miejscach okaleczeń zwierząt znajdowano różne dziwne rzeczy. Wiele z nich jak i cały temat spróbuję opisać w innym opracowaniu i w trochę szerszym ujęciu.

W pierwszym odruchu, rozwiązaniem tych zagadek przez zdrowego i rozsądnego człowieka może być jedynie przypuszczenie o ubarwianiu opowieści przez świadków, celowe ludzkie działanie.  Lecz trudno sklasyfikować do którejś z tych hipotez wszystkie te „dziwności”, które towarzyszą tym obserwacjom. Przytoczę jedną z nich, pochodzącą z roku 1968 z Boliwii, opisaną w książce  Stefana Stigsjoo – Tefatsfalket ser oss – wyd. Larson 1973 [1]:

Kobieta doglądająca swoich zwierząt z zaskoczeniem zauważa, że ogrodzenie z owcami pokryte jest jakąś dziwną „siecią z plastiku” , natomiast w środku ogrodzenia dostrzega dziwaczne stworzenie o wysokości około 1,1 m. Istota ta zajmowała się zabijaniem owiec za pomocą instrumentu, który świadek porównał do „rury zakończonej hakiem”. Mimo dziwności tego zdarzenia, świadek przypuszcza, że jest to złodziej i rzuca w istotę kamieniami. W tym momencie istota podeszła do stojącego obok niej „instrumentu w kształcie radia” i poruszała znajdującym się na nim dźwignią co spowodowało, że „siatka” została do niego wchłonięta, zaś stworzenie podeszło do świadka z narzędziem, którym zabijało owce i zaczęło w nią rzucać. Instrument nie trafiał ale za każdym razem powracał do rzucającego „jak bumerang” . Mimo wszystko instrument kilka razy trafił w świadka i kobieta odniosła kilka ciętych ran. Stworzenie tymczasem chwyciło instrument oraz pojemnik, w którym znajdowały się wycięte organy wewnętrzne zabitych owiec po czym wzniosło się pionowo w powietrze i znikneło. Oficjalne dochodzenie policji nie przyniosło żadnego rozwiązania tej zagadki. 32 owce zostały zabite a ich organy trawienne zostały usunięte przez nieznanego sprawcę.

Mimo wielości przypadków mutylacji przytoczyłem akurat powyższe i to z kilku powodów. Jednym z nich jest stosunkowo wczesna data, bo lata 60.te, jak i to , że rzadko pojawiają się one w polskiej literaturze, która przytacza raczej przypadki z lat 70 tych i późniejsze. Kolejny powód to informacja, która może stworzyć Czytelnikowi pewien problem gdy będzie usiłował połączyć te wydarzenia z możliwością dokonywania tych „operacji” przez człowieka z wykorzystaniem urządzeń laserowych. W czasie, kiedy zdarzyły się pierwsze przypadki okaleczeń, ta wymyślna technika jeszcze nie istniała. Wprawdzie w 1960 roku fizyk Theodore Maiman skonstruował pierwszy działający laser, lecz dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych lasery zaczęto stosować w medycynie. Tymczasem rozległe cięcia wnikające głęboko w tkankę wymagają bardzo skomplikowanej, pobierającej dużo energii aparatury.  Wróćmy już do naszych czasów. W listopadzie 1993 r. ze wschodniego wybrzeża Anglii napłynęło wiele raportów o okaleczeniach owiec i jagniąt. Wszystkie zwierzęta okaleczono w ten sam sposób – mała dziurka w czaszce, skąd usunięto mózg. W usiłowaniu rozwiązania zagadki brała udział policja i miejscowi farmerzy robiąc obławy na nieuchwytnego napastnika. Pewnej nocy, po której znaleziono martwego cielaka  udało się nawet sfilmować patrolowany obszar, niestety, po wywołaniu filmów, na zdjęciach nie zauważono niczego podejrzanego. Na czarnym tle widoczny był jedynie mały biały obłoczek w centrum kadru. Ciekawy jest tu mały szczegół – jeden z wartowników twierdził, że jego zegarek zatrzymał się o godzinie 4.30 i od tamtego czasu nie działa [4].

Spraw tego typu są tysiące i obejmują prawie cały świat. Jedną z hipotez jest oczywiście kolejna teoria spiskowa mówiąca o udziale rządów oraz korporacji biznesowych no i oczywiście wojska, które stosuje skomplikowane urządzenia laserowe, prowadzi badania genetyczne lub tez usiłuje zapobiec temu co wymknęło się spod kontroli. Po co jednak by to robiono stosując tak dziwaczne dla obserwatorów działania ?

Podsumujmy: mamy zatem do czynienia z historią okaleczeń, zaczynającą się w latach 60.tych i rozwijającą się stopniowo aby w połowie lat 90.tych osiągnąć moment kulminacyjny…

2. Bardziej ziemskie historie.

Tymczasem inne historie, już bardziej „ziemskie” a dotyczące krów, zaczynają się także w tym samym czasie i także najistotniejsze wydarzenia związane z BSE wydają się mieć również podobną tendencję na przestrzeni tych samych lat. Mimo, że do wiadomości statystycznego człowieka informacja o BSE dociera dopiero pod koniec lat 90.tych, o chorobie tej wiadomo było dużo wcześniej.

Tzw. choroba szalonych krów, której występowanie u bydła nazwano BSE (Bovine Spongiform Encephalopathy) a u ludzi CJD (Cruetzfeldt-Jacob’s Disease), zaczęła się rozprzestrzeniać w 1985 roku i po 10 latach zaraziła ponad 150 tysięcy zwierząt. Ile jest obecnie – chyba nie bardzo już wiadomo. Przyczyną zakażenia jest prion, białko niewielkich rozmiarów (około tysiąca nykleotydów), które jak się przypuszcza nie zawiera kwasu nukleinowego (DNA). Zamiast spirali przybiera ono kształt pałeczki. Po zetknięciu się ze zdrowym białkiem organizmu zainfekowanego może narzucać swój patologiczny kształt. Nie ma oczywiście podstaw aby obarczyć „kosmitów” za BSE i powstanie prionów. Jak wykazały badania, za narodziny prionu odpowiada kanibalizm, do którego zmuszane były takie zwierzęta roślinożerne jak krowy. Hodowcy przez długi czas utrzymywali w tajemnicy, iż do paszy zwierzęcej dodają szczątki martwych krów ze swojego stada, tych, które nie wytrzymały okropnych warunków taśmowej hodowli. Robiono to ze względu na zwiększenie zysków i spotęgowanie ilości produkowanego mleka, a w kampaniach reklamowych przedstawiano swoje wyroby jako bardzo zdrowe i tradycyjne. W innych przypadkach dodawano do paszy szczątki martwych owiec. Podobnie ma się sprawa z krowią odmianą AIDS (zwaną BIV), którą odkryto w 1990 w USA, a w 1993 roku także na terenie Wielkiej Brytanii. Odkryto także zainfekowane przez BIV króliki, owce i kaczki. Analizując historię BSE i BIV dochodzi się także do początków, a mianowicie do choroby owiec zwanej scrape (ang. scrape – drapać – nazwa postała na podstawie obserwacji zachowań chorych zwierząt). Właśnie to w latach 80.tych zaczęto dodawać do paszy dla bydła mączki kostno-mięsnej uzyskanej z padliny różnych zwierząt (również owiec i kóz padłych z powodu scrape). Okazuje się, że scrape była już zidentyfikowana prawie 100 lat temu a dopiero w latach 30.tych XX wieku została wynaleziona odpowiednia szczepionka. Tak wiec można stwierdzić, że scrape istniało już w XIX wieku.

Czy do tych historycznych początków ktoś jeszcze sięga? Okazuje się, ze tak. I nie jestem zupełnie przekonany, że tylko my… Oto przypadek dość znany w literaturze ufologicznej, z czasów, gdy na pewno nie było jeszcze laserów, helikopterów i wszelkiego latającego żelastwa, albowiem technika lotnicza dopiero się rodziła. Jednak w 1897 w USA ilość obserwacji nieznanych obiektów wydaje się nawet skłaniać do postawienia hipotezy o jednej z „fal UFO”. Kiedy przestudiuje się bliżej te doniesienia okazuje się, że są one podobne do raportów z naszych czasów. Mówią one m.in. o zwierzętach a jedną z nich jest relacja z kwietnia 1897 roku pochodząca z Reloy, Kansas. Tak oto brzmi ona z ust bezpośredniego świadka, farmera  Aleksandera Hamiltona:

„…Mniej więcej ok. godz. 22 obudziło nas hałasujące bydło. Wyskoczyłem z łóżka sądząc, że to mój pies był powodem. Kiedy jednak doszedłem do drzwi zobaczyłem statek powietrzny schodzący powoli ku krowom. Zawołałem mojego sublokatora Geda Heslip’a oraz mojego syna. Uzbrojeni w siekiery wyszliśmy na dwór. Pojazd (ok. 9 m średnicy)  był zrobiony z jakiegoś przejrzystego materiału z wąskim pasem. Widać było ‘załogę” złożoną z sześciu najdziwniejszych stworzeń jakie kiedykolwiek widziałem. Staliśmy oniemiali ze strachu i zdziwienia. Nagle zwrócili na nas uwagę i skierowali na nas światło. Natychmiast po tym jak nas dostrzegli, obiekt zaczął się obracać i podniósł się lekko jak ptak. Kiedy  znajdował się ok. 90 m nad nami, – zatrzymał się i po chwili ruszył w kierunku dwuletniej krowy, która zaczęła uciekać i w popłochu utknęła w sztachetach ogrodzenia. Kiedy podbiegliśmy do tego miejsca widać było „kabel” o średnicy ok. 1 cm wykonany z jakieś czerwonego materiału. „Kabel” był zawiązany dookoła szyi krowy. Drugi jego koniec znajdował się w obiekcie. W chwilę później obiekt wraz z uwięzioną do niego krową zaczął się podnosić i wszystko niebawem zniknęło na północnym zachodzie…Poszliśmy do domu ale byłem tak zdenerwowany i przerażony, że nie mogłem zasnąć. Wstałem więc i zacząłem konno objeżdżać teren w nadziei, że znajdę jakieś ślady. Niestety, śladów nie udało mi się znaleźć. Wieczorem następnego dnia natomiast dowiedziałem się, że przed południem mój znajomy Lin Thomas mieszkający ok. 15 km za zachód od Leroy znalazł skórę, nogi i głowę na swoim polu…”.

I nie są to jedyne przypadki z tego okresu. Oto w 1890 r. w Anglii w pobliżu Ennerdale znaleziono kilka martwych owiec. Ich ciała były całkowicie pozbawione krwi i płynów wewnątrz ustrojowych. Także 1874 – Anglia – kolejne przypadki odnalezienia ciał martwych owiec. Tak jak poprzednio, ich krew została doszczętnie wyssana z ich układów krwionośnych. Usunięto też, z nieosiągalną wówczas precyzją, niektóre organy wewnętrzne oraz genitalia. Nie wiem co z tym wszystkim zrobić ale wydaje się, że gdy odrzucimy „teorię spisku”, sugerującą działanie człowieka w „okaleczaniu zwierząt”, wydaje się trochę mało prawdopodobne aby w tych samych latach, te same zwierzęta miały jednocześnie tak wiele podobnych „przygód”. Być może zainteresował się tym wszystkim jeszcze ktoś inny niż my? Tylko w jakim celu? Może w obawie o to, co może nastąpić później, w przyszłości?

3. Także i w Polsce.

Wydarzenia związane ze zwierzętami dotyczą nie tylko krów. Ponadto znalezione martwe zwierzęta domowe wg relacji świadków nie tylko są okaleczone w dziwny i precyzyjny sposób. Niektóre z relacji mówią nie tylko o okaleczeniu tych zwierząt jak również wyłącznie o „zainteresowaniu” się nimi ufonautów. Relacje obejmują także owce, króliki, ptactwo domowe. Co ciekawe, dotyczą też Polski. Z mutylacją mamy do czynienia w Krzyżownicy (2004). Ma tam ponadto miejsce kilka przypadków, które sugerują związki z kurami i królikami (1985,2000) oraz CEIII w 2003 r. Mimo pewnych wątpliwości co do tamtych przypadków, zdarzenie z roku 2004 badałem osobiście i z uwagi na to, ze jego utentyczność jest bezsprzeczna, pozwolę sobie przytoczyć jego fragmenty

Sprawa zaczyna się prozaicznie. Prosiak (ok. 6 tygodni) należący do świadków zdechł z nieznanych im przyczyn w czwartek 5 sierpnia 2004 r. Postanowili go zakopać. W niedzielę 8 sierpnia jego ciało zostało odnalezione w miejscu gdzie został zakopany. Zdziwienie świadków dotyczyło nie tylko faktu, że zakopane zwierzę jest ponownie na powierzchni lecz również brak jego ogona. Wg nich był on równo odcięty „jak gdyby ktoś posługiwał się ostrym narzędziem”. Na ciele zwierzęcia nie było żadnych śladów pogryzień przez inne zwierzęta, żadnych śladów szarpania ciała itp. Martwe zwierzę zostało zakopane ponownie.  W poniedziałek 9 sierpnia przed południem ciało zostało znalezione ponownie w tym samym miejscu. Nie widać było śladów odkopywania zwierzęcia. Leżało po prostu na ziemi obok miejsca zakopania. Tym razem rodzina zauważa wycięte małżowiny uszne a wycięcia sięgały w głąb głowy, „jakby wycięte były także organy wewnętrzne związane z uchem”, zwierzę miało także ucięte dwie prawe nogi na wysokości kolan. Także i teraz cięcia te wydają się być dokonane ostrym narzędziem. Zwierzę w dalszym ciągu nie posiadało żadnych innych ran sugerujących ingerencję innych zwierząt. Tym razem wykopano dół w ziemi głęboki na ok. 1 m i zakopano tam martwe zwierzę ponownie.

Tak kończy się ta historia. Towarzyszą jej ponadto „dziwne głosy” słyszane przez świadków w przeddzień wydarzeń a głosy te świadkowie porównują do tych z roku 2003 gdy doszło do spotkania CEIII. Sprawa ta została opisana w szczegółowo w odrębnym raporcie a tu przytaczam ją tylko jako ciekawostkę, która uświadamia nas, że wydarzenia tego typu nie omijają naszego kraju.  Nb. w tym samym czasie, w dniu 8 sierpnia 2004 ma miejsce takie samo wydarzenie na drugiej stronie globu, w Kalifornii. Opisuje je szczegółowo Linda Multon Hove a sprawa dotyczy znalezienia okaleczonej jałówki. Miała ona odcięte lewe ucho i także brakuje jej lewego oka. Na lewym boku znajdowało się wycięcie w skórze przez które wyjęto wszystkie organy wewnętrzne: od serca i płuc aż do odbytnicy. Odcięty został również kawałek prawego ucha oraz ogon u podstawy kręgosłupa. Wokół jałówki nie odnaleziono żadnych śladów krwi [3]. Może to tylko zbieżność dat, w każdym razie świadkowie z Krzyżownicy nie mogli o tym wiedzieć…

4. Zmiana obiektu zainteresowań.

Wiele wskazuje na to, ze obiekty mutylacji zaczynaja cieszyć się “zainteresowaniem” w różnych okresach czasu i dalej występują już  równolegle. Po krowach i owcach nadszedł z początkiem lat 80.tych ub. wieku czas na inne zwierzęta domowe, z których charakterystyczne staje się m.in. „czyjeś” zainteresowanie kurami. Tych przypadków jest również niemało. Przytoczę poniżej jeden nich, które wyraźnie sugeruje związki z ufonautami. Miał ono miejsce 3 marca 1980 roku ok. godz. 3.30 w nocy w podwórzu domu w miejscowości Rio Piedras na wyspie Puerto Rico.

Świadkami są 16 letnia dziewczynka Vivian Cruz Rodriguez i jej 13 letni brat Jose Celso Cruz Rodriguez, których obudziły w nocy dźwięki dobiegające z podwórza i szczekające psy. Vivian wstała aby zobaczyć co jest powodem całego zamieszania. Wyglądając przez okno zobaczyła 5 postaci poruszających się na podwórzu. Sądząc po wyglądzie nie byli to zwykli złodzieje i jak określa „mimo, że przypominali ludzi, nie byli „normalni”. Dziwne było ich zachowanie. Vivian obudziła swojego brata i razem z nim obserwowała te dziwne postacie, które jak gdyby czegoś szukały na podwórzu. Ich główne „zainteresowanie” dotyczyło kilku klatek z kurami. Wg Vivian postacie były podobne do ludzi, choć nie całkowicie. Dwóch z piątki „włamywaczy” było wzrostu ok. 150 cm, pozostała trójka mogła mierzyć ok. 90 cm. Wyżsi byli szczupli, dobrze zbudowani, ubrani w dopasowane kostiumy „nurków”, koloru ciemnobrązowego. Widać było jednak odkryte twarze, uszy i ręce. Uszy były duże i bardzo odstające. Kolor twarzy, uszu i rąk – szary. Ręce były duże z czymś co przypominało błonę między palcami. Ta samą błonę zauważono na nogach istot. Trzy mniejsze postacie wyglądały bardziej dziwnie. Ramiona wszystkich postaci były długie i skierowane do przodu, co powodowało, że postacie wyglądały „jakby były garbate”. Ciało mniejszych postaci było pokryte jakby łuskowatą materią, pełną małych ciemnobrązowych wybrzuszeń poza twarzą i rękoma.  Również i mniejsze istoty miały duże odstające uszy. Mówi Vivian”: „…miałam okazję przyjrzeć się dobrze twarzy jednego z tych małych. Kiedy zauważył, że ich obserwujemy, spojrzał prosto na nas. Jego twarz była szara i wydłużona ze szpiczastą brodą. Posiadał wydłużoną twarz, jakby kształtu gruszki, z dużymi oczami i powiekami. Oczy błyszczały mu jak psa w mroku. Na jego głowie znajdowało się coś w rodzaju hełmu z „ozdobą pośrodku przypominającą grzebień”. Wszyscy posuwali się do przodu ale wykonywali małe skoki co przypominało jakby płynięcie w powietrzu….”. Vivian i jej brat odnieśli wrażenie, że dwie większe istoty roztaczały pewną kontrolę nad mniejszymi.  Podczas obserwacji Jose poczuł nagle bardzo duże zmęczenie i musiał położyć się spać.

Wydaje się, że klatki z kurami interesowały przybyszów najbardziej. Potrząsali oni nimi i starali się obejrzeć je z najbliższej odległości. Było dziwne, że kury ani kozioł znajdujący się na podwórzu, nie były w żadnym stopniu wystraszone tym co się wokół nich dzieje. Zwierzęta były spokojne i ciche mimo, że stworzenia potrząsały klatkami. Po chwili, psy, mimo, że na początku szczekały,  poczuły jakby zmęczenie i weszły do łóżka Vivian.
Jedna z większych postaci, który wydawał się być „dowódcą” miał w prawej ręce metalową kulę wielkości piłki srebrnego koloru. Pochylił się nagle, podniósł stare lusterko samochodowe leżące na ziemi i przyglądał się mu kilka minut. Koło lusterka leżała metalowa płyta, którą sąsiadka Dona Anna miała zwyczaj używać do zasłaniania klatek. Następnego dnia, kiedy wszyscy zaczęli bliżej przyglądać się miejscu nocnej wizyty, zauważono kontury dłoni, natomiast blacha była tak gorąca, że trzeba było czekać do godziny 13-tej w południe aby ja dotknąć. Kiedy świadkowie przeglądali dalej miejsce stwierdzili coś w rodzaju wilgotnych plam, jakiejś cieczy, którą trudno było usunąć lub wytrzeć. Vivian kontynuuje: „ obserwowaliśmy stworzenia około pół godziny, gdy nagle usłyszeliśmy dźwięk samochodu i zobaczyliśmy jego zbliżające się światła. Wydaje się, ze to przestraszyło stworzenia, które opuściły podwórze oddalając się w kierunku Arenida 65 de Infanteria”.
Badający ten przypadek pytali Vivian dlaczego nie obudziła rodziców. Tłumaczyło to tym, że dom podzielony jest na dwie części i jedyna droga , która je dzieli biegnie przez podwórze, gdzie stały stworzenia. Czuła ponadto wewnętrzne pragnienie wyjścia do tych stworzeń ale bała się, że uciekną gdy to zrobi. Miała też przekonanie, że stworzenia te nie są dla niej groźne. Rodzice Vivian, akceptują jej opowiadanie i pamiętają, że słyszeli szczekanie psów ale poczuli wielką senność i nie byli w stanie wstać z łóżka….” [1].

Związki z kurami dostrzega się także w przypadku Krzyżownica (1985) i sąsiedniej miejscowości Kamionek, którego nie chcę tu przytaczać, ze względu na jego rozmiar. W każdym razie zdarzenie to kończy się śmiercią kilkunastu kur pozbawionych zupełnie krwi a napastnik pozostaje nieznany. Także i opis postaci widzianych przez świadków z Krzyżownicy (CEIII-2003) wydaje się tu bardzo zbliżony do przedstawionego wyżej w Puerto Rico.

Zresztą zmiana obiektu zainteresowań ufonautów na przełomie lat70/80 dotyczy nie tylko kur. Pierwszą w ogóle wzmiankę o ptakach znajdujących się na pokładzie UFO przeczytać możemy w bardzo dobrze zbadanym przez Zbigniewa Blanię przypadku z Emilcina (1978). Opisując wnętrze pojazdu świadek zapamiętał, że na jego podłodze leżało kilka sparaliżowanych lecz żywych ptaków, które Wolski zidentyfikował jako gawrony.

Czy to przypadek, czy jakiś związek, czy tez  dziwne zbiegi okoliczności, że te i setki innych tego typu przypadków mają miejsce akurat podczas globalnych wydarzeń, które dotyczą nas wszystkich?

5. Wracamy na ziemię.

Ptasią grypę po raz pierwszy rozpoznano na początku XX wieku – w roku 1901 a  w 1933 roku po raz pierwszy udało się wyizolować wirus grypy.  Wiadomo, że atakuje co kilka – kilkanaście lat, w różnych miejscach naszego globu. Najczęściej epidemia dotyka popularne gatunki ptactwa domowego – przede wszystkim kur i kaczek ale także gęsi, indyków oraz perliczek, atakuje jednak również niektóre gatunki dzikiego ptactwa – w Hongkongu stwierdzono na przykład przypadki zachorowań wśród sokołów wędrownych. Na ptasią grypę zapadały również przepiórki oraz bażanty. Według specjalistów, na ryzyko zachorowania na ptasią grypę narażone są najprawdopodobniej wszystkie gatunki ptactwa, choć niektóre okazują się bardziej odporne od innych. Stopień nasilenia ptasiej grypy (zwaną też influenzą) zależy od rodzaju wirusa – może ona być łagodna lub bardzo zaraźliwa i śmiertelna. Niedawno na terenie Rosji pojawił się jeden z najbardziej zakaźnych szczepów wirusa – H5N1. Zakażenie tą odmianą wirusa może nastąpić przez bezpośredni kontakt między ptakami, dlatego niezwykle szybko rozprzestrzenia się on na fermach drobiu, gdzie jego przenoszeniu szczególnie sprzyja duże zagęszczenie ptaków.

Jak wskazują badania, choroba przenosi się również na ludzi – ostatnia epidemia, zapoczątkowana zachorowaniami w 2003 roku na Dalekim Wschodzie dotarła już do Rosji i Turcji. Według wirusologów, istnieje poważna groźba, że wirus ze szczepu H5N1 w ciele ssaka zmutuje i stanie się równie zaraźliwy dla ludzi jak i dla ptaków, gdyż będzie się bardzo łatwo przenosił z człowieka na człowieka. Specjaliści ostrzegają, że ptasia grypa może przybrać rozmiary pandemii dotykającej nie tylko ptaki, ale także mieszkańców całej Eurazji a może nawet całego świata.

Czy to wszystko to jest tylko przypadkiem czy zależnością? Czy można założyć, że  istnieją takie przypadki, które są zjawiskiem globalnym? Nie sposób wymienić wszystkie opisów pochodzących z różnych rejonów świata, zresztą są one tak drastyczne że trzeba byłoby się zastanawiać na publikacją wielu z nich z nich. Świat staje przed nową groźbą, być może taką, która zmieni Wszystko. Tak jak i skala problemu epidemii jest ogromna choć o niej się nie mówi, stawiając na informację o wyborach i dostawach gazu, tak i skala mutylacji jest również olbrzymia i również schowana z boku jako ufologiczne fantazje.

I tak oto stajemy przed niewiadomą Przyszłości. Być może ktoś oprócz nas, ludzi, tą Przyszłością się interesuje. I to nie od dziś. Ale nie liczmy, że wszystko załatwią za nas „oni”, że będą za nas myśleć i naprawiać ludzkie błędy.  Być może przyglądają się tylko z niepokojem jak całe to ziemskie ZOO zaczyna staczać się po równi pochyłej zbudowanej przez nas samych.

Z.Świerkowski (styczeń 2006


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie