Napisane przez: paranormal.pl | 22/01/2009

TAJEMNICE WYLATOWA – czyli mroczne zakamarki ludzkich umysłów !

Epitafium dla największego blagiera !

“Dla zdobycia wiedzy, codziennie coś dodawaj. Dla zdobycia mądrości,
codziennie coś odrzucaj! Ci którzy nie maja w sobie współczucia, nie
maja tez mądrości” !!!   Tao-Te-Ching (Laotse)

18 maja 2003 roku

Ten dzień zapisał się w pamięć kilkunastu osób, wśród których miałem
okazję przebywać. Postanowiłem tego dnia przetestować cyfrową kamerę
firmy Panasonic właśnie w Wylatowie…

I w ich to właśnie obecności powstała prezentowana poniżej sekwencja video.

Nikt zatem będący przy zdrowych zmysłach, nie jest w stanie zarzucić
mi   jakiegokolwiek fałszerstwa !!!

Jeden ze świadków nagrania  eufemistycznie i z wrodzonym nadęciem
opisuje incydent :

cytat:

“(…) Była 16.10, kiedy podszedł do mnie Tadeusz Filipczak i
zaproponował, abyśmy przeszli się we dwóch na pole i porozmawiali o
szczegółach budowy centrum obserwacyjnego. Nie wiedzieliśmy o tym, że
naszą rozmowę z oddalenia postanowił sfilmować Stanisław Barski.
Pierwsze kadry filmu pokazują, jak razem z panem Filipczakiem stoję
odwrócony do kamery tyłem. W pewnym momencie widać wyraźnie, jak
odrywa się od nas biała kula i z oszałamiającą prędkością porusza się
nad polem. Kula ma średnicę ok. 30-40 centymetrów, intensywnie biały
kolor, zaś jej prędkość szacujemy na ok. 200 km/h. Staszek Barski po
zauważeniu tej kuli śledził jej lot na wizjerze kamery. Kula po
pokonaniu ok. 500 metrów wzbija się pod lekkim kątem w niebo! Kiedy
zobaczyliśmy to nagranie, byliśmy oszołomieni. Nikt nie przypuszczał,
że najciekawsze dopiero przed nami (…)”.

Rzeczywiste wydarzenia przebiegały jednak zupełnie inaczej.

Z jednym wszak zdaniem z powyższej relacji zmuszony jestem się zgodzić !

” (…) Nikt, nie przypuszczał, że najciekawsze dopiero przed nami (…) “

Z pozostałymi nie mogę, z prostej uczciwości wobec faktów.

Nie filmowałem celowo autora powyższej relacji,gość przypadkowo znalazł
się w kadrze podczas rozmowy z Tadeuszem Filipczakiem… On przepadał
wprost za kamerami, ale telewizyjnymi. Na moją nie zwracał uwagi. Gdyby
filmującym był operator jakiejkolwiek stacji telewizyjnej, na nagraniu
na pewno byłby zwrócony do niej twarzą…

Po prostu filmowałem krajobraz pól obsianych zbożem.

W pewnym momencie zauważyłem w  wizjerze rozbłysk światła nad
polem i instynktownie poprowadziłem kamerę…

świadek kontynuuje :

(…) Pomyślicie, że zwariowałem, ale ja nagrałem jakąś kulę! -
Stanisław Barski głośnym krzykiem przywołuje ludzi stojących na polu.
Wszyscy w milczeniu obserwują, jak Stanisław Barski cofa taśmę i
pokazuje fragment filmu, na którym widać… lecącą nad polem kulę!
Zdumienie i szok – to chyba jedyne słowa, które mogą oddać
irracjonalność tamtej sytuacji, kiedy grupa ludzi w milczeniu
wpatrywała się w ekranik LCD kamery (…)

Taki tekst ma sprawiać na czytającym dreszczyk emocji.

Rzeczywisty przebieg wydarzeń był całkowicie inny. Film został
zaprezentowany uczestnikom spotkania ok. 15 min później,
bez krzyków i przywoływań. W zupełnym spokoju.Po tym,kiedy w
odosobnieniu (w  zaciemnionym  garażu pana Szpuleckiego) przeanalizowałem nagranie.

Kula światła przemieszczająca się nad polem , nie ma średnicy 30-40 cm, co można ocenić po obejrzeniu filmu.


Nie mam najmniejszej wątpliwości, że reżyser tego incydentu
(kimkolwiek, lub czymkolwiek jest) w sposób CELOWY wybrał moment,
kiedy osoba rozmawiająca z panem Filipczakiem stała odwrócona tyłem do kamery !!!

On już wiedział !!!

Potwierdza to film a także prezentowana poniżej nocna  fotografia wykonana ok.8 godzin po dokonaniu rejestracji video. Na niej został uwieczniony m.innymi autor cytowanych w tym opracowaniu pełnych nadęcia i nonszalancji słów.

Twarz

Taki stan rzeczy potwierdzają późniejsze wydarzenia znane badaczom i
ich efekty… Oraz postępowanie autora cytatów…

Znamiennie w kontekście opisywanych tu wydarzeń brzmią  słowa
“znajomego   jasnowidza”, chodzi o Krzysztofa Jackowskiego, nomen – omen
przekazane do publicznej wiadomości  w jednym z artykułów przez… właśnie autora cytatów!!!

Oto kolejny fragment:

(…) Nasz znajomy jasnowidz zwierzył się kiedyś, że nad ludźmi
ogarniętymi jakimiś obsesjami lub maniakalnymi dewiacjami widzi jakieś
“ciemne energie” tuż nad głową, taka energia wręcz otacza głowę
człowieka. Być może to one pokazują mroczne myśli, które ma taki
człowiek, sprawa nie jest niestety jasna, choć bardzo ciekawa (…).

Czyżby Krzysztof Jackowski dużo wiedział a mało mówi ?

Dla mnie sprawa stała się jasna, kiedy wywołałem film i zobaczyłem tę
fotografię !!! (film 400 ASA).

Facta loquuntur !!!

Nad stojącym na fotografii autorem wyżej cytowanych słów, rzeczywiście
pojawia się coś dziwnego… mrocznego… niemal ponurego…

Czyja to twarz ???

Czy manifestuje (… ) “mroczne myśli,  które ma taki
człowiek” (…) ? – wszak usytuowała się dokładnie nad jego głową…

Dalej autor wcześniej cytowanych słów posiłkuje się opinią Nancy
Talbott, jak pisze – “znanej badaczki amerykańskiej”…

cytat:

(…) “Nancy Talbott opowiadała nam, że podobna mgła była obserwowana
w innych krajach, gdzie pojawiły się piktogramy, m.in. w Holandii i
USA. Mgła nie jest jednak regułą, ale… odkryliśmy zupełnie nowe
zjawisko w tym roku, przemieszczającą się mgłę, którą widać dopiero w
blasku fleszy. Co to było, nie wiem. I aż boję się myśleć” (…)

Przeczucie ???

Najwidoczniej były ukryte powody takiego lęku !!!

Czy z tego powodu autor cytatów tak ściśle izolował Nancy Talbott od
mojej skromnej osoby w Wylatowie??? I od pozostałych badaczy???

Ja nie boję się myśleć !!!

Kilka miesięcy po opisywanych tu wydarzeniach (niezależnie od Nancy
Talbott) napisałem w artykule “Wylatowo-spotkania z niepojętym”, między innymi:

(…) “Postaci” z mgły lub “pary” wyłaniające się z nicości znane są w
literaturze poświęconej UFO. Znane są tam pod pojęciem projekcji
obiektywnej, chodzi o tzw. dwuwymiarowe płaskie wizje widoczne “w
białych obłokach”. Fotografie (także wykonane w technice cyfrowej)
potwierdzają, że istnieje ośrodek (biały obłok energii), jak i medium
czyli, obiekt na tle nieba, który może być projektorem, będąc
jednocześnie niewidocznym dla ludzkiego oka.
Jak fizycznie wyjaśnić “projekcje obiektywne”? Mogą one być pewnym
rodzajem holografii nieznanej ludzkiej technice, chociaż wydaje się,
że nie są to projekcje w znaczeniu psychologicznym, lecz zjawiska
przestrzenne, niekoniecznie materialnego charakteru , dające się
zmierzyć. Charakterystyczną cechą jest fakt, że znikają z ludzkich
oczu jak obraz telewizyjny po wyłączeniu odbiornika.
Być może są zbudowanym polem siłowym w formie fal świetlnych, które w
wyniku równoważnego promieniowania cząsteczkowego tworzą obraz.
Czy w trakcie tej manipulacji (kimkolwiek są jej autorzy) rozszerzone
zostają możliwości ludzkiej percepcji? Czy u części obserwatorów
nastąpiła zmiana wrażliwości widzenia, polegającego na postrzeganiu
fal świetlnych o zmniejszonej lub też zwiększonej częstotliwości
chociażby o kilka herców? Być może inteligencja ta próbuje poznać nasze wyobrażenia i kopiuje je w formie obiektywnej projekcji.
Być może analizuje naszą wiedzę, nasze myśli, wyobrażenia, fantazje,
może “przekształca” nas, szczególnie psychicznie, a być może także
fizycznie” (…)

Kto i dlaczego ostrzegł mnie wtedy tą manifestacją na fotografii?

Jedno jest pewne, kimkolwiek był – znał przyszłość !!!

I wiedział, że zrozumiem przesłanie !!!

Dziękuję – zrozumiałem natychmiast !!!

Pamiętam o tych, którzy uśmiechali się ironicznie, komentując tą i
inne moje hipotezy dotyczące  ostrzeżenia przekazanego na tym
zdjęciu… Dotyczące tego człowieka.

Odpuściłem…

“Gdzie wszyscy myślą tak samo, nikt nie myśli zbyt wiele. Prawdziwa
mądrość wie, że musi iść na kompromis i zawierać trochę nonsensów, by
głupcy nie mogli odkryć, że to jednak mądrość.”
Walter Lippmann


Historia piktogramu nazwanego (sic!) “bałwankiem”, związane z nim
kłamstwa, oszustwa i machinacje  autora cytatów, wystarczająco
uzasadniają powód takiego przesłania a jednocześnie ostrzeżenia…


To był początek końca wspaniałej atmosfery łączącej badaczy ze
społecznością  Wylatowa !!!

Czy teraz rozumiecie?  Ci, którzy tam przebywaliście!

Biała kula nie odrywa się “od nas” jak podaje powyższa cytowana
relacja, ale błyskawicznie przemieszcza się kilka metrów od
obiektywu kamery. A kilkanaście od stojących osób.

Wykonuje swoje zadanie !!!

Jakie, tego  wtedy nie wiedział  nikt !!! Ja też nie !

Chociaż dużo wcześniej mówiłem publicznie o niewidocznych gołym okiem
sondach telemetrycznych, dokonujących rekonesansu wśród ludzi na
wylatowskich polach !!!

Pamiętam ironiczne uśmiechy żurnalistów… i niestety badaczy.

Ale autor wyżej cytowanych tekstów jest święcie przekonany, że jego osoba
jest centralnym elementem incydentu…

I niewątpliwie ma rację !!!

cytat komentujący nagranie :

(…) “Wtedy widać wyraźnie, że wokół nas… poruszają się małe obiekty
o średnicy ok. 10 cm! Mają białą barwę i są najwyraźniej tymi
obiektami, które udało nam się uwiecznić na dziesiątkach fotografii
wykonanych w Wylatowie. Te obiekty poruszają się wokół nas po spirali,
co sprawia wrażenie, że jesteśmy przez nie skanowani” (…)

Znamienne, że jemu samemu nigdy nie udało się sfotografować
najmniejszego nawet obiektu. Ani sfilmować,chociaż nosił w ręku
potężną kamerę produkcji ZSRR, niestety nie miał do niej filmu… Ale
miała robić wrażenie.

Co nie przeszkadza  mu pisać (…) “które udało nam się uwiecznić na
dziesiątkach fotografii wykonanych w Wylatowie” (…)

a w innym miejscu dramatycznie pyta:

(…) Czy jest możliwe, że “coś” interesuje się określonymi osobami i w
jakiś sposób bada je, kiedy przybywają na miejsce powstawania
kręgów? (…)

Odpowiadam-TAK !!!

Ktoś, lub Coś “zeskanowało” autora cytowanych tu słów…

I za kilka godzin wyświetliło na fotografii efekt tego “skanu” !

Następna fotografia  została tak jak powyższa wykonana  ”z ręki”
(film 400 ASA) w kierunku lotu kuli – w całkowicie  ciemne pole od strony Mogilna. W
kilka minut po prezentowanej powyżej…

Jest obiekt, niewidoczny dla oka na tle nieba, który mógł być
projektorem “obłoków” na wyżej prezentowanej fotografii… Nie można
wykluczyć, że zaprezentował myśli wcześniej “zeskanowanej”osoby i w
formie  przestrzennego “hologramu” wyświetlił je na
zdjęciu, na kształt  dwuwymiarowej, płaskiej wizji..

Reżyser manifestacji  zadbał o to, aby nie interpretowano jej jako… księżyca odbitego w wodzie… (a taką interpretacje próbowano mi na
siłę, rozpaczliwie “wcisnąć”).

Kto zna się na technikach nocnych fotografii-zrozumie, co miał na myśli !!!

Kto nie zrozumie – ma problem…

W świetle powyższego, sfilmowany za dnia obiekt miał zupełnie inny cel …

A tak już na marginesie – ludowe przysłowia, które jak wiemy są
mądrością narodów…  mówią, że pękające szkło oznacza ingerencję
“czarnych mocy” !!!

A pęknięcie szklanego blatu stołu, wcale nie oznacza obecności UFO w
studio telewizyjnym na Woronicza, w pewien sylwestrowy wieczór !!!

Autorowi cytowanych tekstów dedykuję te słowa :

Nieważne kim kto jest,
nieważne skąd przybywa.
Nieważne jaki status ma,
ani jak się nazywa.

Ważne natomiast czy w sercu ma,
dobro szacunek i miłość.

Ważne też jaki dla innych jest -
bo to jest ważne,
a nie kim jest…

Dlaczego ten materiał czekał 5 lat na publikację???

Sądzę, że teraz stanie się to zrozumiałe dla wszystkich, którzy
uczestniczyli  w tych i innych wydarzeniach w tej sympatycznej
miejscowości…

Kontakt z Nieznanym został nawiązany, a historia jest prawdziwa !!!

(…) którą widać dopiero w blasku fleszy (…) jak zauważa Nancy Talbott…
Stanisław Barski
Paranormal Phenomena Researcher


Odpowiedzi

  1. oto artykuł opublikowany w internecie , chyba chodzi o tę samą osobę ?

    *Cud UFO*

    Więź 12:50

    Współwystępowanie na tych samych stronach www (a także w książkach,
    czasopismach, programach telewizyjnych) spirytyzmu i latających spodków jest
    powszechne, a popularność tych tematów – uderzająca. Co więcej: natkniemy
    się tam również na relacje o fenomenach, które należą do ściśle pojętej
    religii, a mianowicie o objawieniach maryjnych i o cudach, zarówno tych,
    które Kościół przyjmuje do wiadomości, jak i tych, którym przeczy. Opowieść
    o katastrofie UFO pod Roswell, żelazny składnik legendy o Obcych
    odwiedzających Ziemię, „cud słońca” w Fatimie, czy niedawno zdjęcie
    płomienia nad ogniskiem, układającego się w postać przypominającą Jana Pawła
    II – ten zestaw może katolika gorszyć, wskazuje jednak wyraźnie funkcję tych
    wszystkich opowieści we współczesnej kulturze. Mamy mianowicie do czynienia
    z desperackim sprzeciwem wobec „odczarowania świata”, spontanicznym buntem
    przeciwko naukowo-technicznej wizji rzeczywistości, w której jeśli nie
    wszystko jest przewidywalne (czemu przeczy teoria chaosu), to wszystko jest
    obojętne na człowieka i jego troski. Póki chodzi o uznanie, że istnieją
    wyjątki od reguł, o wynalezienie luk w spójnej, racjonalistycznej narracji o
    świecie, gorąco tym wysiłkom kibicuję, nawet jeśli muszę przyznać (a muszę),
    że znaczna część dostępnych nam opowieści o zjawiskach paranormalnych to,
    wyrażając się grzecznie, historie nie budzące zaufania. Niestety człowiek
    źle znosi nie tylko wizję świata, pozbawiającą go nadziei, ale również wizję
    świata uznającą, że zdarzają się skandale, przypadki zawieszające działanie
    reguł. Zdanie „dla Boga nie ma nic niemożliwego” (jeśli dotrze do nas jego
    sens) większości z nas nie niesie bynajmniej otuchy, chyba że dotyka nas
    życiowa tragedia. Dlatego zbieranie świadectw o zjawiskach paranormalnych
    prowadzi prędzej czy później do konstruowania systematycznej teorii. Ma ona
    charakter religijny, bo stara się stworzyć alternatywę dla światopoglądu
    cywilizacji naukowo-technicznej, ale ponieważ nie stoi za nią tradycja
    żadnego wyznania, przypomina raczej wiarę sekty. Kliniczny przypadek tego
    rodzaju widzę w ewolucji polskiej Fundacji Nautilus.

    Założył ją znany dziennikarz ekonomiczny, Robert Bernatowicz. Kilka lat temu
    dowiedział się o „kręgach zbożowych” w Wylatowie i – wiedziony ciekawością –
    pojechał obejrzeć rzecz na miejscu. Uznał, że nie potrafi wyjaśnić zjawiska
    w sposób zdroworozsądkowy; zorganizował więc prace badawczo-dokumentacyjne,
    wkrótce uruchomił w radiu program na temat podobnych przypadków, potem
    stronę internetową i wreszcie wspomnianą fundację. Mimo sympatycznej w moich
    oczach dociekliwości Bernatowicza, strona www Nautilusa pełna jest
    świadectw, na tle których moja opowieść o seansie spirytystycznym to szczyt
    zdrowego rozsądku. Raz na jakiś czas znajdowałem tam jednak pożywkę dla
    swojej wstydliwej obsesji: opisy jakichś dziwacznych zdarzeń, pozbawione
    próby zrozumienia, zgłaszające jedynie niewystarczalność dostępnych nam
    sposobów objaśniania rzeczywistości.

    Tymczasem Bernatowicz doszedł do wniosku, że przyszedł czas na ujawnienie,
    jakie pewniki – ach, co za ulga – dają się sformułować na podstawie
    zgromadzonego archiwum. Ogłoszono zatem tekst pt. „Dziesięć punktów”, który
    – w co nie wątpię – „powstał na skutek lektury maili do Fundacji NAUTILUS.
    Wiele osób prosi o odpowiedzi na pytania podstawowe, *dotyczące zagadnień
    związanych z tematem sensu życia czy religii”* [podkreślenie moje – JS].
    Dowiadujemy się z niego między innymi, że „ludzkie życie nie kończy się w
    momencie śmierci!”, „jest Moc, która ogarnia cały Wszechświat” oraz że
    „istnieje reinkarnacja” (poza tym, że – rzecz jasna – „istnieją obce
    cywilizacje, które przylatują na Ziemię”). „Fundacja NAUTILUS – czytamy w
    patetycznym podsumowaniu – zebrała materiał o sensie życia, który daje
    nadzieję wszystkim ludziom. Pragniemy przekazać ludziom tę wiedzę, aby mogli
    oni zrozumieć swoje miejsce w otaczającym nas świecie”.

    Lubię Roberta Bernatowicza i porusza mnie to wołanie o religijny sens życia,
    na które postanowił odpowiedzieć; wyobrażam sobie nawet, że czuł się do tej
    odpowiedzi moralnie zmuszony, jak człowiek, który spotyka bliźniego
    proszącego o chleb. Obawiam się jednak o jakość zaproponowanego biedakom
    pożywienia. Wszyscy bowiem, świadomie lub nie, wyglądamy cudów – ale cuda
    ujęte w system (w dodatku skonstruowany samozwańczo, metodą majsterklepki
    tracą to, co w nich najcenniejsze: zamykają nas wewnątrz wyjaśniającej
    wszystko teorii, zamiast przynosić wolność; tę wolność, która, jeśli nie
    jest pozorem wolności, stanowi największy z możliwych cudów.

    Jerzy Sosnowski

  2. Staszku zapoznałem się z materiałem filmowym i mnie osobiście najbardziej przekonały dwa nagrania jedno z kulą koło Filipczaka oraz drugie koło tych elewatorów oraz jedno nocne co do innych nagrań nie jestem pewny i nieco sceptyczny. A inni jakie mają zdanie ?

  3. Tajemnica piktogramów oraz egipskich budowli została zlamana za jednym zamachem . Czytajcie : http://www.data.info.pl/enigmy.doc

  4. Podczas pobytu w Wylatowie w czerwcu 2009 zaobserwowałam…niezliczone ilości ptaków i owadów w tym terenie poruszających się z zawrotnymi prędkościami – dlatego uważam że na filmie mogą być złapane w kadr jerzyki – których prędkość latania to 200km/h oraz ważki – prędkość latania ok. 140 km/h.

    Nie kwestionuję całości zjawisk w filmie ale uważam, że część z nich jest wytłumaczalna.

    Podczas pobytu w kadr zdjęcia udało nam się złapać w polu na którym bywały piktogramy dziwną mgłę (fotografia w biały dzień), niewidoczną gołym okiem. Pod mgłą zboże jest miejscami położone, ale regularnych znaków raczej pod mgłą nie było (gdyby były, na pewno byłoby je widać z okolicznych domów).

    Pozdrawiam serdecznie

  5. prawda!!!!!!!!!!!!!!

  6. Choć wydarzenia 2002 i 2003 utkwiły mi mocno w pamięci i wpłynęły na mnie bardzo, jednakże ta tematyka zawsze mi się odbija. Wiele z opisanych rzeczy odczułem, z kilkoma się nie zgadzam, ale film ciagle robi wrażenie.


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie