Jest piękna, ciepła sierpniowa noc 2002 roku. Dwoje młodych ludzi (mężczyzna z kobietą) wybiera się samochodem na przejażdżkę nad jezioro Wikaryjskie, położone ok. 11km od Włocławka. Zatrzymują się w odległości około 50 m od jeziora. Rozmawiają siedząc w samochodzie. Z uwagi na panującą ciepłą temperaturę szyby w samochodzie są opuszczone. Wokoło las i cisza… Nagle trzask jakby łamanej grubej gałęzi, za chwilę drugi w innym miejscu, po chwili trzeci jeszcze w innym miejscu. Nagła przejmująca cisza, brak jakichkolwiek odgłosów, jakby wata w uszach. Wystraszony kierowca odjeżdża. Przemieszcza się ok. 400 m wzdłuż jeziora w kierunku pomostu. Wie, że na pomoście znajduje się kilku wędkarzy łowiących nocą ryby. Zatrzymuje auto w odległości ok. 70-80m od pomostu. Oboje czują się pewniej w niewielkiej odległości od ludzi. Samochód stoi ok. 6m tyłem do tafli jeziora. Uspokojeni podejmują przerwaną rozmowę. Światła pozostają wygaszone. Przez ok. 15min nic się nie dzieje. W pewnym momencie zauważają dwie świecące bladą zielonkawą poświatą kule, wielkości pomarańczy przemieszczające się poziomo ok. 5m przed autem z kierunku wschodniego na zachód. Po ok. 10 sek. gasną. Zjawisko powtarza się jeszcze kilka razy w identyczny sposób. Kierowca wpada na pomysł, ze spróbuje w momencie kolejnego pojawienia się kul oświetlić je latarką, która znajduje się w schowku po stronie pasażera. Pojawiają się po raz kolejny kule, kiedy sięga do schowka po latarkę kule gasną. Powtarza się to kilka razy. Wreszcie zniecierpliwiony tą sytuacją wyciąga latarkę i czeka z bijącym sercem na dalszy rozwój wypadków. Kobieta obserwuje równocześnie z nim przemieszczające się kule. Przez ok. 20 min nic się nie dzieje. Zniechęcony zamierza odłożyć latarkę. W tym momencie kule pojawiają się i pada na nie snop światła ze skierowanej latarki. Oboje widzą obły szary kształt, który płynnym ruchem spływa za drzewo. Opisują to zgodnie jako podobne do worka. Kształt ma wys. Ok. 1,6m. I w tym momencie oboje tracą świadomość… Kiedy się budzą jest widno, ok. godz. 4.oo nad ranem. Kierowca ma skierowaną latarkę w przeciwnym kierunku czyli na tył samochodu. Kobieta śpi oparta głową o pulpit, ręce zwisają bezwładnie, po chwili też się wybudza. Pytają się wzajemnie siebie co się stało ale żadne z nich nie zna na to pytanie odpowiedzi. Rozbici wewnętrznie docierają do Włocławka…

O ich przygodzie dowiaduję się po upływie ok. 3 miesięcy. Udaję się do obojga i rejestruję ich relacje rozmawiając z każdym z nich osobno z zastosowaniem wszelkich reguł wymaganych w tego typu wydarzeniach. Ich relacje są spójne, logiczne i sensowne. Następnie udaję się z mężczyzną na miejsce incydentu. Na niewielkiej polanie (średnica ok. 6m) obok której usytuowane było auto w momencie opisywanego zdarzenia, drzewa są osmolone od wewnątrz do wys. 1,5 m po obwodzie polany. Tylko drzewa.

Do dnia dzisiejszego przy potarciu, ręka barwi się na czarno. Zarówno po incydencie jak i teraz brak zapachu spalenizny (…) Przeprowadzony wywiad z leśniczym, strażą pożarną i innymi czynnikami wyklucza pożar. Poza tym pożar wywołał by całkowicie odmienne efekty fizyczne.
W miejscu gdzie przemieszczała się bezkształtna szara masa, aparat fotograficzny Olympus IS-3000 (czułość filmu 1600 ASA, bez flesza) zarejestrował charakterystyczną energię przenikającą to drzewo.

Świadkowie zastrzegli sobie bezwarunkową anonimowość! W rodzinie, której członkiem jest mężczyzna, od lat występują dziwne zdarzenia, których opis zajął by kilkanaście stron maszynopisu. Ale o tym innym razem…
Stanisław Barski
Paranormal Phenomena Researcher
www.paranormal.pl
Napisane w Artykuły







