Napisane przez: paranormal.pl | 08/12/2008

Festiwal absurdów – czyli obrona obrażonego zdrowego rozsądku!

“Nie wszystko to , czego nie jesteśmy w stanie pojąć rozumem, na należy włożyć między bajki”

Pełna cudów powłoka ziemskiego padołu, czyli przestworza otaczające Ziemię – Erazm Francissci

Bliskie spotkania III i IV Rodzaju

Zdaję sobie doskonale sprawę z faktu,  że te dwie kategorie bliskich spotkań są zjawiskiem, którego nasz zdrowy rozsądek nie potrafi a wręcz często nie chce przyjąć bez wewnętrznego oporu.

“Chodzi o spotkania, w których mowa jest o obecności istot ożywionych [...] Jeśli mam być szczery, chętnie pominąłbym tę część, gdybym tylko mógł to uczynić bez naruszenia naukowej rzetelności [...]” - Allan Hynek.

Zgadzam się z Allanem Hynkiem. Niestety, nie można pomijać danych tylko dlatego,  że nie są one zgodne z naszymi pojęciami, światopoglądem, brakiem akceptacji lub nie odpowiadają naszym a priori założonym koncepcjom.

Przecież tak chętnie i uważnie przyjmujemy i w jakimś stopniu akceptujemy raporty o opisy obserwacji UFO wszystkich innych rodzajów.
Dlaczego sprawozdanie o zatrzymaniu oślepiającym światłem samochod u na drodze w odludnym miejscu jest mniej dziwne i absurdalne niż raport o (podobnym) obiekcie z którego wychodzi kilka małych ożywionych istot,  lub też o pobycie ludzi wewnątrz tych obiektów?  Dlaczego tak bardzo szokują filmy i fotografie obcych istot?

Nie widzę tu żadnych opierających się na logice powodów, ale jednocześn ie podzielam te trudne do wyjaśnienia uprzedzenia.
Jedynym w miarę prawdopodobnym powodem takich reakcji jest fakt,  że dopóki osobnik ludzki ma do czynienia z urządzeniem latającym, choćby niewyobrażalnie dziwnym, wciąż wydaje mu się, że czuje swoją przewagę.

Jednak kontakt z istotami ożywionymi o odmiennej od ludzkiej inteligencji budzi (także u części badaczy) jakiś atawistyczny lęk przed nieznanym. W grę wchodzi niewątpliwie obawa przed utratą hegemonii, czyli uczuć głęboko zakorzenionych w naszej podświadomości.

A także rezygnację z opartej na niewiedzy zarozumiałości !!!

Niestety, ludzka psychika jest przekorna…

Kilku polskich badaczy uparcie pielęgnuje zarozumiałość. Mało tego, idą dalej, ostentacyjnie umywają ręce i oświadczają publicznie, że …  (sic!)  są w stanie przekonująco “wyjaśnić” najbardziej niesamowite incydenty na całym świecie ! Głośno krzyczą tytułami swoich opracowań – to tylko ziemska, nieznana nam technologia ! I manipulacja ludzką psychiką (a najbardziej psychiką samych badaczy) przez ziemskie służby specjalne !!!

Kto myśli inaczej , jest nawiedzony !!! Komu dane jest wykonać niezwykły film lub fotografię, jest oszustem !!!

A jeśli fakty zbyt “biją” po oczach, czy intelekcie, przypuszczają zmasowany atak na taką osobę. Ignorują ją i starają ośmieszyć !!! Napawa ich troską “dobro środowiska ufologicznego” !!! Nieważne, że to środowisko jako monolit istnieje wyłącznie wirtualnie w ich świadomości (…)  ważne, że stanowi puklerz  za którym się kryją.

Rodzi się pytanie, czy rezygnacja z prób wyjaśnienia jakiegoś problemu doprowadziła kiedykolwiek do jego zniknięcia ??

Zatem zstąpmy na twardą ziemię faktów ! Faktów obrażających zdrowy rozsądek nie tylko badaczy ! Także ludzkiej świadomości – świadomości Korony Stworzenia !!!

16 kwietnia 1993 r. / Bayport, Floryda, USA

Z-ca szeryfa w Hernando County – Ron Chancey,  rutynowo patroluje okolice. Jest noc. Zbliża się do południowej części Pine Island Drive. Nagle widzi osobliwe światła rozbłyskujące na północnej części nieba. Ma nieodparte wrażenie, że podążają za jego wozem patrolowym. Skręca w stronę Bayport i traci na moment światła z oczu.  Po kilkunastu sekundach nieopodal drogi pojawia się ogromny obiekt o długości 70 – 100 m, który wisi w powietrzu. Potężny i bezszelestny ! Zdumiony stróż prawa zjeżdża na pobocze, wysiada z auta… i kieruje światło policyjnej latarki na intruza. Myśląc, że to jakiś ogromny helikopter, podświadomie szuka oznakowań – liter, cyfr …
Niesamowity obiekt ma kształt zbliżony do bumerangu ! Widać jego rozmazane kontury na tle ciemnego nieba.
Wystraszony policjant wskakuje do samochodu i odjeżdża. Niesamowity prześladowca rusza za nim! Nie ma sposobu ucieczki. Nagle obiekt “porzuca” pościg – lub inwigilację i błyskawicznie odlatuje w kierunku Zatoki Meksykańskiej.

Obiekt obserwowało z różnych kierunków jak się później okazało kilkanaście osób.

Obserwacja banalna, jak tysiące innych relacjonowanych na całym świecie.

Dla kilku badaczy to opis tajnego prototypu armii amerykańskiej. To ich hipotetyczna “Aurora”.  Niepokojąco tajemnicza i złowroga a jednocześnie uspokajająca !!!

Przejdźmy zatem do incydentów, które doprowadzą nas do granic absurdu… Cofnijmy się choćby 111 lat wstecz (…)

Połowa kwietnia 1897 r. / Le Roy,  Stan Kansas,  USA

Relacja hodowcy bydła Aleksandra Hamiltona :

“W miniony poniedziałek około godziny 22.30, zostaliśmy obudzeni przez hałasujące bydło. Wstałem (…) i idąc do drzwi ujrzałem zdumiewający statek powietrzny, opadający powoli w kierunku ziemi, w pobliżu zagrody z moimi krowami.
Zawołałem więc syna Walla, oraz pracownika Gida Heslipa.  Chwyciliśmy w ręce siekiery i pobiegliśmy do zagrody… Tymczasem statek ciągle opadał, aż zawisł mniej więcej ok. 30 stóp (9 m) nad ziemią w odległości od nas około 50 stóp (15 m). Wyglądał jak długie cygaro długości około 300 stóp (90 m) i od dołu miał kabinę zbudowaną z jakiejś innej przeźroczystej substancji (…) Wewnątrz rzęsiście, oślepiająco oświetlona. Wszystko dookoła było znakomicie widoczne.
W kabinie znajdowało się 6 istot, najdziwniejszych jakie kiedykolwiek widziałem (…)

1 bydło
Oniemieliśmy z przerażenia, kiedy w pewnym momencie na skutek nieznanego hałasu istoty skierowały ku nam światło. Następnie uruchomiły jakąś nieznaną siłę i wielkie jak turbina koło umocowane poniżej statku, które poczęło się obracać z brzękiem a pojazd wznosił się lekko jak ptak. Gdy uniósł się nad nami na około 300 stóp (90 m), zatrzymał się i poszybował wprost na dwuletnia jałówkę, która ryczała usiłując przeskoczyć ogrodzenie. Usiłowaliśmy ja ratować i pobiegliśmy w jej kierunku. Nagle ujrzeliśmy, że jakiś czerwony kabel zwisający ze statku, uchwycił jej szyję w pętlę a jałówka zaplątała się w drut ogrodzenia. Próbowaliśmy odciąć to, ale nie udało się nam i w zdumieniu ujrzeliśmy jak statek i jałówka wolno się unosząc, odleciały w kierunku północno – zachodnim”.

Ta szokująca opowieść poparta jest deklaracją prominentnych obywateli Le Roy o następującym brzmieniu:

“Gdy tylko prawda nie graniczy z prawdopodobieństwem, zawsze znajdą się sceptycy i niedowiarki. Ponieważ wielu podejrzliwych i niewykształconych ludzi będzie wątpić w prawdę tej opowieści, sporządziliśmy tę deklarację pod przysięgą i podpisując się potwierdzamy wiarę w nią” (…)

Podpisano i zaprzysiężono przede mną, dnia 21 kwietnia 1897 r.
James W. Martin – notariusz.

Dokument podpisało 9 osób – szeryf, sędzia pokoju, z-ca szeryfa, bankier, aptekarz, drogista, adwokat i naczelnik poczty.

Opis incydentu podaję za Allanem Hynkiem, który przytoczył go 27 kwietnia 1960 r. na konferencji poświęconej wpływowi wielkich prędkości na organizm człowieka [Hypervelocity Imact Conference] w Englin Air Force Base na Florydzie.

To według kilku badaczy bajka lub zbiorowa histeria ! Jakże proroczo brzmią słowa sprzed ponad 100 lat – “Gdy tylko prawda nie graniczy z prawdopodobieństwem”…

Po 60 latach pojawiły się kolejne podobne relacje… I występują praktycznie do dzisiejszego dnia.  Na całym świecie !!!

bydło

Italia

Już wcześniej, bo 8 listopada (wg innych źródeł 28 października) 1954 r. w odległym od Mediolanu ok. 15 km miasteczku Monza, jadący z kina wieczorem jeden z mieszkańców, dostrzegł silne światło na opuszczonym, zaniedbanym stadionie. Przez wyłom w murze ogrodzenia dostrzegł  (jak później zeznał przed policją) – duży, łagodnie jarzący się obiekt. Nie był w stanie dostrzec, czy obiekt stał na ziemi, czy tez wisiał nisko nad nią. Dostrzegł za to cienie niewielkich postaci, które płynnym ruchem przesuwały się od obiektu w kierunku muru za którym stał ukryty. Mężczyzna wskoczył na rower i uciekł. Kiedy odjechał ok. 100 m. napotkał na drodze grupę ok. 50 ludzi. Byli to robotnicy rolni, wracający z pracy. Poinformował ich o tym co widział przed momentem i wszyscy biegiem ruszyli w kierunku stadionu.
Wszyscy ci ludzie potwierdzili później przed policją, że widzieli na stadionie poruszające się jakby ludzkie postacie, nie wyższe niż 1,20 cm. Miały na głowach przeźroczyste hełmy a na plecach jakieś aparaty, które świadkowie określali jako “oddechowe”.
W momencie trwania obserwacji widząc zamieszanie, zatrzymało się kilka ciężarówek. Część świadków wyłamała bramę i ruszyła w kierunku obiektu. Postacie błyskawicznie znikły w obiekcie a on sam zaczął wznosić się z cichym brzękiem w górę. Wówczas ludzie zaczęli rzucać owocami pomarańczy z ciężarówek zatrzymanych w międzyczasie, w kierunku wolno wznoszącego się obiektu i jak twierdzili, uzyskali wiele trafień.

No cóż, gościnność ludzka została tu wykazana w niezwykle spektakularny sposób !!!

Australia

W sierpniu 1951 r. koczownicza grupa aborygenów ze szczepu Unmatierów powiadomiła władze, że wiele dni temu obserwowała zza góry lądowanie jakiegoś okrągłego, świecącego obiektu. Kiedy członkowie szczepu dotarli do miejsca lądowania okazało się, że na ziemi stoją dwa przedmioty…  Stosując skomplikowane metody porównawcze ustalono ich wielkość na około 10-15 m. Nagle dostrzegli pod jednym w “przedmiotów”, “zupełnie małego człowieka”, który przeszedł pod drugi przedmiot i znikł.
“Człowiek” miał błyszczące ubranie i okrągłą, błyszczącą głowę. Następnie przedmiot wydając dźwięk “jak rój pszczół” uniósł się do góry, a za chwilę powtórzył to samo drugi…

USA

Inwazyjnym wręcz scenariuszem, nie pozbawionym dużej dawki groteski charakteryzuje się jeden z najsłynniejszych incydentów – Kelly Hopkinsville.

Opis incydentu podaję za Jacueline Sanders (tekst: “Panic in Kentucky”, opublikowany w “Saucerian Review”), Isabellą Davis – dziennikarką i badaczką, która opracowała rzetelny raport i przesłała go do Allana Hynka.

22 października 1955 r. “Evansville Press” opublikowała następujący tekst :

“21 sierpnia 1955 r. około godz. 19 .00 -  jeden z członków rodziny Billy Sutton, szedł z domu do studni po wodę. Nagle dostrzegł lecące na niebie jaskrawe światło w kierunku stodoły, które najprawdopodobniej według jego oceny spadło za tą stodołą. Billy powiadomił o tym pozostałych domowników, żadnego z nich to jednak zbytnio nie zainteresowało… uznali ten opis za “spadającą gwiazdę”. Ok godz. 20.00, psy Suttonów rozpoczęły szaleńczy jazgot, co spowodowało, że Elmer i John Suttonowie podeszli do drzwi i wyjrzeli na zewnątrz.

W odległości ok. 15 m dostrzegli jakąś postać, która jak stwierdzili zgodnie obaj, “świeciła ” jak cyfry na cyferblacie zegarka.
Kiedy postać zbliżyła się dostrzegli więcej szczegółów – nieproporcjonalnie dużą okrągłą głowę i długie ręce.
A ponieważ w Kentucky najpierw strzelają a później pytają, także w tym momencie nie odstąpiono od tej tradycji… No cóż, co kraj to obyczaj.
Kiedy stwór zbliżył się na odległość ok. 20 stóp (6 m) i skierował się w ich kierunku, obaj Suttonowie sięgnęli po broń i jednocześnie wypalili w jej kierunku. Jeden z potężnej dubeltówki myśliwskiej, drugi z rewolweru.
Zagadkowa istota przewróciła się, oni zaś usłyszeli odgłos przypominający strzał w… “puste wiadro”… po czym błyskawicznie poderwała się i znikła.
Nic tak nie zbija z tropu ludzi z Kentucky jak nieskuteczność broni palnej.

Jak relacjonuje dalszy ciąg incydentu “Evansville Press”, obaj mężczyźni wskoczyli do domu, zaryglowali wszystkie drzwi a reszta rodziny pozapalała lampy. W pewnym momencie jedna z kobiet krzyknęła wskazując na okno w pokoju jadalnym.  Ujrzała w nim zaglądającą twarz z błyszczącymi oczami (…) Mężczyźni rzucili się do okna i zdążyli jeszcze ją zauważyć. Ponownie dali ognia w szybę i postać zniknęła.
Nastała chwila ciszy. Zabarykadowani Suttonowie zaglądali do okien ale nic się nie działo. Po około 20 minutach spokoju odważyli się wyjść na zewnątrz. W tym momencie wszystkie psy z ujadaniem rzuciły się w kierunku pobliskiego drzewa i zaczęły zajadle obszczekiwać coś błyszczącego na jednej z gałęzi. Równocześnie zauważono drugą postać przemieszczającą się po kalenicy dachu. Elmer Sutton natychmiast wystrzelił w jej kierunku. Obydwaj mężczyźni zgodnie zeznali później przesłuchującym ich policjantom, że wyraźnie słyszeli uderzenie kuli. Jarząca się postać znikła w powietrzu a za moment dostrzegli ją ponownie biegnącą po trawniku. Drugi strzał oddał John Sutton w kierunku postaci na drzewie. Postać zniknęła a psy uciekły ze skowytem do domu. Nie tylko psy, Suttonowie tuż za nimi i zabarykadowali się ponownie w domu. Przez ponad trzy godziny trwała cisza. Nic się nie działo. Wreszcie napięcie sytuacyjne osiągnęło taki poziom, że rodzina nie wytrzymała nerwowo i – upewniwszy się, że w tym momencie nikogo nie ma w pobliżu ich domu – zapakowała się do dwóch samochodów (łącznie 11 osób) i ok. godz. 23:00 dotarła na posterunek policji w Hopkinsville. Ok. 0.30 Suttonowie w towarzystwie funkcjonariusza FBI oraz czterech funkcjonariuszy policji stanowej przybyli do domu.
Powitał ich spokój i cisza.

Mimo przeprowadzonych poszukiwań nie znaleziono nic, co świadczyło by o wcześniejszych wydarzeniach. Kilka minut po odjeździe stróżów prawa istoty – według zgodnej relacji wszystkich członków rodziny powróciły znowu. Siedmioro dorosłych ludzi przedstawiło niemal identyczną historię i prawie identyczne opisy wyglądu istot. Byłoby rzeczą trudną, praktycznie niewykonalną, aby bez uprzednich drobiazgowych uzgodnień przedstawić badającym (nastawionym zresztą na zdemaskowanie przypuszczalnego oszustwa) siedem zmyślonych i jednobrzmiących opisów i relacji, tym bardziej, że badacze i dziennikarze pojawili się rano a męska część rodziny Suttonów, mimo burzliwych wydarzeń minionej nocy wczesnym świtem udała się poza miasto w zaplanowanych wcześniej sprawach. Przesłuchano kobiety i dzieci. Sporządzono portrety pamięciowe istot. Kiedy przed wieczorem powrócili mężczyźni poddano ich wnikliwym przesłuchaniom, mając do dyspozycji wcześniejsze relacje kobiet i dzieci.

Każdy z siódemki był zupełnie pewien, co widział, nikt nie kwestionował wcześniejszych zeznań kobiet i dzieci… nawet w krzyżowym ogniu pytań !!!

Choć jak zauważa jeden z badaczy, określenia tego użył niezobowiązująco, ponieważ jak stwierdzili zgodnie badający ludzi pokroju Luckyego Suttona nie bierze się w krzyżowy ogień pytań. To niespotykanie silna osobowość.

Wkrótce całą rodzinę otoczyła taka zła opinia i spotkało ich tyle nieprzyjemności (skąd my to znamy ?), że nie chcieli rozmawiać już z nikim na ten temat . I trudno im się dziwić.

Dzięki jednej z najbardziej zaangażowanych i najrzetelniejszych amerykańskich badaczek UFO – Isabel. L. Davis z Nowego Jorku, incydent ten doczekał się dalszego ciągu.

Rok po wydarzeniach wybrała się do Kelly.
Swoim spokojem połączonym ze stanowczością ujęła serca Suttonów i zgodzili się przywołać w pamięci wydarzenia z sierpnia 1955 r.
Precyzyjny, profesjonalny raport jaki sporządziła w pełni potwierdził wcześniejsze badania.

Isabel napisała w swoim raporcie między innymi :

“Suttonowie do końca trzymali się swej opowieści. Z uporem i gniewem powtarzali, że mówią prawdę. Czy to publicznie, czy to wobec krewnych żaden z dorosłych i dzieci nawet nie bąknął o możliwości kłamstwa lub pomyłki; nie padło jedno słowo na temat możliwości wycofania się z zeznań” (…)

Polska

Wracaliśmy z żoną z urlopu w Szwajcarii. Po przekroczeniu granicy PRL w Świecku ruszyliśmy w kierunku Zielonej Góry, gdzie pozostawiliśmy naszych znajomych. Była godzina 2.00 w nocy. Prowadziłem samochód “Volkswagen-Bus” wraz z przyczepą. W miejscowości Kargowa, zobaczyliśmy z żoną wysoko na niebie punkt świetlny. Oceniliśmy odległość na około 3 km. Po przejechaniu około 500 m. stało się coś niesamowitego, coś czegoś do dzisiaj nie umiemy sobie wytłumaczyć… Światło na niebie zbliżyło się do nas z ogromną szybkością i …  ZAWISŁO NAD NASZYM SAMOCHODEM !!!
Silnik pracował prawidłowo, oświetlenie również. Żadnych zakłóceń. Jadąc na pustej szosie wyłączyłem silnik auta oraz światła i zatrzymałem się, chcąc przyjrzeć się “temu czemuś”.  To “coś”  zatrzymało się również, wisząc nad samochodem.

Określiłbym “to”, jako dwa świecące “klosze”.  Jeden średnicy ok. 25-30 cm. – emitował silne białe światło, które jednak nie raziło oczu. Drugi, zdecydowanie mniejszy – emitował światło o barwie żółtawo-pomarańczowej, także nie rażąc w oczy. Oba “klosze” przemieszczały się w taki sposób, jakby były ze sobą połączone na stałej odległości ok. 2 m. Nie odczuwaliśmy nic, poza przejmującą ciszą…

Zapaliłem światła, uruchomiłem silnik i ruszyłem. Oba “klosze”, ciągle wisząc nad autem również!

Na odcinku ok. 20 km. jeszcze czterokrotnie powtarzałem manewr zatrzymywania się i wygaszania świateł. Oba “klosze” cały czas jakby pilotowały pojazd, wisząc w odległości ok. 3 – 10 m. po jego prawej stronie. Raz zbliżały się maksymalnie blisko, następnie odpływały…

“Klosz” o barwie żółto-pomarańczowej “prowadził ” tę osobliwą dwójkę. Na 90 stopniowym zakręcie w miejscowości Żodyń, oba “klosze” płynnym ślizgiem przeszły z prawej strony samochodu na lewą.  I od tego miejsca, przez następne 8-10 km. “klosze” prowadziły nas cały czas z lewej strony. Jechaliśmy z opuszczona szybą i zachwycaliśmy się zjawiskiem.

Zmęczenie i znużenie minęło jak ręką odjął… Byliśmy bardzo podekscytowani.

Kiedy wjeżdżaliśmy na rogatki Wolsztyna, zadawaliśmy sobie pytanie:  Co dalej ?? W centrum miasta w odległości ok. 400 m. od naszego domu, obiekt wzniósł się gwałtownie i oddalił z równie ogromną prędkością jak się pojawił.

Będąc już w domu i analizując sytuację  skonstatowaliśmy, że na trasie tych ok. 20 km. nie spotkaliśmy na drodze żadnego samochodu !!!

[Źródło: archiwum / Zbigniew Blania-Bolnar]

Kolejny incydent, pozostał w cieniu Emilcina… a wszystko wskazuje na fakt, że świadek spotkał się z tym samym obiektem.  I tymi samymi istotami.

27 września 1978 r.  / Golina (k. Konina)

Relacja świadka:

“Gdyby po tym co przeżyłem, ktoś zapytał mnie jak się nazywam?? nie jestem pewien, czy byłbym w stanie mu odpowiedzieć” …

Wybrałem się do lasu na grzyby. Motocykl oparłem o drzewo i zataczając okręgi wokół niego zbierałem grzyby. Później przestawiłem go i nadal szukałem grzybów… Miałem już wracać do domu, kiedy zobaczyłem tę białą “budę”.  Po jednej stronie był zagajnik, po drugiej stary las, z przodu górka, a z tyłu wąska droga między drzewami. Ta drogą dojechałem. Pośrodku był zrąb i właśnie tam, to “coś” stało! Moja pierwsza myśl? co za budę tu przywieźli?! I kiedy?? Przecież cały czas tu byłem a wcześniej jej nie było… Przetarłem ze zdumienia oczy i myślę: czy ja dobrze widziałem ? Czy ja dobrze widzę teraz ?

Stoi “to” na czterech podporach mniej niż 100 m. ode mnie. Gdyby przywieźli to kiedy zbierałem grzyby, słyszał bym hałas ciągnika czy też samochodu. Natychmiast pomyślałem, że i tak było by to niemożliwe! Wysokie pieńki, zaorana ziemia… a poza tym dróżka jest zbyt wąska, aby mógł nią wjechać jakikolwiek czterokołowy pojazd.

Pomyślałem o dźwigu, ale wydało mi się to niedorzeczne…
I wtedy poczułem strach!
Wziąłem motocykl za kierownicę, uruchomiłem go i ruszyłem. Nagle poczułem niezdecydowanie: jechać – nie jechać ??
W końcu z wahaniem postanowiłem sprawdzić, czym właściwie jest ta “buda”. Tym bardziej, że nie zauważyłem żadnych okien.
Przezwyciężając strach, powoli jechałem w jej kierunku.

Kiedy byłem już bardzo blisko i patrzyłem na nią, rozsunęły się drzwi – szybko i energicznie, ale bez żadnego odgłosu. Nie wiem gdzie się schowały (…) W drzwiach stanęły dwie niewysokie osoby. Miały ludzką postać, tylko ich twarze wydały mi się ?? nieprzyjemne ?? inne niż ludzkie, podobne do twarzy zielonych żabek.

Nogi ugięły się pode mną. Ręce zaczęły się trząść.
Jedna z tych osób wykonała gest ręką, który odebrałem jako zachętę abym się zatrzymał. – Zatrzymałem się, bezwolnym ruchem postawiłem motocykl na bocznej nóżce i oparłem się o niego. Czekałem z bijącym sercem co nastąpi dalej.

Nagle wysunęły się cztery jakby schodki i oni po prostu po nich zeszli. Odniosłem wrażenie, że usiłują mnie ostrożnie obejść.

Do dnia dzisiejszego nie wiem czy moja ręka sama wysunęła się do przodu… Czy był to odruch bezwarunkowy, czy też strach ??
Jeden z nich podszedł, zatrzymał się na chwilę przede mną i spojrzał mi głęboko w oczy. Wyraźnie się wahał !!! Następnie postąpił krok do przodu i … podał mi swoją rękę. Ten miał obie ręce wolne, w przeciwieństwie do drugiego, który trzymał w rękach jakieś niewielkie urządzenie i kiedy ten drugi również podał mi rękę, urządzenie trzymał w drugiej. Tymczasem pierwszy nacisnął ręką na siedzenie motocykla i złapał za dźwignię hamulcową. Drugi chodził dookoła i jakby robił (…) zdjęcia ?? (…)
Schylił się, oglądał łańcuch, zaglądał pod silnik, pod zbiornik paliwa… Wydawał się zaciekawiony, jednak bez widocznych emocji.

W pewnym momencie pierwszy wziął w ręce torbę z grzybami i spojrzał na mnie. Pokazałem na migi – wskazałem palcem na grzyby i na usta,  że są do jedzenia… I wtedy po raz pierwszy usłyszałem ich rozmowę. Dźwięk ich mowy kojarzył mi się początkowo z “drobotaniem”… gęsi. Takie było pierwsze wrażenie słuchowe. Teraz mógłbym to porównać do płyty adapterowej odtwarzanej w szybszym tempie, niż została zapisana. Głosy były niemal identyczne.

Pierwszy pokazał na mnie i motocykl. Odebrałem to jako zachętę do zademonstrowania jazdy motocyklem. Uruchomiłem motor, bez problemu wsiadłem i ruszyłem wolno. Odjechałem od nich na odległość ok. 20 m. postawiłem motocykl i przy nim jedną torbę z grzybami. Drugą trzymałem w ręku i wszedłem w zagajnik. Oddaliłem się spory kawałek. Pomyślałem, że mogą mnie zawołać, więc położyłem się na ziemi. Kiedy leżałem z bijącym sercem, nie mogłem nic zauważyć. Wstałem zatem i patrzyłem.

Oni odeszli kilka metrów od miejsca w którym ich pozostawiłem. Jeden stał przy zagajniku. Widziałem poprzez krzewy jego głowę i kawałek ramienia… drugiego widziałem lepiej, ponieważ stał dalej.

Zauważyłem, że w pewnym momencie wykonał ruch, jakby chciał kopnąć “coś” leżącego na ziemi. Nie widziałem co to było.
Nagle w “budzie” rozległ się dźwięk brzęczyka. Zabrzmiało to jak wzywający ich sygnał.  Słysząc dźwięk zawrócili. Nie biegiem, lecz powoli i po schodkach weszli do wnętrza.  Schodki zwinęły się bezgłośnie, drzwi się zasunęły. Nie pozostał po nich najmniejszy ślad! Widziałem tylko gładką ścianę (…)

Poczułem gwałtowny podmuch wiatru, który zakołysał sosenki rosnące na skraju zagajnika. “Buda” wznosiła się błyskawicznie do góry, a kiedy była na wysokości drzew starego lasu, zaczęła się jakby “zadymiać” ze wszystkich stron. Powstała wokół niej siwa chmurka.

“Buda” mknęła w górę jak piorun !!!
Był słoneczny dzień, niebo pogodne, chmury wysoko… ale mimo tego “buda” zniknęła w dalekich chmurach błyskawicznie.

Wróciłem zwiotczały do motocykla i około 15:30 dotarłem do domu.

Nawet w najśmielszych marzeniach nigdy nie przyszło by mi do głowy, że coś takiego może istnieć… i  że spotkam się z czymś takim… ”

- Henryk Marciniak.

[Źródło: archiwum / Zbigniew Blania-Bolnar]

Sztandarowe wręcz incydenty – Betty i Barneya Hillów, Antonia Villasa Boasa, Carlosa Alberta Diaza, Travisa Waltona, Jana Wolskiego w Emilcinie i setki innych… oscylują także na granicy groteski.

Polscy badacze niezmordowanie je kwestionują mimo, że nie brali bezpośredniego udziału w ich badaniu. Nawet “papież ufologii” – Allan Hynek, nie stanowi dla nich żadnego autorytetu.

Tylko oni mają monopol na prawdę !!!  Jedyną i niepodważalną !!! Ich “analizy” roją się od błędów merytorycznych, przekłamań, powstałych w międzyczasie legend na temat konkretnego incydentu, pomijania istotnych faktów, eksponowania innych na korzyść własnych hipotez…  a ponadto świadczą niestety o ewidentnym braku wiedzy ufologicznej !!!

Czy nadal można twierdzić, że mamy do czynienia tylko z ziemską, tajną technologią ??

Moim zdaniem takie opinie stoją w sprzeczności z logiką i stanowią obrazę dla ludzkiego intelektu !!! Obrażają zdrowy rozsądek !!!

Nie możemy jak na razie zgłębić natury wysoko rozwiniętych i zmiennych istot, ale nie ulega najmniejszej wątpliwości, że mamy jako rodzaj ludzki do czynienia z latentną siłą, być może pochodzącą w wielu przypadkach z “obszaru granicznego”, której modus operandii nie jest wystarczającym dowodem na jej istnienie.

Czy takie formy działań wynikają z galaktycznej filozofii ?? Czy też są koniecznością, wynikającą z natury tych istot … Czy te trans-materialne w wielu przypadkach istoty… a w innych również – inaczej ukształtowane biologicznie twory, potrafią zmieniać swój wizerunek zależnie od warunków ??  Jestem przekonany, że TAK !!! I dlatego ukazują się ludziom pod różnymi postaciami w sposób nieuchwytny i niepojęty …

Czy przybywają z innych rzeczywistości ?? Czymże jednak są te inne rzeczywistości ?? Skoro naukowcy i badacze zjawisk paranormalnych nie potrafią jak na razie ich zaakceptować…

Posłuchajmy może filozofów.

Można by zapełnić tysiące stron opisami świadków podobnych incydentów na całym świecie. Ludzie bliscy histerii, relacjonują swoje przeżycia: policjantom, dziennikarzom, badaczom zjawisk… jak Ziemia długa i szeroka. Opowiadają o tygodniach, miesiącach niespokojnych, niewytłumaczalnych snów, w wielu przypadkach zmiany w wyniku spotkania filozofii życiowej i światopoglądu. Dla wielu z nich takie wydarzenie mają wymiar religijny…

Najczęściej próbują wytłumaczyć swoje przeżycia, czymś zupełnie naturalnym… chociaż przychodzi im to z ogromnym trudem.

Kiedy relacjonują swoje doświadczenia to robią to wyłącznie dlatego, że rozpaczliwie pragną dowiedzieć się  czy ktokolwiek inny dzieli z nimi takie same lub podobne przeżycia…

Trzeba też wielu perswazji i niemal zawsze niezbitego zapewnienia, że ich nazwiska i adresy nie zostaną wykorzystane publicznie.

Zatem nie odrzucajmy faktów tylko dlatego, że wydają się nam zbyt nieprawdopodobne… bądź też nie potrafimy ich wyjaśnić, zrozumieć czy też odpowiednio sklasyfikować…

La Commedia e finita ! – Canio, Pagliacci.

Zakończmy zatem tę komedię i zacznijmy myśleć !!!


Odpowiedzi

  1. Reżyser wydarzeń zaistaniałych w Wylatowie w latach 2000-2006 zdawał sobie dokładnie sprawę z tego , co oznaczałoby odsłonięcie większego rąbka tajemnicy…

    Szok , niewyobrażalna panika i ucieczka wszystkich przebywających tam ludzi , w przypadku pojawienia się jakiegokolwiek widzialnego obiektu…

    Zatem należy docenić jego subtelne poczynania !!!

    To była “zerówka” stosując klasyfikację stopniowania klas z naszych , ziemskich szkołach…

    Szkoda , tylko , że część przedszkolaków uznała , że skończyła tam studia …

    Już niebawem na naszej stronie “Tajemnice Wylatowa” , seria niesamowitych , archiwalnych fotografii i filmów…


Zostaw odpowiedź

Twoja odpowiedź:

Kategorie